aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 26 maja 2008

Powrót do Miasta

undefined Przez ostatnie cztery dni rozszalały się demony na Otrycie. Niewinnie rozpoczęta podróż nocnym pociągiem do Zagórza przekształciła się w rozedrgany surrealistyczny koncert na gitarę i harmonijkę w otoczeniu okładających się pięściami żołnierzy na przepustce. Na szczęście dostrzegłem to już po fakcie i po tym, jak pomiędzy wirującymi ramionami dotarłem nietknięty do własnego przedziału. Poranna wysiadka w Sanoku połączona była z zaskakującymi pozdrowieniami z okien pociągu dla Pana Harmonijki. Dojazd autobusem do Dwernika był, zgodnie z przewidywaniami, kolejnym „najdłuższym przejazdem w moim życiu”.

Tyle preludium. Później było coraz gęściej. Nocnego wycia na Ganku Chaty nie dało się znieść na trzeźwo, zatem około pierwszej w nocy nie wytrzymałem i przystąpiłem do konsumpcji. Strojenie na wódkę zadziałało i nieskoordynowane dźwięki dawało się na powrót złożyć do kupy. Jedni kładli się spać, inni wstawali, lecz gdy świt rozjaśnił gęstą mgłę Chata zamarła, zasłuchana już tylko w szczebiot ptaków. Można się było położyć.

Następnego dnia udało się w końcu odrobinę porozmawiać z tym, z kim należało. Udało się też zaimpregnować deski podłogowe i kilka z nich przybić. Udało się, choć było trudno. Nieustający deszczyk majowy dbał o świeżość wody w ujęciu i poślizg na glinianych ścieżkach. Świat kołysał do snu jednych bardziej, innych mniej. Wieczorem znowu koncert na gitarę, harmonijkę i dwadzieścia gardeł, przerywany meczami szachów siedmioletniej dziewczynki z dorosłymi facetami. Asia poznała reguły przed paroma godzinami, lecz rozkładała na łopatki kolejnych śmiałków, którzy zdecydowali się poddać szachowej próbie.

Koncert zakończył się, gdy główni grajkowie dojrzeli do nocnej dyskusji o transcendentnych rzeczywistościach. Dyskusja ta zabiła nawet najbardziej wytrwałe w oczekiwaniu świtu jednostki i zakończyła się, jak większość nocnych dyskusji, gdy zawitał do Chaty widok kolejnej mgły za oknem, w towarzystwie śpiących zwłok. Kilka godzin snu, porządki i kolejne deski na podłodze, kolejne wyjście po zakupy, kolejne niedotrzymane słowa, kolejne złamane postanowienia, kolejne papierosy, kolejne wiadra z wodą, kolejne kosze drewna i kolejny wieczór pełen napięć i wyładowań.

Gdy ostatnie dziewczyny poszły spać, kontemplowałem, w towarzystwie dwójki pasjonatów otryckich poranków, proces rysowania przez świt drzewa na tle nieba. Towarzyszyło temu radio trzech tenorów, recytujących pieśń o niedostępności dla płci żeńskiej pewnej sfery duchowości, zarezerwowanej dla szamanów i magów. Zakrzywienie czasu sprawiło, że przy akompaniamencie nieprzerywanej rozmowy, wynurzanie się drzewa z ciemności było płynne, dostrzegalne i namacalne. Dobrze, że dziewczyny poszły spać. Ten rodzaj mentalnej lewitacji połączonej z porozumieniem w gronie otryckiego nocnego paktu nie byłby do osiągnięcia w ich towarzystwie.

Sobota była dniem rozwiązań. Dlatego słońce z trudem pokonało w końcu chmury. Wraz ze światłem rozpoczęły się wariacje temperatury, która skakała jak oszalała zmuszając do gimnastyki: polar włóż, polar zdejm, polar włóż, polar zdejm. Niebo oddało nam Połoniny i znów można było siedzieć na balkonie i mieć na czym zawiesić wzrok, utkwiony do tej pory jedynie w mlecznej spleśniałej zawiesinie mgły. Nadchodząca noc była spokojna lecz ponownie bezsenna.

Powrót do Miasta, jak zawsze, jest bardzo trudny.

środa, 21 maja 2008

Ahmed Rashid - Dżihad

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

Lektura uzupełniająca do Nowych państw Azji Środkowej. Kapitalna książka, którą czyta się jak sensacyjną powieść. Autor, sprawiający swoim tekstem wrażenie zamerykanizowanego Araba, na codzień mieszkający w Lahore w Pakistanie, przedstawia sytuację polityczną krajów Azji Środkowej z perspektywy nie statystyki, jak robi to Capisani, ale z perspektywy zwykłych ludzi. Także przywódców poszczególnych krajów oraz ruchów fundamentalistycznych przedstawia jak zwykłych ludzi. Okraszone to jest wieloma anegdotami, które częściej zamiast uśmiechu, wywołują na twarzy grymas przerażenia beznajdziejnością i zawikłaniem narosłych w tym rejonie problemów. Skomplikowane gry interesów i układ sił, wybiegający daleko poza granice Azji Środkowej, aż do Pakistanu czy Dubaju, przedstawione są w sposób bardzo uporządkowany i pozwalający w końcu zrozumieć, co to za wojna toczy się w tym dalekim Afganistanie.

Tłumacz i wydawca nie ustrzegł się wielu pomyłek i literówek, ale tutaj nie przeszkadzają one aż tak bardzo. Raczej zaangażowanie autora jest na tyle duże, że aż czasem wywołuje uśmiech, gdy pisze o niesprawiedliwości i podłości okazywanej przez tego lub innego władcę azjatyckiego kraju.

Naprawdę wiele zrozumiałem po tej lekturze, wiele się dowiedziałem i zasiane zostało ziarno niepewności czy na pewno chcę jechać w ten rejon. Później jednak przyszła refleksja, że wcale nie musi tam być bardziej niebezpiecznie niż w londyńskim metrze, gdzie można zostać wysadzonym w powietrze przez terrorystów lub omyłkowo zastrzelonym przez policjantów. Także spoko, skoro autor kontaktował się osobiście z Talibami, skoro Radek Sikorski także z Talibami mieszkał jakiś czas temu, to zwykłym turystom chyba raczej tym bardziej nie powinno się nic stać?

Ahmed Rashid - Dżihad
Narodziny wojującego islamu w Azji Środkowej




Zamieściłem tutaj zdjęcia z podróży. Po selekcji zostało ich 447. Trochę dużo, ale trudno. Bardzo się starałem ;-)

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

poniedziałek, 19 maja 2008

Uzbecka wiza

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

Plan podróży obejmował ok. dwa tygodnie w Uzbekistanie, niecały tydzień w Kirgistanie i dwu-trzydniowy tranzyt przez Kazachstan do Almaty. Plan udało się zrealizować 100%.

• Wylot z Warszawy do Taszkientu przez Stambuł - 18 kwietnia 2008 r.
• Przelot z Taszkientu do Nukusu – 20 kwietnia 2008 r.
• Powrót z Almaty do Warszawy, również przez Stambuł – 11 maja 2008 r.

Koszty i inne praktyczne informacje zbiorę na końcu.

Poniżej mapka podróży w maps.google.pl z zaznaczonymi miejscami noclegowymi oraz opisywanymi miejscami. Będę ja uzupełniał razem z opisem:


Ale wrócę do początku. Najtrudniejszym elementem przygotowań było uzyskanie uzbeckiej wizy. Wjechanie do Azji Środkowej nie jest bowiem wcale takie łatwe. Państwa te rządzone są w większości przez byłych pierwszych sekretarzy republik radzieckich. Rządzone są twardą ręką, oczywiście w trosce o obywateli: ze względu na zagrożenie terrorystyczne. Chlubnym wyjątkiem jest Kirgistan, który jest ostoją demokracji w regionie i do którego wiz nie potrzebowaliśmy. Niestety, podobno od lipca ma się to zmienić. Więcej o sytuacji w poszczególnych krajach będę miał jeszcze okazję napisać później.

Do Uzbekistanu można wjechać na wycieczkę zorganizowaną przez lokalne biuro podróży. Oczywiście są w Polsce biura, które robią takie wycieczki, ale (chyba) muszą mieć uzbeckiego partnera. Wieść gminna niesie, że Uzbekistan panicznie boi się dziennikarzy, którzy mogliby pod pretekstem turystyki zebrać i przekazać niepochlebne o tym kraju informacje. Indywidualne załatwienie wizy jest bardzo trudne i skomplikowane, warto więc skorzystać z biura, które stworzy plan wycieczki i zorganizuje wizę. Oczywiście nie jest to połączone z obowiązkiem wykupu takiej wycieczki.

My skorzystaliśmy z usług Warmosu. Jest to mała firemka, mieszcząca się przy Placu 3 Krzyży w Warszawie, w której pracują dwie osoby: Sergiej i Swietłana. Radzę unikać za wszelką cenę kontaktów ze Swietłaną. Mam wrażenie, że jej orientacja w świecie i wszelka inna wiedza kończy się na znajomości własnego imienia. Za to Sergiej jest jak najbardziej rzeczowym i konsekwentnym w realizacji spraw człowiekiem.

Zatrzymam się chwilę na załatwianiu wiz, bo śmiechu było z tym, co niemiara. Wizę standardowo załatwia się w dwa-trzy tygodnie. Biuro w Uzbekistanie wysyła zaproszenie dla nas do odpowiedniej rządowej komórki, ta komórka przysyła do biura w Warszawie tzw. promesę wizową, następnie razem z tą promesą i zaświadczeniem o zatrudnieniu, składany jest wniosek wizowy w konsulacie uzbeckim. Konsulat to mała willa na skraju Ursynowa. Zostaliśmy wezwani na rozmowę, rozmowa z ubranym w sweterek młodym panem Konsulem odbyła się przez małe okienko, jak w kasie PKP. Zostaliśmy szczegółowo przesłuchani: po co tam jedziemy, co będziemy oglądać, na czym polega nasza praca, czym zajmuje się nasza firma, skąd wiemy o Uzbekistanie i różne inne dziwne rzeczy. Nie spodobała się Konsulowi profesja Gośki, więc zażyczył sobie szczegółowej rozpiski na temat zakresu obowiązków badacza rynku. Marcin jest oficerem polskiego wojska, więc Konsul zażyczył sobie zaświadczenia od przełożonych, że Marcin jedzie tam na urlop zupełnie prywatnie. Wydaje się oczywiste, że gdyby jechał tam ze szpiegowską misją, to przyniósłby specjalne zaświadczenie szczegółowo opisujące cel takiej misji.

W końcu udało się załatwić wizę uzbecką, zatem można przystąpić do załatwiania tranzytowej wizy kazachskiej. Z tym nie było już żadnych problemów, złożyłem w ambasadzie Kazachstanu wniosek o wizę tranzytową, po siedmiu dniach odebrałem. Wszystko. Wiza uzbecka w paszporcie była wystarczającym przetarciem szlaku. Kirgistan jeszcze do lipca 2008 roku jest dla Polaków otwarty.

Więcej nerwów z wizą miał Marcin, który wcześniej wyleciał na trzy tygodnie do Nowej Zelandii, wracał na 5 dni do Polski i leciał z nami do Uzbekistanu. Część rzeczy musiał załatwiać przez pośredników, ale wizy do paszportu nie mógł wkleić w międzyczasie, paszport bowiem był razem z nim w Nowej Zelandii<. Problem polegał na tym, że w normalnych warunkach na każdą z wiz czeka się 7 dni roboczych. Odbywała się wojna nerwów. Sergiej używał swoich kontaktów, by przygotować grunt pod akcję błyskawicznego wklejania wiz, a Swietłana tydzień przed powrotem Marcina zdążyła stwierdzić, że przecież wiza kazachska już dawno jest wklejona w jego paszport. Na szczęście umiejętności negocjacyjne Sergieja okazały się skuteczne i obie wizy cudem znalazły się w paszporcie Marcina dzień przed wylotem.

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

piątek, 16 maja 2008

Artysta idealny

Przepraszam, że jeszcze nie o Azji, ale nie mogę się opanować. Wśród festiwalowych filmów w ramach Planete Doc Review spotkałem sie z perełką, która nie pozostawiła mnie obojętnym. Która sprawiła, że moje zniechęcenie, dystans, rezygnacja i zblazowanie związane z artystycznymi dokonaniami naszych czasów uległo drobnemu zachwianiu. W ramach kina dokumentalnego powstał film artystycznie skończony.

Człowiek idealny (The Perfect Human), Jørgen Leth, Dania 1968, 13 min
5 nieczystych zagrań (The Five Obstructions), Lars Von Trier & Jørgen Leth, Dania/ Szwajcaria/ Belgia/ Francja 2003, 90 min

Mowa oczywiście o tym drugim filmie. Jørgen miał nakręcić jeszcze raz swój film, ale stosując się do ograniczeń Larsa. Lars stawiał Jørgenowi zadania, których ten nie cierpiał, jednak podejmował wyzwanie i przekuwał trudność na atut. Kolejne przeszkody okazywały się nieoczekiwanie sposobem na dotknięcie artyzmu. Pod pretekstem filmu o człowieku idealnym powstał idealny film o artyście idealnym. Walka metodą dialogu przyniosła niezwykle konstruktywny skutek. Kolejne kłody rzucane pod nogi stają się czynnikiem sprawczym coraz doskonalszych efektów. W rezultacie otrzymujemy postmodernistyczne arcydzieło, które nie pozostawia widza ze światopoglądowymi pytaniami, ale z poczuciem obcowania z prawdziwym Dziełem Sztuki.

środa, 14 maja 2008

Planete Doc Review

W Kinotece w Warszawie kolejny przegląd filmów dokumentalnych z całego świata. Filmy ciekawe czasem bardziej czasem mniej. Zależy co kogo interesuje. W poniedziałek obejrzeliśmy "W górę Jangcy", a we wtorek "W Teheranie nie rosną już granaty".

Pierwszy film bardzo dobry, nienarzucający oceny, stonowany, wyciszony i jednocześnie poruszający. Aczkolwiek bez szaleństw. Wychodzisz z kina z zawieszonym nad głową pytaniem o ocenę, która nie jest jednoznaczna. Nie wychodzisz poruszony do głębi, wstrząśnięty lub zmieszany ;-) Jedynym mankamentem było to, że pomyliłem film z innym, fabularnym obrazem "Martwa natura", który też opowiada o dwu historiach przy Tamie trzech przełomów. W efekcie zdziwiłem się na koniec, że nie było żadnego startującego wieżowca ;-)

Tak z innej beczki: zastanawiam się kto dobiera ludzi do obsługi festiwalu. Porównując kompetencję osób na przeglądach w Muranowie i w Kinotece, mam wrażenie jakby Muranów wyssał z kilkumilionowego miasta wszystkie sensowne osoby. Przeglądy w Kinotece są z reguły źle przygotowane technicznie (np. na którymś przeglądzie większość filmów puszczanych z DVD zatrzymywała sie w połowie, bo czytnik nie radził sobie z dwuwarstwowymi płytami). Na szczęście tym razem technicznie wszystko grało, ale np. dziewczyna tłumacząca rozmowę z reżyserem sprawiała wrażenie, jakby nie obejrzała filmu o którym rozmawia i wykazywała daleko posunięty brak rozgarnięcia i ogólnej orientacji w kulturze, o wywoływało śmiech na sali. Nie wiem, czy znalezienie kompetentnych ludzi jest w Warszawie takie trudne???

poniedziałek, 12 maja 2008

Powrót ze Środkowej Azji

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

Witam po trzytygodniowej podróży. Mapka trasy będzie dostępna niedługo. Udało sie wszystko znakomicie, a nawet jeszcze lepiej. Teraz powoli dochodzę do siebie. Jak sie trochę ogarnę w pracy, rozpocznę relację z wyjazdu.

Dzięki Coach Surfing-owi mieliśmy okazję poznać sporo ciekawych osób żyjących na miejscu, ale o tym jeszcze będzie okazja napisać później. W najbliższym czasie uzupełnię opisy kilku lektur, które pomogły przygotować się do tej podróży. Starałem się unikać podawania jakichkolwiek informacji przed wyjazdem, bo Uzbekistan podobno panicznie boi się wszystkich, którzy mogliby opisać cokolwiek, z tego co widzieli. Wiza do tego kraju była najtrudniejszym elementem podróży. Reszta była bułką z masłem. Szczególnie jak się jedzie z Marcinem, który z uśmiechem na ustach negocjował ceny przejazdów i noclegów równie łatwo po rosyjsku jak i po angielsku.

Pierwsze wrażenia: Uzbekistan to przede wszystkim pustynia. Ludzie za to niesamowicie uczynni, przyjaźni i uczciwi. Kirgizja sprawia wrażenie dużo bogatszego i liberalnego kraju niż autorytarny sąsiad. Ludzie też są uczynni i przyjaźni ale nie ma już takiego poczucia bezpieczeństwa. Nie wiem jak reszta Kazachstanu, ale Almaty to bardzo bogate miasto. Zapis sms-owej relacji z podróży znajduje się w serwisie blip-a. Więcej szczegółów wkrótce... ;-)

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka