aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Kandy

Jak tylko przyjechaliśmy do Kandy, chwyciła i nie chciała mnie puścić piosenka Iggiego Popa z wiadomym refrenem. Co prawda piosenka w żaden sposób nie nawiązuje chyba do Sri Lanki, nie przeszkodziło jej to jednak wejść w głowę na dobre i towarzyszyć oglądaniu miasteczka, o którym przewodnik napisał że po Colombo jest to ostatnie miasto na Sri Lance, przypominające swoim charakterem miasto ;-) Przewodnik w tym względzie się mylił. A może nabrałem już innego podejścia do pojęcia "miasto"?

Kandy położone jest bardzo malowniczo nad centralnie umieszczonym sztucznym jeziorem, będącym jednocześnie zbiornikiem na wodę. Zatłoczone uliczki, mnóstwo ludzi, gdyby nie chodniki wzdłuż ulic czułbym się zupełnie jak w Indiach. Najważniejszym miejscem miasta jest Świątynia Zęba, w której przechowywany jest ząb samego Buddy. Według legendy, gdy palono ciało Buddy, jeden z jego zębów uniósł się w powietrze sygnalizując w ten sposób chęć pozostania na Ziemi. Ząb został przemycony na Sri Lankę we włosach jednej z księżniczek, później wędrował z miejsca na miejsce, na chwile wrócił nawet na kontynent, ale ostatecznie wylądował w Kandy, gdzie trzy razy dziennie, podczas modlitwy, jest pokazywane złote naczynie, rzekomo kryjące ten prawdziwy ząb.



Oprócz świątyni można się przespacerować po pobliskim rezerwacie, czyli oswojonej ale szeleszczącej, cykającej i gwiżdżącej dżungli. Na szczycie wzniesienia, skąd roztacza się rozległy i przepiękny widok na całe miasto, nieoczekiwanie natykasz się na posterunek wojskowy. Kilku żołnierzy obserwuje z góry miasto, popijając herbatę i paląc nie wiem co. Żołnierze są bardzo sympatyczni i przyjacielscy, ale stojący na dużym statywie, przykryty plandeką ciężki karabin maszynowy wycelowany w stronę miasta budzi respekt i buduje dystans...

Innym ciekawym zjawiskiem jest współistnienie buddyjskich zabytków i śladów czasów kolonialnych. Stupy i święte drzewa sąsiadują z kościołem, pałac królewski z kolonialnym hotelem. Mieszanka naprawdę ciekawa: Kandy.



Więcej o Kandy (niestety po angielsku):
KandyCity
Wikipedia

4 komentarze:

  1. Unoszący się w powietrze ząb Buddy - to robi naprawdę wrażenie;) Daleki jestem od żartowania sobie z obcych mi religii, jednak dlaczego akurat ząb?:)

    PS Strona nie zapamiętuje moich danych:( Nie dałoby się jakoś tego ustawić?

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest dobre pytanie. Dlaczego ząb? Choć gdzie indziej podobno istnieją relikwie typu "obojczyk Buddy". Nie trzeba jednak daleko szukać. Np. w Budapeszcie jest (jak nazywamy to z żoną) "sucha łapa" świętego Stefana. Widziałem ją na własne oczy, bo akurat była wystawiona na widok publiczny. Tysiącletnie przedramię z dłonią, w której podobno do dzisiaj zachowały się żywe tkanki, co jest jednym z dowodów na świętość króla Stefana...

    Co do danych to przyznam że nie mam pojęcia. To jest system google i nie bardzo mam na to jakiś większy wpływ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. No racja - piszesz o świętym Stefanie, zdaje mi się, że więcej takich rzeczy w naszym regionie się znajduje. Nie potrafię teraz skojarzyć, kogo to dotyczyło, ale jest gdzieś we Włoszech (?) święty palec, pardon, palec świętego jako relikwia (może kojarzysz o kogo chodzi?).

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie pamiętam, który święty i gdzie został pozbawiony swojego palca, ale proceder bezczeszczenia, przepraszam, uświęcania zwłok jest stary jak religie. Eco pisał kiedyś o kilkunastu czaszkach Jana Chrzciciela krążących po średniowiecznej Europie. W Samarkandzie jest jeden z trzech grobów proroka Daniela (oczywiście w każdym z tych grobów są oryginalne zwłoki). Co więcej samarkandzki grób ma jakieś 20 m długości i podobno ciągle rośnie razem z ukrytym wewnątrz prorokiem Danielem, który, jak przyjdzie pora, zmartwychwstanie i zrobi coś tam, czego teraz nie pamiętam...

    Takich historii jest sporo, trudno je spamiętać i jeszcze trudniej je relacjonować bez narażania się na zarzut obrazy uczuć religijnych lub wręcz herezję ;-))))

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka