aktualizacja w weekendy ;-)

wtorek, 31 marca 2009

Bodies w BlueCity - kilka refleksji

Z mieszanymi uczuciami zgodziłem się pójść na tą wystawę. Szum wokół niej, choć nie aż tak wielki jak wokół choćby papieża przygniecionego meteorytem, to jednak w pewien sposób do niej uprzedzał. Ludzkie ciało odarte ze swojej godności, niczym nieuzasadniona obsceniczność truchła, horror w handlowej galerii. Oburzenie i kontrowersje. Ci, którzy wystawę obejrzeli relacjonowali ją jako fascynującą, ciekawą i wartościową poznawczo. Inni głośno protestując wyrażali swoje oburzenie, że wystawa jest poniżej wszelkiej krytyki i że nie zamierzają dokładać swojej cegiełki do tej komercyjnej prowokacyjnej i obscenicznej szopki. Jeszcze inni deklarowali, że nie pójdą na tą wystawę, bo po prostu boją się swojej reakcji. Ja też się bałem. Jednak ciekawość – ten pierwszy stopień do piekła – zwyciężyła. Kierując się zasadą, że „nic co ludzkie...” oraz, że nie można oceniać czegoś czego się nie widziało, poszedłem.

Moje odczucia wstępne, z którymi przyszedłem do BlueCity, były bardzo ambiwalentne. Oto człowiek, Zdziś Kowalski, stoi przede mną odarty ze skóry, obnażając swoje wnętrzności. Kim był za życia? Co robił? W jaki sposób tutaj trafił? W jaki sposób umarł? Czy mogę spojrzeć na preparat jak na preparat tylko? Czy fakt, że to prawdziwe ludzkie szczątki wpłynie jakoś na percepcje eksponatu? W jaki sposób? Z drugiej strony bowiem, że zacytuję słowa głównego bohatera filmu Zanussiego „Życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” - „to tylko ciało!” Lekarze muszą poznać, dotknąć, nauczyć się prawdziwych, żywych ciał. Ja oglądam „tylko” preparaty. Czy to odzieranie Człowieka z godności? Raczej nie. Raczej poznanie Go od środka. Czy raczej jego ciała. Abstrahując od Ducha...

Druga wątpliwość, czy raczej obawa, to moja własna fizyczna reakcja. Nie jestem specjalnie czuły na widok krwi, ani na wszelkie inne uszkodzenia ciała; nie sprawia mi kłopotu opatrywanie nawet rozległych obrażeń. Ot, uszkodziło się, trzeba nareperować. Mam dość mechaniczny stosunek do ludzkiego ciała, aczkolwiek mam też czułe punkty, jak np. oczy. Samo mówienie o grzebaniu w oku sprawia mi fizyczny ból. Z powodu tego psychicznego defektu nie mogę na przykład nosić soczewek kontaktowych. Jak zatem podejdę do tych realistycznych podobno wnętrzności? Tego nie wiedziałem. Rezultaty tego eksperymentu okazały się dość zaskakujące.

Preparaty na wystawie są przygotowane naprawdę dobrze. Wiele z nich sprawia, że mniej interesujące staje się to, co one przedstawiają, a bardziej interesujący jest sposób ich przygotowania. Nie wystarcza krótka informacja, że wyabstrahowany z ciała układ krwionośny został najpierw wypełniony płynnym polimerem, by następnie chemicznie usunąć resztę tkanek odsłaniając skomplikowaną sieć czerwonych żyłek. Patrząc na tą, znajomą z encyklopedycznych rysunków, zanurzoną w konserwującym płynie, skomplikowaną czerwoną i niebieską pajęczynę, chciałoby się obejrzeć film jak to zostało zrobione.



Niektóre preparaty sprawiają wrażenie plastikowych, na przykład preparaty mózgu; inne natomiast wyglądają jakby właśnie zostały przygotowane. Zakonserwowane tkanki mięśniowe, bardzo naturalistyczne, wręcz sprawiające wrażenie świeżości, wprawiły mnie w spore zakłopotanie, żeby nie powiedzieć że wzbudziły moją konsternację. Tkanki wyglądały bowiem zupełnie jak bardzo ładna wieprzowina w sklepie mięsnym. Aż się niemalże chciało odkroić kawałek i wrzucić na patelnię. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie mam jakiś głęboko ukrytych ludożerczych skłonności. Głupkowate horrory oglądane czasem w dzieciństwie także uruchomiły wyobraźnię i na widok wyciętych, w celu rewizji głębszych warstw, kwadratowych plastrów pośladków, przed oczami stanęli mi przygotowujący ten preparat lekarze, którzy wycięty fragment szynki wrzucają wprost na patelnię. Było to dla mnie chyba najbardziej zaskakujące doświadczenie. Jednak nie był na tym koniec!

Nie jestem wegetarianinem i nigdy nie byłem. Jako dziecko prawie wcale nie jadłem mięsa, bo mi po prostu nie smakowało. Nawet w święta wolałem biały ser od zdobywanej wieloma wyrzeczeniami szynki, czym doprowadzałem rodziców do rozpaczy i szewskiej pasji. Jak wiadomo, co 7 lat wszystkie komórki organizmu ulegają wymianie i po trzeciej takiej zmianie, po zakończeniu trzeciej siódemki wiosen, niemal z dnia na dzień, zacząłem być cholernie mięsożerny. Obiad bez mięsa przestał się liczyć, a do dzisiaj najbardziej smakują mi gulaszowe kawałki wołowiny, kiedy czuję jak włókna mięsa pękają pod naciskiem moich zębów. Spodziewać się mogłem, że wszelkie wegetariańskie uwagi na temat „naszych braci mniejszych”, deklaracje że „nie jem tego, co ma oczy” wreszcie odniosą skutek, gdy zobaczę, że to co leży w sklepie mięsnym, jest tak podobne do tego co mam pod skórą. Niestety. Skutek był odwrotny. Poczułem w sobie wilczy zew krwi i ku własnej zgrozie leżący za szybą przekrój przez mięśniowe tkanki miałem ochotę wrzucić na patelnię. Czy to się nadaje do leczenia?

Kolejną refleksją po obejrzeniu wystawy było uświadomienie sobie siły psychologicznych mechanizmów obronnych. Okazało się, że patrząc na spreparowane zwłoki i myśląc nawet o tym, do kogo należały, jaki Duch w nich mieszkał, bezwiednie, niezauważalnie i niejako wbrew woli, bardzo silnie oddzielasz od siebie te dwie rzeczy: materię i Ducha. Wytwarza się szyba, przez którą obserwujesz medyczny preparat. Zgroza sytuacji odsuwana jest w cień, spychana w te rejony jaźni, w których nie zagraża już integralności własnej psychiki. Oczywiście nie można tych rzeczy porównywać, jednak czyż nie tak właśnie działają mechanizmy pozwalające przetrwać w ekstremalnych sytuacjach? Przypomniały mi się suche i beznamiętne opisy oświęcimskiego horroru, które główny bohater Borowskiego opisywał właśnie jak zza szyby. Owszem brał w tym udział, ale przez mentalną prezerwatywę. Tak, jakby istniał pewien pstryczek, który w odpowiedniej sytuacji wyłącza pewne emocje i pewne strefy ludzkiej wrażliwości.

Po wyjściu z wystawy wypełniony byłem skrajnie ambiwalentnymi odczuciami, ale zupełnie innymi niż przed wejściem. Wrażenie jednoczesnej plastykowatości i naturalizmu eksponatów i całej wystawy. Poczucie ważnego doświadczenia i swoistego niesmaku. Doprawdy, dalej nie wiem co mam myśleć na temat tego zjawiska.

Całkowicie pomijam w tych refleksjach wszelkie kulturowe odniesienia i interpretacje: medycyna w handlowej galerii, szokowanie przy zakupach, kolejna komercjalizacja ludzkiego ciała – o tym wszystkim na pewno będzie jeszcze wiele napisane. Tutaj chciałem podzielić się pewnymi psychicznymi reakcjami widza.

Na koniec chciałbym ostrzec przed dwiema rzeczami. Pierwsza, to nie przychodźcie na tą wystawę później niż 2 godziny przed zamknięciem. Gdy zbliża się czas zamknięcia wystawy, obsługa robi się bardzo niecierpliwa i nie pozwoli Wam skupić się na oglądaniu. O godzinie 19:59 pan z obsługi ostatni raz zdenerwowanym głosem oznajmił, że już jest po dwudziestej, że zamykamy i że obsługa też chce iść do domu. Ja wszystko rozumiem, ale zaczekanie pięciu minut w sytuacji, gdy widać że wszyscy oglądają już ostatnie gabloty, jest niemożliwe? PRL wraca? Trochę to dziwi, bo bilety na wystawę tanie nie są, a obsługa to nie wolontariusze pracujący na rzecz społecznej edukacji, tylko najemni pracownicy. Zatem coś kuleje w organizacji...

Po drugie ostrzegam: po obejrzeniu wystawy człowiek przez długi czas nie jest w stanie spojrzeć na jakiekolwiek ciało tak, jak dawniej. Patrzę na ręce, widzę ścięgna, kości i żyły, patrzę na brzuch, widzę splątane jelita. Magia wdzięku, chemia feromonów przestaje działać. Nie mam pojęcia jak sobie radzą z tym lekarze. Jedno jest pewne, ja lekarzem bym być nie mógł.

Strona wystawy: http://bodiespoland.pl

5 komentarzy:

  1. Plakat reklamowy przedstawia podpartego pod boki człowieka obdartego ze skóry. Na tej podstawie byłam przekonana, że Bodies pełna jest trupów zamyślonych, przyglądających się sobie nawzajem, siedzących przy kawiarnianym stoliku, słowem prowadzących normalne życie. I że to utrudnia założenie mentalnej prezerwatywy, bo pokazuje normalne życie porwadzone niegdyś przez te bodies. Słowem, ciekawe to co piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tych zdjęć co są na plakacie i na stronie wystawy, nie znalazłem chyba ani jednego "eksponatu". Jest kilka figur w różnych pozycjach, ale na pewno nie odbiera się tego jak "odartych w codzienności". To co można powiedzieć o tej wystawie, to to, że "dziwnie" się ją odbiera... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja bardzo chciałabym zobaczyć kiedyś tą "wystawę"- ludzkie ciało jest fascynujące i nie rozumiem oburzenia, jakie wywołała (no może umiejscowienie nieodpowiednie, bo to tego celu centrum handlowe jest najmniej odpowiednie).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz, z drugiej strony jest to dość odseparowane od klientów. Niemniej kontekst całej wystawy JEST kontrowersyjny, no bo nie oszukujmy sie, motywem nie była edukacja tylko kasa, pomimo wzniosłych deklaracji jej twórców. I nawet jeśli podejdziemy do tej wystawy "naukowo" to jednak uczucie ambiwalencji nie przestaje towarzyszyć...

    OdpowiedzUsuń
  5. w kontekście wystawy polecam obejrzeć http://www.youtube.com/watch?v=LQLjOWp34O8&feature=related

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka