aktualizacja w weekendy ;-)

środa, 15 listopada 2006

Szklanka

Obudził się czując, że zsuwa się po krawędzi jakiejś gładkiej powierzchni. Dopiero po chwili ze zdumieniem spostrzegł, że zapada się w głąb czegoś, co przypominało szklankę. Próbował zatrzymać jakoś nieubłagany ruch w dół, ale bezskutecznie. Szklanka pochłaniała go i w końcu został unieruchomiony z nogami wiszącymi pół centymetra nad dnem naczynia i ściśniętymi przez szklane ściany ramionami. Wtedy zobaczył, że przygląda mu się jakiś człowiek. Twarz jego była niewspółmiernie duża w stosunku do tego, co zwykło się widzieć na co dzień. Cała reszta podążała rozmiarem za twarzą. Uwięziony poczuł się jak Guliwer w Krainie Olbrzymów i dopiero wtedy zaczął rozglądać się po otoczeniu aby... właściwie nie wiedział po co. Oczom jego ukazał się widok zdumiewający. Właściwie zdumiewający był brak widoku. Szklanka stała na stole. Co prawda widać było tylko pokrytą drewnianą wykładziną sporą powierzchnię, lecz nie ulegało wątpliwości, że był to stół. Obok stołu, prawdopodobnie klęcząc na podłodze znajdował się ten Olbrzym. To dziwne, ale jego ogrom nie przerażał. Tym bardziej, że twarz jego okrągła wyraz miała łagodny. Piegowaty nos i pełne dziecięcej ciekawości oczy wyglądały spod rudej, kędzierzawej czupryny. Jego obecność byłaby właściwie dla uwięzionego obojętna, gdyby nie fakt, że tylko Olbrzym mógł w tej chwili pomóc w wyjaśnieniu sytuacji, wymykającej się na razie wszelkim tłumaczeniom. Tym bardziej, że oprócz blatu stołu i niego nie było nic. Nic. Szara pustka. Nie mgła, nie ściana, po prostu nieskończona pusta przestrzeń. Właściwie wyglądało to tak, jakby Świat składał się z blatu, szklanki z więźniem i Olbrzyma, a właściwie części Olbrzyma, gdyż widoczny był tylko jego korpus z głową wspierający się łokciami na stole, z dłońmi położonymi wzdłuż krawędzi blatu. Więzień zatrzymał w końcu dłużej wzrok na jedynej oprócz niego postaci i począł odwzajemniać jego milczącą obserwację. Po dłuższym czasie tej gry w Kamienną Twarz, Olbrzym odezwał się obojętnie:

- Chyba cię szklanka wciągnęła.
- Chyba tak. A ty? Co tu robisz? - spytał również obojętnie uwięziony.
- Patrzę sobie. Jak widzisz niewiele jest tu do oglądania.
- No tak. Zawsze tu tak sterczysz.
- Zawsze. Gdzie indziej nie mogę.
- Właściwie mogłoby cię tu nie być - stwierdził zaskakująco uwięziony, chyba w celu sprowokowania Olbrzyma do czegoklowiek.

Duży nic nie powiedział, tylko dalej się przyglądał. Więzień tymczasem zdał sobie sprawę, że posiada coś w rodzaju Wolnej Dłoni, nie związanej z jego ciałem, istniejącej niezależnie od pozostałych, a nad którą ma pełną kontrolę. Dotarło do niego także jeszcze parę rzeczy, o których nie miał dotychczas zielonego pojęcia. Zaczął sobie wyobrażać, jak śmiesznie i fascynująco zarazem, wyglądali by ludzie, którym można by coś z ich ciała wymazać, wytrzeć, jak gumką do ścierania, na przykład nogi, ale tak, by dalej pełniły swoją funkcję, jednak nie byłoby ich widać. Ludzie mogliby wtedy chodzić po ulicy niekompletni. Ruchy normalne, ale między głową a nogami brakuje brzucha. Jest w tym miejscu pusta przestrzeń. Głowa zawieszona w powietrzu. Pomyślał o Olbrzymie. A gdyby jemu wytrzeć coś taką gumką? Nie wiedzieć czemu nazwał w swoich myślach "taką gumkę" "gumką metafizyczną".

- Ty - odezwał się do Olbrzyma. - Po co mnie tu trzymasz?
- Ja cię nie trzymam.
- To mnie wypuść.
- Nie wiem jak.
- Wyciągnij mnie ze szklanki.
- Nie mogę się puścić stołu. To ostatnie co pozostało.
- Co "pozostało"??? Z czego? Po czym?
- No, po wszystkim - odpowiedział Olbrzym, jak by to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Aha. Słuchaj, a jakbym i ciebie wymazał?
- Ciekawe jak.
- Mam tu taki mazak metafizyczny, którym mogę cię wymazać. Wytrzeć jak gumką do ścierania. On zamienia fizyczne w duchowe.
- Nie powinieneś tego robić.
- Czemu?
- Nie miałbyś wtedy na kogo patrzeć. Ani z kim rozmawiać. Poza tym to niehumanitarne.
- Niehumanitarne? A to dlaczego? Przecież ja cię nie unicestwiam. Ja ci tylko wytrę kawałek, na przykład ręce.
- Głupio bym wyglądał taki niekompletny.
- A ja to nie wyglądam głupio?!!! - krzyknął oburzony więzień i zdenerwowany, swoją Wolną Dłonią chwycił mazak i zaczął wymazywać szyję Olbrzyma.

- Bez sensu - odezwał się bez emocji Olbrzym. - Zachowujesz się bez sensu. I tak już nic wokoło nie ma, a ty wymazujesz jeszcze to, co zostało, choć zostało już naprawdę niewiele. Postępujesz nieracjonalnie, mówię ci, daruj sobie. To jest bez sensu, co ty robisz.

- A czy tu w ogóle coś ma sens? - stwierdził retorycznie uwięziony i kontynuował proces wymazywania. Gdy skończył widoczne były tylko ramiona oparte o blat stołu, nieruchome, statyczne. Począł teraz podziwiać swoje dzieło: wyizolowane ze swojego ciała ręce. Nad nimi unosił się głos nieustannie powtarzający coś o braku sensu...

IX.1998

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka