aktualizacja w weekendy ;-)

wtorek, 3 lutego 2009

Anuradhapura

Pierwsze kroki w starożytnej Anuradhapurze skierowaliśmy do jaśniejącej z daleka dagobie Ruwanwelisaya. Wystająca zza zielonego parawanu na tle intensywnie błękitnego nieba białe półkole robiło wrażenie. Biorąc pod uwagę, że stupa powstała w II w p.n.e. można sobie łatwo wyobrazić jakie wrażenie robiła na ówczesnych mieszkańcach wyspy.



Całe miasto rozciągnięte jest na jeszcze większej przestrzeni niż Polonnaruwa. Ulice krążą wokół olbrzymich sztucznych zbiorników na wodę, dojeżdżając do ukrytych pomiędzy drzewami starożytnych ruin królewskich pałaców i buddyjskich świątyń. Najstarsze z nich pamiętają czasy zakładania miasta w III w p.n.e. W progach pałaców do dziś leżą tzw. księżycowe kamienie, mające chronić przed złymi mocami. Są to kamienne półkola, na których wyrzeźbione są kolejne półkręgi różnych zwierząt, postaci i innych przedmiotów. Towarzyszy temu oczywiście bogata symbolika, której nie podejmuje się tutaj objaśniać. Tym bardziej, że kamienie te są dość mocno zużyte (co nie jest dziwne biorąc pod uwagę że mają ponad dwa tysiące lat!) i poza słoniami nie daje się na nich wiele zobaczyć.

Oprócz licznych stup, posągów Buddy i licznych kolumnad zaznaczających miejsce położenia budynków pałacowych, oprócz olbrzymich zbiorników wodnych zabezpieczających miasto w okresie suszy, natknąć się można także na takie rzeczy jak czterdziesto-metrowej długości podwójny basen pływacki Kuttam Pokuna. W sumie też niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jego świetnie zachowane ściany maja ponad dwa tysiące lat!



Dzisiaj z basenu korzystają głównie okoliczne małpy, rosnąca na dnie zielona rzęsa nie zachęca do ochłody. Wylaliśmy zatem mineralną wodę na swoje głowy, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w kierunku Nalandy.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka