aktualizacja w weekendy ;-)

piątek, 17 kwietnia 2009

Bucharskie zabytki

<<< poprzedni odcinek

Ranek był dla Gośki jeszcze dość trudny. Nie miała odwagi opuścić hotelu, ale i tak czuła się już znacznie lepiej. Śniadanie zjedliśmy zatem tylko we trójkę, żartując z ryżowej diety rekonwalescentki. Jednak jej niespokojny duch nie pozwolił na zbyt długie próżnowanie. Nerwica zwiedzania dała o sobie znać (wszak w planie mamy tylko niecałe 3 dni na Bucharę!) i od południa rzuciliśmy się w studiowanie miejskich zabytków z przewodnikiem w ręku. Pomyślałem sobie, że miałem szczęście dostać od losu jeden wolny dzień na niezobowiązujące szwędanie się po okolicy połączone z chłonięciem atmosfery, bo teraz znowu gnaliśmy na złamanie karku. Oczywiście na tyle, na ile pozwalało osłabione zatruciem ciało…

Po krótkim spacerze głównym deptakiem dotarliśmy do najsłynniejszego placu Buchary, między meczetem Kalon a medresą Mir-i-Arab, gdzie stoi także piękny Kalon Minaret. Ten minaret został wybudowany w 1127 roku i przez prawie 800 lat nie wymagał żadnej naprawy. Dopiero Rosjanie nieco go uszkodzili podczas artyleryjskiego ostrzału miasta. Efekty można obejrzeć na zdjęciach wiszących w miejscowym muzeum w twierdzy Ark. Minaret nazywano także Wieżą Śmierci, bo ostateczne wyroki realizowano tu spychając skazańca z wysokiej na 47 metrów platformy – dzisiaj widokowej. Nie wiadomo, czy to ta funkcja, czy też wygląd budowli sprawił, że Czyngis Chan postanowił ją oszczędzić, dzięki czemu przetrwała do naszych czasów.

Nieco dalej, mijając grube mury miejskiej twierdzy, przysiedliśmy na krótki odpoczynek, lagmon i herbatę dokładnie w tym samym miejscu, w którym kilkadziesiąt lat wcześniej odpoczywał Kapuściński. W opisywanym przez niego drewnianym meczecie Bolo-Hauz już nie ma bilardowych stołów, lecz tak jak przed wiekami, wierni muzułmanie znowu kłaniają się w kierunku Mekki. Między gałęziami przebłyskuje brama Arki, gdzie w małym niezniszczonym fragmencie zabudowań ostało się muzeum bucharskiego chanatu.

Ociekając potem potoczyliśmy się w kierunku mauzoleum szacha Ismaila I Samanidy. Ukończony w 905 roku mały budynek przetrwał prawie nienaruszony do dzisiaj tylko dlatego, że był przez większość czasu zasypany pustynnym piaskiem. Dzisiaj to małe arcydzieło z terakotowych szarych cegieł stoi sobie spokojnie w centrum całkiem ładnego parku. Aż się wierzyć nie chce, że przez wieki burzliwe życie, bazarowe targi i wojenne zawieruchy toczyły się kilkanaście metrów wyżej, na suchych pustynnych wydmach.

Wracając do miasta zajrzeliśmy jeszcze do medresy Abdullah Khan, gdzie bardzo towarzyski dziadek koniecznie chciał nam opowiedzieć o historii tego miejsca. Obejrzeliśmy całkiem ładna makietę całej Buchary, jednak w trakcie tego oglądania dziadek nie powiedział nic ponad to, co już i tak wiedzieliśmy, więc uprzejmie acz stanowczo podziękowaliśmy za opowieści i wyrwaliśmy się na dach potwornie zrujnowanej budowli.

O zachodzie słońca spotkaliśmy się z Marcinem i Aldoną, znowu przy drewnianym meczecie. Czajhana na powietrzu była bardzo sympatyczna, pomimo plastikowych stolików. Chmary czarnych ptaków krążyły nad drzewami, tworząc kontrastujący ze spokojem knajpy nastrój grozy. Po kolacji zrobiliśmy sobie jeszcze nocna sesje fotograficzną, bo do Buchary także dotarł zwyczaj kolorowego podświetlania budynków. Gośka powoli zapominała o żołądkowych dolegliwościach. Po południu następnego dnia czekała nas podróż do Samarkandy.

Jeszcze inny opis Buchary

<<< poprzedni odcinek

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka