aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 22 września 2008

Afrykański przypadek

Dziś wyjątkowo zamiast kolejnego odcinka relacji z Azji Środkowej, kilka słów o dwu filmach. Kilka dni temu, gdy jechałem pociągiem do pracy dostałem kolejną ulotkę o jakiejś pomocy na świecie. Już miałem ją wyrzucić do kosza, gdy dostrzegłem, że to jest informacja o weekendowej imprezie, a nie kolejna próba wstrząśnięcia moim sumieniem. Po przejrzeniu znalazłem informacje o pokazach filmowych w kinie Rejs w ramach II Forum Polskiej Współpracy Rozwojowej. W planach miałem co prawda ślub znajomych, ale była szansa dotarcia chociaż na ostatni film. Życie okazało się bardziej skomplikowane i w efekcie na ślub z wielkim żalem nie dotarłem, za to udało się dotrzeć na dwie ostatnie projekcje.

Pierwszy film, "Chłopiec z Bamiyan", opowiada o afgańskiej wiosce poprzez losy rodziny żyjącej w grotach otaczających ogromne posągi Buddy, wysadzone przez Talibów kilka lat temu. Dzieci z nieznikającym z twarzy uśmiechem pokazują nam ślady po antycznych rzeźbach. Poznajemy skomplikowaną afgańską rodzinę. Najpierw dziadek opowiada nam o swojej żonie, która po urodzeniu najmłodszego syna zmarła. Syn ma teraz 8 lat, ale dziadek ma też młodą córkę. Przyszedł więc do swojego znacznie młodszego ziomka i powiedział mu: ja jestem stary i samotnie wychowuję dwoje dzieci. Ty jesteś sam ze swoja matką. Dam ci swoją córkę za żonę, ale ty mi dasz swoja matkę za żonę. Tak też się stało i dwie rodziny połączyły się w miarę normalny organizm. Koneksje rodzinne są tym czynnikiem, który najbardziej zakłóca percepcję widza, jednak nie to w tym filmie jest najważniejsze. Dziadek opowiada historie Afganistanu.

Kiedyś w Afganistanie wszyscy żyli w zgodzie: Pasztunowie, Tadżycy, Uzbecy, Hazarowie. Mieszkali obok siebie i w zgodzie. Później przyjechali Rosjanie i wszystko się popsuło. Po Rosjanach przyszli Talibowie i psuli dalej. Do Bamiyan przyjeżdżało dużo ludzi, także z Europy, zostawiali tu pieniądze i jakoś dawało się przeżyć. Te posągi stały tu bardzo długo, ja nie wiem jak długo. Przyszli tu Talibowie i stwierdzili, że trzeba je zniszczyć bo obrażają Allaha. Teraz są Amerykanie i wygonią Talibów i kiedyś znowu tu będzie jak dawniej.

Opowieść dziadka, śmiech dziecka, nadzieja w oczach młodego ojca, pomimo wielkiej biedy, ci ludzie mają nadzieję. Nadzieja podbudowana przeszłością "kiedyś był pokój" daje siłę na przyszłość "kiedyś będzie lepiej". To czego brakuje w drugim filmie to nadzieja. Tam, w sercu Afryki istnieje tylko teraźniejszość. Nie ma przyszłości, nie ma dającej siłę przeszłości. Jest tylko codzienna walka o przetrwanie. Przetrwanie bez większego czy głębszego sensu. Film "Koszmar Darwina" nie pozostawia obojętnym. Podobnie jak "Wierny ogrodnik" pozbawia nadziei. Udowadnia, że proste rozwiązania nie istnieją.

Koszmar Darwina to wielopoziomowa opowieść o rybie, która całkowicie zniszczyła ekosystem jeziora Wiktorii. O prostytutkach obsługujących pilotów samolotów wywożących tą rybę do Europy. O rosyjskich pilotach, którzy nie chcą rozmawiać o tym co przywożą do Afryki. O Afrykańczykach chorych na AIDS. O Afrykańczykach dosłownie walczących o przetrwanie i nieustannie w tej walce przegrywających. O wielu innych aspektach, których nie da się opisać, a które trzeba zobaczyć pomiędzy wierszami filmu. Po obejrzeniu tego obrazu miałem poczucie, że nie znam żadnego sposobu, jak można by pomóc temu regionowi. Jest to film o tym, że nawet danie ludziom wędki często nie wystarczy. Dlaczego?

Hindus zarządzający fabryką przetwarzającą tusze okonia nilowego martwi się, że rynek jest już nasycony okoniem, niedługo nie będzie go komu sprzedawać. Na mięso okonia mało kogo stać na miejscu. Czarni rybacy nie wpadną na pomysł żeby sprzedawać okonia bez pośredników swoim ziomkom. Wielu z nich ginie lub jest okaleczanych podczas połowów. Osierocone dzieci idą na ulicę żebrać, a ich matki zaczynają się prostytułować zarażając HIV-em najpierw siebie później swoich klientów, którzy zarażają swoje rodziny i koło się zamyka.

Widzimy delegacje europejskich dygnitarzy, którzy chwalą warunki sanitarne w afrykańskiej fabryce. Widzimy Afrykańskich ministrów, którzy na film o zniszczeniach dokonanych przez okonia nilowego reagują słowami, że na filmie trzeba pokazywać także pozytywne strony, a nie tylko brudną, mętną wodę. Widzimy rosyjskich pilotów, którzy w końcu się przełamują i przyznają, że do Afryki wożą broń, a z Afryki żywność. Jak określił to jeden z nich, wspominając pewien wypad do Angoli: dzieci dostały na gwiazdkę swoje zabawki: europejskie dostały winogrona, a afrykańskie dostały karabiny.

Uświadamiamy sobie jednocześnie, że ta gra to nie jest tylko bezduszność europejskich polityków. To jest poniekąd europejska racja stanu. Jeśli Europa odpuściłaby i przestała wspierać różne afrykańskie siły swoją bronią, zrobiłyby to Chiny. Ostanie ataki na platformy Shella nie są w moim odczuciu niczym innym jak inspirowaną przez Chińczyków próbą przejęcia rynku. To jest walka miedzy mocarstwami o wpływy na kontynencie, który oprócz surowców naturalnych posiada jedna poważna zaletę: jest to przeklęta ziemia niczyja. Gdzie koncerny maja robić swoje eksperymenty medyczne jak nie w Afryce? Rosjanie mają jeszcze Syberię, ale reszta świata? Chińczycy są zbyt silni, zbyt niezależni, podobnie Hindusi. Oni maja swoja historie, która podobnie jak w afgańskim filmie daje ludziom nadzieję i siłę na walkę. Ameryka Łacińska pełna jest Europejczyków. Afryka ze swoim brakiem jakiejkolwiek historycznej cywilizacji na południe od Sahary, jest całkowicie bezbronna. Nikomu nie zależy na jej ucywilizowaniu. Że nie są to katastroficzne wizje nawiedzonego zwolennika spiskowej teorii dziejów pokazuje przypadek Darfuru, gdzie za przyzwoleniem Zachodu morduje się ludzi chińska bronią. Mam uwierzyć, że europejscy politycy nie dostali od Chińczyków nic w zamian za to milczenie? Strefy wpływów wyznacza sobie nie tylko Rosja w Azji...

Kiedyś może rozwinę te wątki. Na razie poprzestanę na smutnej konstatacji. Ziemia coraz bardziej się niebezpiecznie kurczy.

2 komentarze:

  1. Ponury to post, bo i temat ponury.

    To ciekawe, że ze wszystkich kontynentów tylko Afryka pozostaje nadal daleko w tyle. Wprawdzie wyzwolili się spod białej kolonizacji, ale ich czarne elity władzy chyba jeszcze grosze niż europejscy panowie. I w tym widziałbym pierwszy problem tego kontynentu. To oni wpuszczają tam Chińczyków czy Hindusów.

    Jak temu zaradzić? A na jak wszędzie poprzez masową edukację ludności. Ale to bardzo długi proces.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to prawda. Nie napisałem o tym, ale to samo przyszło mi do głowy: nie pomoc żywnościowa, nie wsparcie polityczne, nie inwestycje w przemysł. Powszechna edukacja, to jedno, co jest w stanie pomóc tym ludziom. Biegające dzieci, jeśli są w stanie dzielić się swoimi marzeniami - marzą o szkole. Dzieci, prostytutki, robotnicy, nie mówią że chcieliby mieć dach nad głową i mieć co do garnka włożyć. Młodsi marzą o chodzeniu do szkoły. Starsi marzą o fizycznym bezpieczeństwie i szkole dla siebie albo dla swoich dzieci. To przy całej tragedii położenia tych ludzi daje nadzieję widzowi. Bo bohaterowie tej historii nawet resztek nadziei nie mają...

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka