aktualizacja w weekendy ;-)

sobota, 9 sierpnia 2008

Wojna rosyjsko-gruzińska

Rozwinięcie tematu w następnym poście: Wojna nie tylko o Gruzję.

Doniesienia z Kaukazu napawają mnie coraz większym przerażeniem. Nie chodzi przy tym o tragizm tej konkretnej sytuacji. Chodzi mi o logikę i argumentację agresora, która jest pomieszaniem retoryki hitlerowskiej z komunistyczną. Kto z kogo stara się tu zrobić kretyna? Czy Rosjanie naprawdę wierzą, że ktokolwiek łyknie ich "siły pokojowe"? Ich teksty o gruzińskiej agresji na Osetię Południową brzmią tak, jakby Polskę ktoś oskarżał o agresję na Wrocław czy Opole. Tam przecież też jest sporo obywateli niemieckich. Ale dość o emocjach. One niczego nie zmienią, podobnie jak pozory działań podejmowanych przez polityków. Pytanie podstawowe, z którym się zmagam to czy ten konflikt to początek III wojny światowej?

Absurdalność tego pytania jest tylko pozorna. Obecny rosyjski atak wpisuje się znakomicie w logikę historii ostatnich lat. Jeśli spojrzymy sobie na łańcuszek pewnych pozornie niezwiązanych wydarzeń, okaże się że wcale nie musi być tak spokojnie. Nie będę rozwijał tematu, bo to zrobią pewnie za jakiś czas specjaliści. Wypunktuję tylko kilka spraw:

  1. USA są w tej chwili zmarginalizowane militarnie, wykończone wojnami w Iraku i Afganistanie. Jak bardzo są osłabieni, pokazuje przykład Olimpiady, która miała być zbojkotowana. Główna ideologia pchająca amerykańskich żołnierzy na różne wojny to obrona wolności i demokracji. W Pekinie nie po raz pierwszy ale za to bardzo spektakularnie USA pokazały gdzie mają wyznawane przez siebie idee. Dokladnie tam gdzie Rosja i Chiny.

  2. Rosja przyłączając się do wojny z terroryzmem dostała wolną rękę w Czeczenii, którą ostatecznie już wykończyła. Natomiast w Iraku i Afganistanie spokojnie pozwoliła wykończyć się potędze USA.

  3. Kosowo było dla wszystkich jasnym sygnałem: separatyści macie szansę! To był jeden z poważniejszych błędów polityki międzynarodowej ostatnich lat. Region chce się wydzielić to jest precedens, na który można się powołać.

  4. Teraz USA są za słabe na jakąkolwiek wojnę i nie pozwolą sobie na otwarty konflikt z Rosją. Chociaż nie wiadomo. Chiny tylko czekają na okazję, by zająć Tajwan. Oczywiście raczej nie zrobią tego siłą, bo niedługo przejmą go zgodnie z naukami Sun Tsy w sposób pokojowy. Tajwan odda się bez walki w sytuacji gdy tak jak Gruzja nie będzie mógł na nikogo liczyć. Chiny przejmą także kontrole nad cieśniną Malakka i całkowicie pod każdym względem uniezależnią się od USA. Iran widząc co się dzieje zrobi wreszcie swoją bombę przy współpracy Rosjan, którzy stworzą wtedy "szatana", który odwróci uwagę świata od Rosji i Chin.

  5. Powyższemu scenariuszowi mogą chcieć się przeciwstawić Amerykanie i razem z NATO uciekną do przodu i jednak pomogą Gruzji w jej walce. Włączą się w ten sposób w kolejną bałkańską w formie wojnę (górska partyzantka ze zbyt dużą liczbą stron konfliktu, by móc cokolwiek rozwiązać), tylko że tym razem oficjalnym przeciwnikiem będzie Rosja. A w takim przypadku konflikt nie ograniczy się tylko do Gruzji.

  6. Jeśli USA nie zrobi nic, a wszystko wskazuje na to że nie zrobi, że akurat to było ustalone już wcześniej, jakieś działania mogą podjąć kraje europejskie. Jakakolwiek najmniejsza pomoc militarna Gruzji będzie uznana przez Rosję jako przystąpienie do wojny. Co to oznacza - tłumaczyć chyba nie trzeba.
Reasumując: jak świat ograniczy się do werbalnego potępienia Rosji to będzie to zielone światło dla wszelkich innych aneksji w obronie praw obywateli. A spornych regionów nie brakuje. Gdy natomiast świat nie pozostanie obojętny, to nie będzie już tak różowo i nie wierzę że konflikt pozostanie tylko na terytorium Gruzji.

To są bardzo nieprzemyślane uwagi na gorąco. Jak będzie - pożyjemy - zobaczymy. A życie i tak przyniesie najmniej spodziewany scenariusz...



Linki do innych opinii, które uważam za trafne i ciekawe:
Konflikt w Gruzji - blog Europa21
Saakaszwili się podłożył - blog EndGame

Rozwinięcie tematu w następnym poście: Wojna nie tylko o Gruzję.

5 komentarzy:

  1. Myślę, że Stany nie po to ładowały od 20 lat miliardy dolarów w Rosję, żeby teraz psuć sobie inwestycje. I gdyby Gruzja była krajem muzułmańskim to może Rosja by się głębiej zastanowiła nad planem gry. Więc najbardziej otwartą do przemyśleń częścią Twoich uwag jest zwrot jak będzie - pożyjemy - zobaczymy, do którego bym dodał: "o ile".

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście! I pokazują to amerykańskie teksty dyplomatycznie dając do zrozumienia, że Gruzję mają gdzieś: "Jesteśmy zaalarmowani taką sytuacją - oświadczył towarzyszący prezydentowi USA w czasie jego pobytu w Pekinie na olimpiadzie zastępca doradcy Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego James Jeffrey. Stany Zjednoczone będą "bardzo, bardzo zaniepokojone" jeśli potwierdzone zostaną informacje o atakach rosyjskich na terytorium Gruzji". Zaniepokojone! 10 sierpnia! Normalnie paranoja. USA nie kiwną palcem. Ale pozostać neutralnym będzie im bardzo ciężko... Niepokoją ale i cieszą poniekąd doniesienia o deklaracjach Ukrainy, że zablokuje Rosjanom port w Sewastopolu. Oczywiście w to nie wierzę, ale też obawiam się czy nie zostanie to użyte przez Rosjan by jednak i Ukrainę wciągnąć w tą wojnę... Gra interesów jest trochę bardziej rozbudowana niż jeden rurociąg z Baku do Morza Czarnego...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze jedno: jeśli uznamy, że kwestie ideologii, przyzwoitości i wartości nie mają nic do rzeczy, że to jest gra interesów, z których najważniejszym jest gruzińska rura z ropą, to do jasnej cholery jest to jeszcze jeden argument za tym, żeby Europa zaangażowała się w ten konflikt i wyprosiła Rosję z Gruzji. Jest to bowiem jedyna możliwość zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego dla Europy i uniezależnienia jej od Rosyjskiego gazu i ropy. Jest to jedyna możliwość, aby z Azji Środkowej można było importować surowce energetyczne bez dyktatu i kontroli Rosji. To jest gra nie o Gruzję ale o rolę Rosji w świecie i w szczególności w Europie. Rosja nie pozwoli sobie na jej marginalizację poprzez zostawienie w spokoju gruzińskiej rury. Ale Europa tym bardziej nie powinna na tą rurę machać ręką! Nie ze względu na Gruzję. Ze względu na samą siebie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za linka u mnie na blogu, aczkolwiek zupełnie nie zgadzam się z jednostronną retoryką, której coraz więcej w mediach. Nie chcę bowiem nic mówić, ale to Gruzja złamała rozejm, który sama podpisywała, a jak pisałem na Zielonej Warszawie - mamy tu do czynienia z konfliktem między prawem narodów do samostanowienia a integralnością terytorialną. Sprawa byłaby dużo bardziej jasna, gdyby Zachód nie uznał Kosowa - zatem ma, co chciał.

    Bardzo spodobał mi się komentarz pewnego eksministra gruzińskiego, prosty i lakoniczny - "Saakaszwili to idiota". Nic dodać, nic ująć, tak zacny kraj jak Gruzja zasługuje na mądrzejszych przywódców.

    pozdrawiam
    Bartek Kozek

    OdpowiedzUsuń
  5. @Beniex, ten sam eksminister stwierdził w tym samym wywiadzie, że "to Rosja odpowiedzialna jest za tę wojnę, bo ją sprowokowała. Ta niewypowiedziana wojna przeciw Gruzji trwa kilka lat. Powolna, ale bezustanna agresja, aneksja..." Sprawy nie są czarno-białe, a gry interesów także są skomplikowane...

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka