aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Zoroastryjskie Forty

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

W punkcie informacji turystycznej, umiejscowionym niedaleko wejścia do Khuna Ark dowiedzieliśmy się, że cena wycieczki samochodowej do fortów to 40 tys. somów za trzy forty, 50 tys. za 5 fortów i 60 tys. za 7 fortów. Uznaliśmy, że 5 fortów w zupełności nam wystarczy. Jednak dogadaliśmy się z naszą gospodynią, że jej znajomy zawiezie nas do 5 fortów, a potem już bez wracania do Chiwy pojedziemy do Buchary. Cena za całość wyniosła 130 tys. somów czyli ok. 220 zł

Po szybkim i skromnym śniadaniu zapakowaliśmy się do Nexii i ruszyliśmy w drogę. Po zatankowaniu i zjechaniu z głównej autostrady szosa była coraz węższa i coraz bardziej wyboista. Krajobraz stawał się coraz bardziej pustynny, choć cały czas przejeżdżaliśmy przez jakieś wioski. Domy były coraz uboższe, większość sprawiała wrażenie betonowych szkieletów po pożarze. W końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie na środku pola wyrastał piaskowej barwy prostopadłościan. To był fort Kyzyl-Kala.

Nie mam zielonego pojęcia, jak te ruiny zachowały się do naszych czasów. Używane były bowiem do IV w. n.e., zatem niszczeją na słońcu i deszczu już od 1600 lat. Z bliska jest to kupa gliniastego wyschniętego pisaku, który kruszy się pod palcami. Zachował się całkiem nieźle zarys murów obronnych i wjazdowa brama. Gdzieniegdzie były nawet zasypane wejścia do podziemnych komór. Nie mogłem się powstrzymać i do jednej wszedłem, a raczej się wsunąłem, bo wysokość wejściowej szpary pozwalała przepuścić człowieka tylko na leżąco. Niestety jama miała tylko jakieś pięć metrów długości i kończyła się zasypanymi na amen odnogami.

Następny fort, Toprak-Kala, był widoczny ze szczytu Kyzyl-Kala. Niestety, żeby do niego dojechać musieliśmy pokonać kilka kilometrów po jakiś wyboistych polnych drogach, bo most na głównej szosie był akurat w remoncie. Toprak-Kala okazał się znacznie większym fortem, wręcz miastem, ze sporą fortecą oraz wielkim otaczającym podgrodziem. O ile podgrodzie można było zidentyfikować jedynie po obrysie resztek obronnego wału, o tyle fort był zachowany całkiem dobrze. Oczywiście biorąc pod uwagę budulec, czyli miejscową pustynną glinę.

Ze szczytu „czegoś” (trudno powiedzieć czy był to kiedyś fragment pałacu, zamku, czy wieży obserwacyjnej) można było dostrzec zarys zabudowań wraz z rozkładem pomieszczeń. W niektórych miejscach zachowało się nawet kilka komnat, które dawały wyobrażenie o jakości życia w forcie. Dookoła rozciągał się widok na pustynię, tylko w kierunku ledwo widocznego na horyzoncie Kyzyl-Kala falowały od rozgrzanego powietrza uprawne pola poprzecinane nawadniającymi kanałami.

Pojechaliśmy dalej w kierunku wspaniale położonego i magicznego fortu Ayaz-Kala. Składa się on z dwu fortec. Niższa, mała, umieszczona na samotnej skale sprawia wrażenie miniaturki, makiety zameczku posadowionego na środku pustyni dla zabawy dzieci olbrzymów. Za nią, na najwyższym wzniesieniu w okolicy rozciągają się ruiny sporego miasta. Ruiny większej fortecy to niestety tylko resztki murów obronnych otaczających wielkie klepisko. Natomiast widok dookoła... Bajka. Surowa bajka. Dość, powiedziałbym nawet, drastyczna bajka.

Na trzy strony świata rozciąga się lekko pofalowana, ale równinna pustka. Porośnięte małymi kępkami rachitycznych krzewów olbrzymie połacie piachu. Rozgrzane słońcem powietrze faluje tworząc złudzenie jezior. Susza i pył. Na północnym zachodzie horyzont kończy się na niewysokich, ale ostro zakończonych górach. Wzniesienia mają ten sam kolor, co pustynna równina. Na północnym wschodzie rozbity jest przeznaczony dla turystów stały obóz jurt. Za nim majaczy prawdziwe jezioro. Jest tak słone, że po powrocie z kąpieli trzeba natychmiast wziąć prysznic, bo wysychająca woda zostawia na skórze płaty soli. Marcin, który opowiadał o dojmującym doświadczeniu niekończącej się przestrzeni, jakie miał podczas 5-tygodniowej podróży po Mongolii, tutaj stwierdził, że pustka mongolskiego stepu nie jest tak wielka, jak tutejsze przestrzenie.

Obóz Ayaz-Kala-Yurt-Camp prowadzony jest przez sympatyczną uzbecką rodzinę. Jakiś czas temu odbyła się tutaj międzynarodowa konferencja UNESCO poswiecona ratowaniu Uzbeckiego rolnictwa od klęski zasolenia. Sól z wysychającego Aralu, sól z dwu wielkich pustyń położonych po obu stronach Amu-Darii zasypuje powoli tereny z wielkim trudem wydarte naturze dla życiodajnych upraw. Samo nawadnianie to po pierwsze za mało, po drugie jest ono prowadzone metodami zabójczymi dla równowagi wodnej w całym regionie. Wysychanie Morza Aralskiego jest tu najlepszym przykładem. Żeby przygotować obóz do konferencji postawiono budynek mieszczący salę spotkań, zainstalowano zestaw baterii słonecznych, wywiercono nowa studnię. Konferencja się skończyła, a obóz zyskał infrastrukturę pozwalającą funkcjonować tu cały rok.

Dla zainteresowanych zamieszczam lokalny plakat z namiarami na obóz (wystarczy kliknąć w obraz żeby powiększyć):


Z Ayaz-Kala pojechaliśmy do jeszcze dwu fortów: Kyrkyz-Kala i fortu, którego nazwy nie byłem w stanie zidentyfikować. Te dwa ostatnie forty wyglądały jak rozpuszczone w deszczu plażowe zamki na piasku. Nie można było rozpoznać nic, co w najmniejszy sposób mogło przypominać jakąkolwiek funkcję. Oczywiście poza obrysem murów obronnych. Zmęczeni upałem i pustynią pożegnaliśmy się z zoroastryjskimi fortami i pojechaliśmy w kierunku głównej autostrady prowadzącej do Buchary. Przed nami jeszcze ponad 400 km drogi.

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka