aktualizacja w weekendy ;-)

czwartek, 27 listopada 2008

SDJ nr 11/2008

Dostałem w końcu pierwszy numer pisemka SDJ czyli nowe idee i rozwiązania dla profesjonalnych programistów. Profesjonalnym programistą chyba raczej nie jestem, ale internet to przestrzeń mojej pracy od ładnych kilku lat i trochę z programowaniem miałem do czynienia. Czego mogę oczekiwać od pisma z takim podtytułem? Może jestem naiwny, ale oczekuję w miarę klarownych i obiektywnych informacji na temat nowych rozwiązań.

W przypadku SDJ jest inaczej? Być może jestem po prostu niedostatecznie profesjonalnym programistą. A być może SDJ skupia się zbyt mocno na tekstach reklamowych? Dwa przykłady. Pierwszy artykuł o zachęcającym tytule "Plugin – wielokrotne wykorzystanie sprawdzonych narzędzi". Myślę sobie ok, może jakiś nowy sposób porządkowania kodu, który nakieruje mnie na sygnalizowany problem. Okazuje się że nie jest to artykuł o mechanizmie wtyczek, o sposobach na wydzielanie kodu realizującego powtarzalne czynności, ale jest to opis działania pluginów w Symfony. Czym jest Symfony? Czytelnik powinien to wiedzieć przed przeczytaniem artykułu. OK, a jeśli nie wie? Może chociaż jedno zdanie? "Symfony jest framework zoptymalizowany w celu osiągnięcia takich to a takich rezultatów." Za dużo? Być może. Czym różni się ten artykuł od dokumentacji, czy też samego pliku README.TXT? Zastanawiam się.

Innym artykułem, który wzbudził we mnie poczucie rozczarowania jest tekst o systemie LinkLift. Poniekąd bardzo fajny pomysł, sam z niego korzystam. Rzeczywiście dość dobrze i wyczerpująco opisane możliwości i zasady funkcjonowania. Czegoś mi jednak zabrakło. W artykule są same zalety! Wad nie zauważyłem! A przecież system np. nie działa na tym blogu, bo nie współpracuje z serwisem blogger. Pozyskanie reklamodawcy wcale nie jest takie różowe, ja na swoich stronach jeszcze nie zapełniłem miejsca. Stron w systemie wcale nie jest znowu tak dużo. Wyceny dla stron z PageRank=0 są wg mnie mocno naciągane. Z biegiem czasu może się to rozwinie, niemniej jednak na razie jest to w fazie rozruchu.

Jedynym artykułem, który zatrzymał konstruktywnie moją uwagę, był w obecnym numerze tekst o IBM Rational Data Architect. Reszta została przekartkowana. Teraz czekam na następne ;-)

poniedziałek, 24 listopada 2008

Parasole w Colombo

Tuż po wylądowaniu na Sri Lance i dojechaniu do parnego Colombo, po znalezieniu hotelu, w którym klima pozwalała żyć, po wzięciu zimnego prysznica i po wyjściu na roztrąbione miasto do zaklejonego jak plastelina jet-legiem mózgu zaczęły z trudem przebijając się pierwsze wrażenia. Pierwsze zdziwienie, które ze względu na trwającą od 30 lat wojnę domową, wcale nie było zaskakujące, to ilość wojska na ulicach. Posterunek za posterunkiem, z czujnie patrzącymi żołnierzami, trzymającymi palec na spuście karabinu, kryjącymi się za stertami worków z piaskiem. Muszę przyznać że do końca wyjazdu robiło to wrażenie. Z drugiej jednak strony często widziałem także żołnierzy w mniej kluczowych strategicznie miejscach swobodnie rozmawiających ze znajomymi przechodniami. Jedni sobie biegają, inni się śmieją, a żołnierze głaszczą swoje karabiny. Także atmosfera daleka jest od stanu wojennego, jaki mieliśmy w czasie wojny jaruzelskiej.



Druga rzecz to niesamowicie ciemna skóra Lankijczyków. Hinduskie i europejskie rysy twarzy, proste włosy i skóra czarna jak heban. Dość zaskakujące połączenie. Coś jak murzyn-albinos. Natomiast gdy dotarliśmy nad morze, do deptaku dla zakochanych, okazało się, że duży parasol może chronić nie tylko od deszczy, nie tylko od słońca. Może chronić także od wzroku przechodniów zakłócających miłosne tet-a-tet w słonej mgiełce wieczornej bryzy. To był bardzo zabawny widok.


wtorek, 18 listopada 2008

Ulica Profesorska

Wróciłem ze Sri Lanki i żyję, ale praca dorwała mnie i trzyma mocno. Zatem garść refleksji będzie nieco później, a tymczasem kilka zdjęć z jesiennego powiślańskiego spaceru. Cicha ulica Profesorska urzekła klimatem żywcem przeniesionym z Pragi. Zawsze gdy natykam się na takie miejsca, dociera do mnie, że to nasza polska buńczuczność sprawiła, że tak rzadko zachowały się perełki jak na przykład Zamość. Chmary obcych nie mogły sobie pozwolić na zostawienie nienaruszonej tkanki zdobywanych miejsc. Polacy i bez tego są zbyt mocni, by ich tolerować.



Czeska to stolica? Czy polska?



 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka