aktualizacja w weekendy ;-)

wtorek, 27 stycznia 2009

Droga do Buchary

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

Po bliskim spotkaniu z materialną kulturą wyznawców Zaratustry nadszedł czas by posilić ciało. Kierowca zatrzymał się w przydrożnej knajpie, których w Uzbekistanie nie ma wcale tak dużo. Zamówiliśmy lagmon i szaszłyki, do tego piwo i herbatę. Trzech wesołych panów z poważnymi brakami w uzębieniu zaczepiło nas z sąsiedniego stolika. Wypytali skąd jesteśmy, jak nam się podoba Uzbekistan i na koniec poprosili nas byśmy zrobili im zdjęcie. "Tylko go nie wyrzucajcie! – Oczywiście, że nie wyrzucimy!" Jednym słowem standardowa wymiana uzbeckich uprzejmości.

Gdy przynieśli posiłek, na parking zajechała kawalkada samochodów. Okazało się, że w knajpie wyprawiane jest wesele. Cała rodzina, jak zobaczyła obcokrajowców, zaciągnęła nas do wspólnego zdjęcia. Ponoć przynosi to szczęście. Pan młody rzeczywiście wyglądał na szczęśliwego, ale panna młoda niestety wręcz przeciwnie. Obfite falbany ślubnej sukni odwracały uwagę od twarzy, ale nie potrafiły zamaskować podszytego nutą trochę smutku, trochę przerażenia, a trochę rezygnacji, nieobecnego wzroku. Po sesji fotograficznej wszyscy wtoczyli się na piętro knajpy, by na koniec pomachać nam z balkonu na pożegnanie.

Po obiedzie ruszyliśmy w dalsza drogę. Była to najdłuższa szosa bez zakrętów, jaką widziałem. Jechaliśmy do Buchary chyba z siedem godzin i przez te siedem godzin krajobraz w zasadzie się nie zmienił. Owszem, czasem było widać dolinę Amu-Darii i za nią rozległą pustynię po turkmeńskiej stronie granicy. Przez kilkadziesiąt kilometrów zbliżaliśmy się do dwu słupów dymu albo trąb powietrznych, które były sporym urozmaiceniem monotonii krajobrazu. Kilka razy minęliśmy nawet jakieś miejscowości. Poza tym przez ponad 400 kilometrów widać było tylko pustynne wydmy porośnięte rachitycznymi krzaczkami. Efektem ubocznym krajobrazu była nieopanowana senność wszystkich. Nie wiem jak wytrzymywał kierowca, ale każdy z nas spędził tą drogę śpiąc "na popielniczkę". Marcin później wspominał, że raz na kilkadziesiąt kilometrów się budził, sprawdzał widok, widok nie uległ żadnej zmianie, więc zasypiał dalej. Zaczął się nawet w pewnym momencie zastanawiać czy my się w ogóle poruszamy. Ja też już miałem wątpliwości, czy kiedykolwiek gdzieś dojedziemy, ale w pewnym momencie zaczęły się pojawiać przy drodze pojedyncze drzewa, następnie całe zagajniki, później nawet zielone pola i małe łąki. Coraz gęściej wyrastały także zabudowania. Widać było, że wjechaliśmy w inny świat.

Tak, przedmieścia Buchary stanowiły oazę na wszechogarniającym i obezwładniającym pustkowiu. Droga także stawała się coraz lepsza, rozdzieliła się na dwie jezdnie, pojawiły się spore ronda. Dojechaliśmy do centrum i sprawdziliśmy jakieś hotele, które zarekomendował nam nasz kierowca. Niestety niezbyt nam się spodobały, więc wyciągnęliśmy plecaki niedaleko głównego placu, zapłaciliśmy i się pożegnaliśmy. Była już siódma wieczorem, a kierowca twierdził, że jeszcze dzisiaj musi wrócić do Chiwy.

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

5 komentarzy:

  1. Ech, trochę zaniedbałem wizyty i już widzę Cię w Uzbekistanie, ostatnio to pamiętam kurcze Sri Lankę;)

    Przyjrzałem się detektywistycznie zdjęciu nowożeńców, no faktycznie pani młoda nie wygląda na zachwyconą, jednak akurat na tym zdjęciu pan młody wygląda niewiele lepiej;) Ale co tam, pewnie to ten stres związany z weseliskiem, sam wiesz jak to jest, po paru głębszych miny im się poprawiły (oby)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, zacząłem prowadzić dwie relacje na raz, bo uznałem, że to nudno tak ciągle po jednym kraju jechać ;-) Tym bardziej jak trzytygodniowa podróż spisuje się później przez rok czasu ;-))))

    Co do pary młodej to o ile Pan młody starał sie uśmiechnąć czasem, zażenowany zachowaniem swojej rodziny, o tyle panna młoda wyglądała jak by przyleciała z marsa ;-)))) Aż zacząłem jej współczuć... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa, taki trik, już rozumiem:)

    A to rodzinka jakoś nietypowo się zachowywała? Bo nic nie napisałeś o tym. Jak to w ogóle wygląda w tamtejszej kulturze, mam na myśli rolę kobiety w kwestii ślubu - ma jakiś wpływ na to?

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jakos znowu nietypowo. Po prostu byli strasznie podekscytowani, a jeszcze trafili im się cudzoziemcy więc się rzucili do robienia sobie zdjęć i cała sytuacji dosyć śmieszna była ;-)))) A co do roli kobiety... hmm... to może jeszcze kiedyś coś o tym napiszę ;-)))) Ale to pewnie przy okazji Samarkandy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. To ostatnie to prawie jak Route 66 :)

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka