aktualizacja w weekendy ;-)

sobota, 20 września 2008

Komunikacja miejska

Jest to wpis na 11. Akcję GTWb: Komunkacja miejska.

8 lipca 2008 r., jechałem jak codzień do pracy na rowerze. Ok. godziny 8:40 w okolicach skrzyżowania ul. Kruczej i Al. Jerozolimskich zostałem obrzucony wyzwiskami przez kierowce autobusu linii nr 105, jadącego w kierunku Dworca Centralnego. Nr boczny autobusu mogłem źle zapamiętać, bo jadąc na rowerze nie miałem go jak zapisać: 8334. Wcześniej kierowca tego autobusu wyprzedził mnie używając klaksonu, a następnie, przy następnych światłach groził mi, że mnie rozjedzie, używając przy tym słów, których nie przytoczę, bo pozwolą zakwalifikować ten mail do kategorii: nie wymagający odpowiedzi.

Kolejny raz przypomnę że rowerzysta jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu. Uprzejmie proszę pouczyć o tym kierowców ZTM-u. Kultura jazdy na naszych drogach poprawia się z roku na rok, jednak ciągle (na szczęście coraz rzadziej) zdarzają się opisane wyżej sytuacje. Należy im przeciwdziałać uświadamiając kierowców, że tego typu zachowania są jak najbardziej niewskazane. W tym przypadku nie nastąpiło bezpośrednie zagrożenie życia a jedynie słowna groźba. Zdarzyło mi się jednak jakiś czas temu sytuacja w której kierowca autobusu mijając mnie-rowerzystę zwolnił i fizycznie zepchnął na chodnik. Gdyby nie niski w tym miejscu krawężnik, który pozwolił mi jakimś cudem wskoczyć z rowerem na chodnik - mógłbym dziś nie pisać tego maila. Także to nie są fanaberie fanatycznego rowerzysty tylko apel o poprawę kultury jazdy na drodze i co za tym idzie, apel o poprawę bezpieczeństwa. Kierowcy ZTM-u nie powinni chyba stanowić wyjątku w stosowaniu przepisów drogowych tylko dlatego, że mają duże pojazdy.


List tej treści wysłałem do ZTM-u. Wyszedłem z założenia, że należy reagować na takie przypadki, apelując o zmianę kultury organizacyjnej firmy, bo w ten sposób można powoli zmieniać mentalność kierowców. Jeden dostanie ochrzan, będą rozmawiać o tym między sobą, wyklinać na "pieprzonych rowerzystów", którzy nie dość że przepychają się pomiędzy samochodami, to jeszcze tarasują drogi, ale jednocześnie będą na nich bardziej uważać, bo ci rowerzyści są "popieprzeni" do tego stopnia, że wysyłają później oficjalne skargi i tylko nieprzyjemności z tego mogą być.

Po ponad miesiącu, w czasie którego list mój krążył od ZTM-u do MZA, od MZA do odpowiedniej zajezdni, dostałem oficjalne pismo, w którym poinformowano mnie, że zidentyfikowano kierowcę opisanego kursu, została przeprowadzona z nim rozmowa i kierowca przedstawił swoją wersję wydarzeń. Rowerzysta nie dość, że przeciskał się pomiędzy samochodami stwarzając zagrożenie dla siebie i innych, to jeszcze przejeżdżał na czerwonym świetle i robił wiele innych nieprzyzwoitych rzeczy. Jednak kierowca i tak został pouczony o zachowaniu się na drodze i traktowaniu rowerzystów.

Oczywiście można się z tego naśmiać i machnąć ręką, ale kropla drąży skałę. Ścieżki rowerowe jeszcze długo nie powstaną w odpowiedniej ilości, a nawet jeśli to i tak nie dojedziesz nimi wszędzie. A przecież jak sama nazwa wskazuje: jezdnia służy do jeżdżenia, a chodnik służy do chodzenia. Jakieś trzy lata temu inny autobus naprawdę o mało mnie nie rozjechał, a trąbienie i wygrażanie pięścią było na porządku dziennym. Dzisiaj trąbienie na rowerzystę jest coraz rzadsze, samochody coraz częściej ustępują rowerzyście miejsca, a agresja na drodze ograniczyła się do przekleństw. Warto zatem chyba jednak reagować na takie przypadki, bo z moich obserwacji wynika, że ten popieprzony świat jednak zmienia się odrobinę na lepsze.

10 komentarzy:

  1. Właśnie dlatego jeżdżę po chodnikach, po jezdni tylko na bocznych uliczkach. Wolę ryzykować mandat, niż życie. Przy okazji natrafiłam na pzrepis któy mówi że rowerzysta może jechać po chodniku pod warunkiem że ma on ponad 2 metry szzerokości i w pobliżu nie ma trasy rowerowej. Czyli po Żeromskiego na przykład mozna jeździć spokojnie chodnikiem(oczywiście z przyzwoitą prędkością).
    p.s.Jakbyś jechał na czerwonym świelte to byś nie mógł napisać mejla, bo być nie żył :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fakt faktem jest, ze u nas w Chicago kultura jazdy jest o niebo wieksza. Bardzo zadko sie zdarza zeby ktos trabil, by ktos komus palcem machal ( w sumie nie pamietam bym to kiedykolwiek za 9 lat widzial ). Na zwezeniach kazdy wpuszcza co drugie auto. Z tego co ciagle slysze to w polsce strach jezdzic. Moim zdaniem nie powinni nawet autostrad budowac bo cala masa wariatow by jeszcze bardziej niebezpiecznie jezdzili niz jedza korzystajac z okazji szerszych drog.

    OdpowiedzUsuń
  3. @lavinka, ja staram się nie jeździć po chodniku dla zasady, a nie ze strachu przed mandatem ;-) Poza tym na chodniku trzęsie i nie można jechać szybko, bo zawsze ktoś ci może wejść pod koła. A ja powoli nie lubię jechać. Ani rowerem ani niczym innym ;-) Powoli lubię spacerować.

    @martiger, prawda o wariatach jest gdzieś pośrodku. Sam jeżdżę jak wariat, szczególnie na rowerze. Rzeczywiście z reguły przeciskam się między samochodami jadąc po białej przerywanej linii. I coraz częściej stojące w korku samochody rozjeżdżają się na boki by ułatwić rowerowi przejazd. Taka jazda to dodatkowy zastrzyk adrenaliny, ale daleko mi do brawury downhillowców... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Igorze, każda Wielka Sprawa ma swoich Wielkich Bohaterów. Myślę, że powinienieś dać się Przejechać za Sprawę (oczywiście ktoś z nas musi filmować akcję), bo jak wystawimy na youtube Twoje Poświęcenie to wkrótce nawet pan premier wygłosi Orędzie zapowiadające dożywotnie usypianie brutalnych kierowców. I dzięki Tobie wielu rowerzystów będzie jeździło po jezdni bez strachu, a może nawet zostaniesz świętym, opiekunem rowerzystów.

    I co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha! Jak rozumiem, dość masz mojej grafomańskiej pisaniny i oczekujesz jakiegoś jej spektakularnego zakończenia? Niemniej jest to jakiś pomysł, tym bardziej że jeszcze nie ma świętego Igora, więc byłbym pierwszy bez zbędnych ozdobników nazwiskowych ;-))) Jest tylko jedno podwójne ale:
    a) nie wiem czy nieochrzczony ma szansę zostać świętym?
    b) niedawno zmieniłem stan cywilny po 12 latach narzeczeństwa i nie wiem co na to moja świeżo upieczona żona... przewiduję trudności... ;-))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Upieczona żona? I to na samym początku małżeństwa? Tak, czytałem u Ciebie o odmianach w życiu, nie gratulowałem? No to teraz. Nie, nie chcę Twojego końca (traciłbym nie tylko lektury ale i czytelnika), ale smuci mnie, że pan premier nie będzie miał tematu na poziomie jego rozumienia świata...

    OdpowiedzUsuń
  7. No trudno, Pan Premier czy pan premier obchodzi mnie niewiele. Bardziej obchodzą mnie natomiast małe codzienne rzeczy, które, o dziwo, dają się poprawiać. Może w perspektywie dni tego nie widać, ale w perspektywie kilku lat naprawdę to widać ;-) A może to otrycki sukces tak mi uderzył do głowy, że uwierzyłem, że w tym kraju, gdzie większość "autorytetów" niewiele widzi poza czubkiem własnego nosa, zwykli szarzy ludzie są w stanie razem COŚ zrobić? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. No, uniwersyteccy socjologowie - i to warszawscy - nie są najtypowszymi przedstawicielami szarych ludzi, ale w pełni zgadzam się z Tobą, że jeśli raz w życiu powiedzie się człowiekowi jakieś działanie, to potem nie ma co przy nim kwękać, że robienie czegoś nie ma sensu, takiego już się do normalnego nic-nie-robienia nie przekona.

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nic nie wskórasz tym listem bo autobusu o takim numerze bocznym nie ma, a to jest podstawą do rozliczenia kierowcy.
    Na przyszłość pamiętaj, jak kierowca za bardzo podskakuje to się gna za nim ile sił w nogach, spisuje numer boczny i dzwoni na infolinię ZTMu albo pisze liścik do nich z dokładnym miejscem i godziną. Z doświadczenia wiem, że kierowcy dostają po premii. Mnie kierowca 705 chciał zepchnąć z jezdni na Płochocińskiej i mu się udało ale myślał, że ja zwolnię albo się wywalę, grubo się przejechał na tym bo na fullu nie robi wrażenia nierówne pobocze, dogoniłem go na następnym przystanku, wsiadłem i poinformowałem go że składam skargę do ZTMu on wyleciał i przepraszał, że nie chciał i w ogóle, ja mu powiedziałem tylko tyle żeby wsiadał i jechał bo ludzie w autobusie czekają.

    OdpowiedzUsuń
  10. @andsol, ale ja nie jestem uniwersyteckim socjologiem ;-))))))

    @schwefel, kiedy już wskórałem ;-) Faceta zidentyfikowali, na co wskazuje jego wersja wydarzeń zgodna z tym co do mnie krzyczał przez okno. Czy przyniesie to jakiś efekt długofalowy - zobaczymy. Ja tam poprawę kultury jazdy zauważam ;-) Natomiast żeby kierowca przyznał się od razu do błędu i przepraszał - to faktycznie - z tym się nie spotkałem. Zwracanie uwagi w takim momencie wywołuje z reguły tylko eskalację agresji ;-)))))

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka