Gdy wyszliśmy z botanicznego ogrodu, kupiliśmy dwie koszulki od ulicznych sprzedawców. Ceny były przyzwoite, sprzedawcy mili, bez żalu daliśmy się naciągnąć. Kierowca z uśmiechem pomachał do nas ręką, nie wykazując cienia zniecierpliwienia. Poczuliśmy się jak na wakacjach. Bez pospiechu i na luzie. Co za odmiana po tych kilku nerwowych dniach.
Ravi zaproponował, że zawiezie nas do niedrogiej przydrożnej knajpy na wczesny lunch. Zgodziliśmy się, wyobrażając sobie kolejna spelunę, jaka proponował nam poprzedni kierowca. Knajpka była bardzo przyjemna, czysta i schludna. Obiad kosztował 180 rupii czyli ok. 1,5$ i za to było kilka dań rozłożonych na misach szwedzkiego... ups, przepraszam, lankijskiego stołu. Jedzenie było pyszne, pomimo, że ostrzejsze niż zwykle. Ravi jednak wyrażał się lekceważąco, twierdząc, że jedzenie tutaj to "jedzenie dla starych ludzi", bo jest zupełnie bez smaku - przystosowali je po prostu specjalnie pod turystów. W domu Ravi je dużo ostrzejsze jedzenie i wtedy jest naprawdę dobre. Pomimo rzekomej turystyczności tego miejsca, zarówno Ravi i wiele innych osób jadło bez używania sztućców - palcami. Nad nami kelner się zlitował i dostaliśmy zestaw noży i widelców ;-)
Gdy wczesnym wieczorem dojechaliśmy do Nuwara Eliya, Ravi był już wyraźnie zmęczony. Na jednym z rond pojechał pod prąd, zobaczył to policjant i próbował go zatrzymać. Ravi nie był pewien, czy to pojedyncze machniecie lizakiem było do niego czy nie, więc po chwili namysłu, powoli pojechał dalej, rozglądając się za hotelem dla nas. Niestety, policjant trochę się zdenerwował, dogonił nas i zabrał Raviemu prawo jazdy, każąc zgłosić się na posterunek. Na szczęście było to pod hotelem, którego właściciel znał miejscowego komendanta. Po rozpakowaniu, pożegnaliśmy się z Ravim, a hotelarz wsiadł do samochodu i razem z kierowca pojechali na posterunek. Później się dowiedzieliśmy, że sprawa skończyła się dobrze, tylko Ravi do Kandy wracał już po ciemku...
Beautiful!
OdpowiedzUsuńSri Lankan Classifieds