aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Sigirija

Przygotowania świąteczne oderwały mnie od stukania w klawisze, ale choć chwilę oddechu trzeba złapać. Wracam więc do najbardziej magicznego miejsca na Sri Lance: starożytnej stolicy Sigiriji. Nazwa oznacza Lwią Skałę. Wchodziło się na jej szczyt najpierw przez lwią paszczę wymurowaną z cegieł przyklejonych do skalnej ściany, a następnie po wąskich schodkach na grzbiet lwa dźwigający królewskie budynki. Dzisiaj jest to malutka wioseczka położona u stóp tego samotnie wystającego z rozległej równiny wielkiego kamienia. Płaski na wierzchu, o dosłownie pionowych ścianach stanowił naturalną twierdzę nie do zdobycia. Jednak zadziwiające jest to, że miejsce było wykorzystywane w zasadzie tylko przez jednego władcę z V w n.e., króla Kassapę. Choć są oczywiście i inne teorie, że góra była pustelnią, świątynią, twierdzą, także dużo wcześniej jak i dużo później. Niewątpliwie całość robi wrażenie.





Po przejściu przez rozległy park, w którym przed kilkunastoma wiekami płynęły sztuczne strumyki, a w licznych sadzawkach kąpały się nałożnice króla, docieramy do stóp skały, gdzie najpierw wspinamy się po metalowych schodkach do tajemniczych malunków całkiem ponętnych babeczek. Dziś nikt nie wie, kim one były. Czy to boginie opiekujące się Lwią Skałą? Czy to najpiękniejsze nałożnice króla? A może ideał kobiety do którego powinny dążyć wszystkie poddane wokół Sigiriji? Nie wiemy tego ale pochodzące sprzed 1,5 tysiąca lat rysunki zatrzymują na długo.



Ze szczytu skały rozciąga się na trzy strony świata widok na rozległą dżunglę. Jedynie na południu stosunkowo blisko wyrastają z równicy jakieś niewysokie ostre pagórki. Można sobie wyobrazić króla Kassapę, który w dole stał dumnie na swym słoniu na czele licznego wojska naprzeciwko armii swojego brata. Na odpowiedni znak słoń ruszył do ataku, armia za nim. Niestety, ukryty w trawie dół, kałuża albo inna żmija sprawiła, że słoń zrobił niespodziewany unik. Część armii zinterpretowała to jako znak do przegrupowania, inna jako znak do odwrotu, na polu bitwy powstał chaos zanim nastąpiło jakiekolwiek zwarcie. Chaos wywołał panikę i natarcie załamało się na dobre. Opuszczony król ratował honor w podobny sposób jak Japończycy - poderżnął sobie gardło. Sigirija zakończyła karierę lankijskiej stolicy. Dlaczego jej naturalne walory obronne nie przyciągnęły innych władców? To jest bardzo dobre pytanie...



Znalazłem jeszcze na YouTubie film nakręcony na szczycie Lwiej Skały. Role główna graja jaszczurki, ale ruinki pałacu cesarskiego także trochę widać:



3 komentarze:

  1. Pewnie jest i taka teoria, że było tu lądowisko UFO i kurort dla Ufoków... a potem inne okolice stały się modne i hotel podupadł ;-P

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłem - widziałem i gratuluję cennego opisu.
    Pozdrawiam
    MARCIN
    http://www.geozeta.pl/artykuly,,166

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka