aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Dambulla

Nie ma co się rozpisywać o Dambulli, skoro już ktoś to zrobił - patrz linki poniżej. Wybudowany w 2001 roku, za pieniądze japońskiego ofiarodawcy, wielki posąg Złotego Buddy robi wrażenie... Wrażenie kiczu pierwszej klasy. Jednak obok tej kiczowatej świątyni znajdują się schodki wykute w skale z... gipsu i bandaży. Wrażenie kiczu się potęguje przyprawiając o mdłości. Na szczęście po wejściu kilkudziesięciu stopni pod górę, złota świątynia zostaje w dole za drzewami i można by skupić się na powolnym marszu w kierunku świętych jaskiń, gdyby nie dziesiątki sprzedawców próbujących wcisnąć koszulki, owoce, sekretne pudełka niewiadmonaco i kilkanaście innych rodzajów przedmiotów, których potrzebowaliśmy i pragnęliśmy równie mocno jak złamaną gałązkę z zeszłorocznego kompostu. Na szczycie czekały jaskinie, do których można było dojść, jak do każdej świątyni, na bosaka.

Niestety nie założyłem skarpetek do sandałów i poparzyłem sobie stopy od gorących kamieni. Na dodatek jeden z miejscowych turystów miał plastikową nogę, która błyszczała się na brązowo spod resztek bandaży. Zastanawialiśmy się, najpierw osobno, później już razem, czy to błyszczące to krew, czy ropa czy coś innego jeszcze gorszego. Wyglądało to tak, jak by stopa była trędowata, odpadała z niej skóra, a facet przybył na pielgrzymkę by modlić się o uzdrowienie. W efekcie zamiast patrzeć na posągi, pilnowaliśmy się by nie stawać tam gdzie przeszedł ten facet. Przyglądałem się także chodnikowi w poszukiwaniu śladów krwi lub ropy z jego nogi. Dopiero pod koniec wizyty doszliśmy do wniosku, że noga jest plastikowa, a gość nie zostawia żadnych śladów.

Same posągi nie robią zbyt wielkiego wrażenia. Staliśmy się chyba zblazowanymi zobojętniałymi turystami, których przestaje cokolwiek obchodzić. Po setkach indyjskich świątyń, po chińskich posągach w grotach Yungang koło Datongu oraz po grotach Longmen, miejscowe rzeźby miały o wiele lepiej zachowane barwy, kolory i zdobienia sufitów. Jednak jeśli chodzi o kształty, poza figurą śpiącego Buddy nie byłem w stanie dostrzec wyjątkowości kilkudziesięciu niemal identycznych siedzących posągów.



Po powrocie na trasę, zajrzeliśmy jeszcze do jednego z licznych tutaj Herbal Garden, czyli ogrodu z najprzeróżniejszymi przyprawami. Oprowadził nas bardzo sympatyczny facet cierpliwie opowiadając o każdej roślinie. Wreszcie zobaczyliśmy jak wygląda młode drzewo cynamonowca, kakao, krzew curry, gałka muszkatołowa, drzewo kauczukowca i wiele wiele innych bardzo ciekawych roślin. Pokaz jest za darmo, ale oczywiście po prezentacji można, ale nie trzeba, kupić coś w miejscowym sklepiku. Ceny nie były wysokie, wiec kupiliśmy to, co i tak planowaliśmy i pojechaliśmy dalej.

Na zdjęciu poniżej owoc gałki muszkatołowej:



Linki do stron o Dambulli:

Kilka słów na portalu Onetu
Fotki na stronie Macieja Swulińskiego
ExploreLanka.com
Dambulla Rock Temple

1 komentarz:

  1. Niezły ten Złoty Budda... cóż, każdemu jego Licheń ;-)

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka