aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Słownik Chazarski - Pavić - Passini

Nasz sen jest życiem kogoś na drugim końcu świata. Nasze życie jest śnione przez nieznajomego. Tak jak owadowi fruwającemu pod sufitem może wydawać się, że ponad sklepieniem nie ma innego nieba, tak my nigdy nie będziemy mieć gwarancji, że ograniczenia świata są tam, gdzie je dzisiaj dostrzegamy. Uwolnić wyobraźnię, przekroczyć granicę, wejść pomiędzy światy. Sen to nie Rubikon, nie rzucone kości trwają na swoim miejscu, lecz wstaje Golem z gliny słów i znaków. Chazarska kabała XXI wieku.


Apokryf Milorada Pavicia przerobiony przez Pawła Passiniego na wielowątkowe widowisko o trzech oficjalnych narracjach przytłacza, onieśmiela i uwalnia. Brak znajomości kontekstu, hermetyczność chazarskiej historii paradoksalnie umożliwia uchylenie furtek. Być może zawieszenie analizy jest dobrym wyjściem? Rezygnacja z rozumienia, dryfowanie z prądem ludzkich cieni, przemieszczających się powolnie pomiędzy kolejnymi komnatami znaczeń. Przenikanie światów, gdzie scena jest widownią, widz bywa aktorem, śniącym jak i śnionym, bezwładnie unoszonym po meandrach teatralnego labiryntu. Schodami w górę, schodami w dół, droga jest nie tylko niezbędną podróżą pomiędzy granicami, ale bywa kluczem do opowiadanych na scenie lęków i urojeń. Oniryczna scenografia, uzupełniona minimalistyczną muzyką i wzmocniona chóralną melorecytacją, skutecznie wyłącza realność i racjonalność, otwierając szczeliny istnienia, przez które zaglądamy na drugą stronę luster.

Krążące po czterech scenach opolskiego teatru, trzy osobne grupy widzów, oglądają z różnej perspektywy, różne wątki tej samej opowieści. Opowieść świata jest przecież – jak Bóg – jedna. Słowa, metafory, narracje – ujawniając osobne fragmenty – ukrywają zaszyfrowaną treść, która zawsze krąży wokół tego samego Absolutu. Cóż jednak ma począć goj, który o Kabale słyszał tylko tyle, że można się w nią wpakować? Studiowanie znaków może spokojnie zostawić kabalistom, poprzestając na chłonięciu sennej rzeki pomiędzy teatralnymi korytarzami. Na horyzoncie chazarskich stepów także pojawiali się czasem wysłannicy innych światów. Wieleset lat później chazarskie apokryfy pisane są przez Serbów i wystawiane przez Polaków.


Passini pracowicie odgrzebuje okruchy zgładzonego świata. Wszak "dziś prawdziwych rabinów już nie ma". Tych, którzy przeżywszy niemiecką hekatombę nie wyjechali na skutek komunistycznych prowokacji, jest w Polsce zdecydowanie za mało, by byli w stanie wytłumaczyć pobratymcom (a tym bardziej gojom) zawiłości różnych nurtów żydowskiego mistycyzmu. Mam wrażenie, że reżyserowi udało się nie tylko uchylić furtkę pomiędzy różnymi poziomami transcendencji, ale wybudować bramę, przez którą chętni mogą po bruku chazarskiej układanki rodem z Serbii ponownie wejść w przestrzeń komunikacji.

Efekt opolskiego eksperymentu zachwyca formą. Rodzi przeczucie tajemnicy. Trzy godziny śnienia zwielokrotnione po trzykroć. To nie jest spektakl umożliwiający analizę po jednokrotnym obejrzeniu. To jest spektakl, do którego trzeba wracać. I do którego chce się wracać. Tymczasem dosyć słów, na studiowanie znaków przyjdzie jeszcze pora. Nadmiar słów, na tym etapie, jest w stanie jedynie nas obudzić.


Słownik Chazarski. Dzieci Snów. reż. Paweł Passini.
Teatr im. Kochanowskiego w Opolu


Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej opolskiego teatru.

1 komentarz:

  1. Byłem, widziałem, chyba nie zrozumiałem, ale przecież nie o to chodziło :) wspaniały spektakl!

    I bardzo dobry powyższy tekst.

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka