Przeszłość wracająca w różnych formach dopada nas za rogiem. Czasem przybiera formy wulgarne, jak na przykład wspomnienie kapitalnego remontu mieszkania:
Czasem przybiera formę sztuki, która zaczepia nas na ulicy umożliwiając nam powrót do czasów kuglarzy i obieżyświatów, którzy prowadzili widownie w świat ludycznych przedstawień. Odgrzebałem gdzieś kilka fotek z warszawskiej Starówki latem 2005 roku. To był jeden z ostatnich razy, kiedy wybrałem się na pokazy Sztuki Ulicy. Wtedy dotarło do mnie po raz pierwszy uczucie starości: kurcze, mnie to przestało kręcić...
Aczkolwiek pokaz Węgrów, pomijając fakt, że znaczeniowo był kompletnie nieczytelny, wizualnie naprawdę przemawiał do wyobraźni:
| kiedyś słomiane dachy ściany bielone wapnem zęby czasu zagryzają wargi pamięć wykuta w skale obrazy niezniszczalne aż do końca trzymają w napięciu koła roweru grzęzną w piasku niedomówień w środku lasu pola i topole były bardziej zielone zawsze kiedyś nigdy dzisiaj |




Skąd żeś wytrzasnął tyle gruzu ? Pół domu rozebrałeś ? :)
OdpowiedzUsuńhehe, nie, to było tylko pół ścianki ;-)))))
OdpowiedzUsuńPodoba mi się bardzo ostatnie zdjęcie. I wiersz. To Twój?
OdpowiedzUsuńDzięki. Tak, te kilka wersów kiedyś wyszło mi z głowy... Więcej możesz zobaczyć TUTAJ ;-)
OdpowiedzUsuńRemoncik niczego sobie;)
OdpowiedzUsuń