aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Wojna nie tylko o Gruzję

To jest ciąg dalszy uwag na gorąco spisanych w poście Wojna rosyjsko-gruzińska.

Po kilku dniach od wybuchu walk można dostrzec jedynie coraz większą niekonsekwencję i chaos panujący w głowach decydujących o kształcie tego, co się dzieje. Na tym tle jedynie rosyjscy przywódcy wydają się być opoką stałości. Niezmiennie powtarzają do znudzenia te same frazesy o zaprowadzaniu porządku, przymuszaniu do pokoju i wycofywaniu sił na z góry upatrzone pozycje. W sumie idąc tym tropem Niemcy także wycofywali swe siły we wrześniu 1939 roku w kierunku Warszawy, Krakowa itd. itp. Ale dość o tym. W podobnych przypadkach zawsze warto się zastanowić, kto miał interes w tym, by sytuacja zaistniała i jakie otwiera ona dalsze możliwości. Pobawmy się zatem w małe political fiction, które przerodziło mi się w ten poniższy przydługi post.

1. Zatem najpierw interesy rosyjskie.

  1. Rosji jest cholernie nie na rękę azersko-gruziński rurociąg. Chodzi tu nie o małą Gruzję czy równie mały Azerbejdżan. Chodzi o panowanie nad całą Azją Centralną. Rura z Baku, nad którą nie miałaby kontroli Rosja umożliwi takim krajom jak Turkmenistan, Uzbekistan czy Kazachstan eksport gazu i ropy po normalnych rynkowych cenach oraz bez kontroli Rosji. Rosja straci w ten sposób główny środek nacisku i główny argument zarówno w Europie jak i w Azji Centralnej. Rosja przełknęła gorzka pigułkę, jaką była bezpośrednia rura z Kazachstanu do Chin, jednak w tej inwestycji spore udziały ma rosyjski koncern. O ile ze stratą Chin ze swojej strefy wpływów Rosjanie pogodzili się już z 50 lat temu, o tyle z utratą tak potężnego instrumentu nacisku jak surowce energetyczne w przypadku kierunku Europejskiego – łatwo się nie pogodzą.

  2. W przypadku krajów Azji Centralnej działa zasada „pokorne cielę dwie matki ssie”. Krajami tymi rządzą dawni kacykowie lokalnych oddziałów KPZR. Jedynym wyjątkiem jest Kirgizja, ale ona nie ma ani ropy ani gazu. Ma jedynie czystą wodę, a to na razie za mało, by się o nią zabijać. Zarówno Uzbekistan jak i Kazachstan, pomimo okresowych mariaży z USA, nigdy nie deklarowali rosyjskich antypatii. Owszem zdarzały się rozbieżności między tymi krajami a Rosją, ale zawsze dotyczyło to konkretnych spraw a nie całokształtu. I mimo, że Uzbekistan i Tadżykistan udostępniły swoje terytoria USA dla wojsk, które biorą udział w operacji afgańskiej, to jednak rosyjskie wojska także „gwarantują pokój” na tych terenach.

  3. Z tych samych powodów Rosjanie są wybitnie niezainteresowani, by zapanował spokój w Afganistanie oraz Pakistanie, który umożliwiłby wybudowanie kolejnego wariantu rurociągu do pakistańskiego portu w Karaczi. Najprawdopodobniej z tego powodu, już kilkukrotnie główny uzbecki terrorysta, Dżuma Namangani z międzynarodowego obecnie Islamskiego Ruchu Uzbekistanu (IRU), zanim został prawdopodobnie zabity w 2001 roku, był ewakuowany ze swoich górskich uzbeckich i tadżyckich kryjówek na terytorium afgańskie. Pisze o tym m.in. Ahmed Rashid. Im dłużej trwa zamieszanie pomiędzy afgańskimi plemionami tym dłużej Rosja może kontrolować całą Środkową Azję, trzymając ją za gardło za pomocą linii przesyłowych głównego ich eksportowego towaru, czyli ropy i gazu.

  4. Ostatnio coraz więcej krajów, do tej pory posłusznych woli rosyjskiego hegemona zaczęło podnosić głowę i buntować się przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Kraje bałtyckie dawno zostały spisane na straty, ale umówmy się – to nie jest kluczowy rejon. Najpierw Gruzja, później Ukraina, Łukaszenko na Białorusi chyba też zaczyna sobie zdawać sprawę, że jego dni są policzone, bo sprzedał już rosyjskim koncernom w zasadzie wszystko, co miał do sprzedania. Uzbekistan i Kazachstan zaczynają też się odszczekiwać od czasu do czasu i coraz śmielej spoglądać w stronę coraz bardziej stabilizujących się Chin. Trzeba przeprowadzić jakąś pokazową akcję. Najlepiej zgodnie z amerykańską doktryną wojny prewencyjnej opisaną przez Chomsky’ego (Chomsky, Hegemonia albo przetrwanie, Warszawa 2005, s.25). Ofiara takiej wojny:
    1) Musi być praktycznie bezbronna.
    2) Musi być na tyle ważna, by w ogóle opłacało się podejmować jakieś działania.
    3) Musi dać się ją przedstawić jako ucieleśnienie skrajnego zła i bezpośrednie zagrożenie dla naszego przetrwania.

    Irak spełniał wszystkie warunki. Rosja robi wszystko by Gruzję przedstawić także jako spełniającą te warunki, ale wierzą w to chyba tylko sami Rosjanie. O zachętach wysyłanych Gruzinom przez Rosjan i przez Amerykanów można poczytać gdzie indziej. Wystarczy zauważyć, że to, co Rosjanie wyprawiają w Gruzji, to całkowicie jawne wymierzanie karnych batów niegrzecznemu dziecku. I to w imię jego dobra: czyż plądrowanie Gori, wysadzanie okrętów w Poti i przejmowanie magazynów broni w Senaki nie jest „przymuszaniem do pokoju” i zabezpieczaniem Osetyńczyków przed ludobójczymi napadami Gruzji? A wysadzenie mostu na głównym szlaku kolejowym? A podpalenie parku narodowego? Czyż nie jest to w cywilizowany sposób dawanie nauczki niegrzecznemu barbarzyńcy?

  5. Reakcje świata są dla Rosjan nieocenionym papierkiem lakmusowym pokazującym, do czego mogą się posunąć w innych interwencjach „w obronie swoich obywateli”. Opieszałość tych reakcji już pozwala mówić Rosjanom o możliwych atakach na Polskę, ostatnio pojawiają się nawet głosy o atakach jądrowych. Jestem przekonany, że Rosja nigdy nie posunie się tak daleko, jednak reakcje Europy wiele mówią o jej kondycji, która jak widać wróciła chyba do stanu z 1938 roku: najlepiej nie robić nic.

2. Korzyści amerykańskie.
  1. Amerykańska gospodarka wali się od jakiegoś czasu i choć nie widać jeszcze na horyzoncie ewidentnej katastrofy, to w misternej konstrukcji rysuje się coraz więcej pęknięć. Urzędnicy w obecnej administracji amerykańskiej potrafili przekonać ekipę, że trzeba postawić na zbrojenia, że Ameryka jest zagrożona i że kolosalna kasa musi iść na rozwój wojskowych zabawek. Zabawek tych nie projektuje się w ciągu kilku miesięcy. Obecnie cykl wytworzenia tak skomplikowanej maszynki jak nowy samolot, trwa co najmniej kilkanaście lat, nie mówiąc o systemie rakietowym obejmującym całą planetę. Ten jakże drogi system stoi obecnie pod znakiem zapytania wobec prawdopodobnej zmiany ekipy w Waszyngtonie. Trzeba zrobić coś, aby uzasadnić jego konieczność. Imperialne zakusy Rosji świetnie się do tego nadają. Wystarczyło tylko zasugerować Tbilisi, że Waszyngton stanie w obronie Gruzji, a Rosji, że Ameryka kolejnego frontu otwierać nie będzie.

  2. USA może sobie pozwolić na rosyjska dominację w Europie. Co więcej, mocna Rosja oznacza słabą Europę. Rosyjskie zagrożenie oznacza także mniejszy opór przed rozwijaniem dominacji amerykańskiej na świecie, w którym jest (ta dominacja) jedyną przeciwwagą o pokrewnych korzeniach ideologiczno-światopogladowych. Z Chinami Europa przecież trzymać nie będzie. Nawet chwilowo i doraźnie. USA może sobie pozwolić na poświęcenie korytarza gruzińskiego, bo i tak to nie USA z tego korytarza korzystają. Ameryka korzysta głównie z surowców własnych, południowoamerykańskich oraz arabskich. Azja Środkowa też ją interesuje, ale na pewno nie jest priorytetem. Afganistan wobec niejawnej rosyjskiej i islamskiej dywersji jeszcze długo nie umożliwi jakichkolwiek poważnych inwestycji.

  3. Miałem jeszcze kilka pomysłów na korzyści, jakie USA może mieć z konfliktu na Kaukazie, ale ostatnie wydarzenia pokazują, że sam Waszyngton jest chyba zaskoczony skalą rosyjskiej reakcji. Początkowe stonowane wypowiedzi Busha jasno pokazały, że Ameryka nie jest ani zaskoczona konfliktem, ani nie jest dramatycznie jemu przeciwna. USA zbyt wiele zainwestowały w Rosji w ostatnich latach, by móc sobie pozwolić na ponowne dychotomizowanie świata. Ciekawa jednak była wolta, jaką wykonała pani Rice, która przed wyjazdem do Gruzji (informacja z 14 sierpnia, godz. 20:00) miała czelność zaproponować, by Gruzja zgodziła się na stałą obecność wojska w Osetii i Abchazji w zamian za wycofanie się wojsk rosyjskich z Gruzji właściwej. Już po przyjeździe do Tbilisi zmieniła zdanie i jednak stanowczo zażądała natychmiastowego wycofania wojsk rosyjskich jako warunku dla pokoju. A teraz to możecie już nam naskoczyć – zdają się mówić Rosjanie niszcząc mosty i podpalając parki. I mają rację. Zachód odkrył karty. Zachód nie ma zamiaru kiwnąć palcem.

Zadziwia w tym wszystkim brak zdecydowanej reakcji Europy. O ile USA mogą sobie pozwolić na rosyjski imperializm i nawet mogą wyciągnąć z tego pewne korzyści, o tyle postawa polityków i mediów niemieckich, ale także francuskich sprawia wrażenie, jak by to byli ludzie na pasku rosyjskiej agentury. W interesie Europy leży jak najszybsze powstrzymanie rosyjskich neoimperialnych zapędów oraz utrzymanie i rozwój gruzińskiego rurociągowego korytarza. Ja rozumiem strach przed konfrontacją z Rosją, której nie dał rady ani Napoleon ani Hitler, ale przecież nikt nie mówi o otwartym zbrojnym konflikcie! Nie trzeba dziecku dawać klapsa, żeby mu uświadomić, że pewnych rzeczy nie należy robić. Nie chcę jednak wpaść w jałową ścieżkę wskazywania pseudorozwiązań. Dlatego milknę.

Dodam tylko dwa słowa o interesach europejskich, które choć wydają się oczywiste to okazuje się, że oczywiste są dla mało kogo.
  1. Utrzymanie korytarza dla kaspijskiej i środkowoazjatyckiej ropy i gazu powinno być priorytetem. Co prawda nie rozumiem, dlaczego nie możemy importować surowców z krajów arabskich, podobnie jak robią to zarówno Amerykanie jak i Chińczycy? Może ktoś mnie oświeci?

  2. Nie dopuszczenie do precedensu, gdy dla ochrony, nie ważne w tym miejscu, czy prawdziwej czy rzekomej, jakichkolwiek obywateli, Rosja może najeżdżać demokratyczny kraj. Przypadek Kosowa przywoływany na początku konfliktu jest absolutnie nieadekwatny, bo nikt nie najechał ani Serbii ani Kosowa i nie niszczył całej infrastruktury tych krajów. Bliższą analogią mogłaby być wojna w Iraku oraz Afganistanie, które USA i spółka najechały w ramach „wojny z terroryzmem” i zaprowadzają tam bez powodzenia „ład” i „porządek”, bez brania pod uwagę lokalnych uwarunkowań społeczno kulturowych. Jednak jeśli Rosja rzeczywiście chce być postrzegana jako część Europy (jak chcą tego choćby Niemcy), jeśli mamy ją poważnie traktować jako demokratyczne cywilizowane państwo, to gruzińska sytuacja jest kategorycznie nie do przyjęcia. Wojna z państwem z innego kręgu światopoglądowego, z państwem autorytarnym, po miesiącach ultimatów i przygotowań to jedno. Nie mam najmniejszego zamiaru usprawiedliwiać takich wojen. Ale wojna z państwem demokratycznym, w naszym kręgu cywilizacyjnym jest nie do przyjęcia. Jeśli Rosja może zniszczyć Gruzję to dlaczego nie może zniszczyć i podzielić Ukrainy, Mołdawii i innych europejskich krajów, gdzie są rosyjscy „obywatele”? Jeśli Rosja chce być poważnie traktowana, musi się poważnie zachowywać.

  3. Nie można dopuścić do powtórki z 1938 roku, gdy uległość wobec imperialnych zachowań przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego. I to wobec wszelkich przesłanek wskazujących, że Rosja układać się może jedynie z silniejszym, że Rosja słabych ma w głębokim poważaniu. Dlaczego Rosja nie walczy z Chinami nawet na płaszczyźnie politycznej? Dlaczego z Japonią konflikt o wyspy kurylskie dawno przysechł? Rosja bada granice, do jakich się może posunąć. Brak reakcji rozzuchwali ją dokładnie tak samo jak rok 1938 rozzuchwalił Hitlera. Nie twierdzę, że nie byłoby wojny, ona i tak by miała pewnie miejsce, bo jawnie do niej Niemcy ówcześnie dążyli, ale gdyby Francja i Anglia zareagowali tak jak powinni w 1939 roku, potęga Niemiec zostałaby złamana jak zapałka. Tak twierdzą dzisiaj historycy. Pacyfizm nie zawsze jest najlepszą drogą dla zachowania pokoju. Dzisiaj Rosja pokazuje już całkiem jawnie, że cywilizowany świat ma gdzieś i jeśli nie zareagujemy, kolejny raz obudzimy się z ręką w nocniku. A miało być tak pięknie.

Trzy powyższe interesy powinny wystarczyć, aby zareagować natychmiast. Tak się nie stało i mamy otwarte lekceważenie rozejmu połączone z nieustannymi zapewnieniami, że Rosjanie są w trakcie wycofywania. Nie potrafię znaleźć wytłumaczenia dla działań polityków starających się ciągle zachować zimną krew. Nie wierzę w ich głupotę, nie wierzę w zaniedbanie. Nie wierzę w krótkowzroczność. Za każdym z nich stoi sztab doradców i analityków. Przeraża mnie jak daleko sięga rosyjska propagandowa agentura, która zrobiła wodę z mózgów nie tylko własnym obywatelom, ale również znakomitej większości unijnych decydentów. Przytomne słowa przywódcy Torysów w Wielkiej Brytanii są jednak, jakże po polsku, zbywane przez rządzącą koalicję irytacją, że "ten pan nie powinien tego robić".

Z powyższych powodów, w obecnej sytuacji, zupełnie inaczej przychodzi mi spojrzeć na „polityczne awanturnictwo” dyplomatołków z otoczenia naszego prezydenta. Rezerwa wobec uznania Kosowa bardzo szybko okazała się być czymś więcej niż niechęcią wobec podążania w zgodzie z „cywilizowanym światem”. W dzisiejszej sytuacji również to otoczenie prezydenta jest tym nielicznym ośrodkiem, który dostrzega dalekosiężne konsekwencje obecnej sytuacji. Ten „cywilizowany świat” zostawił nas samopas w 1939 roku, oddał nas na pastwę sowietów w 1945, a teraz po 1989 roku nie raz już ustami swoich polityków napominał, że „znowu zmarnowaliśmy okazję do tego, by siedzieć cicho”. Ja nie chcę, by rządzący Polska siedzieli cicho. Ja chcę by rządzący Polską dbali o POLSKIE interesy w podobny sposób jak to robią Niemcy, Francuzi czy Anglicy. Prezydencki rajd do Tbilisi był tego dobrym przykładem. Mam nadzieję, że na tym rajdzie się nie skończy, że za tym pójdą jakiekolwiek sensowne działania, nie polegające na chowaniu głowy w piasek. Nawet, jeżeli trzeba będzie zacząć budować nową antyrosyjską koalicję, o co Rosja aż się prosi! Mam nadzieję, że oportuniści zostaną tym razem zepchnięci na margines, a polscy i zagraniczni przedsiębiorcy dalej będą mogli spokojnie i swobodnie inwestować w akcje i nieruchomości na polskim rynku.

dopisane 23 sierpnia:
Od początku dziwiłem się dlaczego to Gruzini "dali się sprowokować", gdyby np. bateria artyleryjska umieszczona w Katowicach strzelała do Sosnowca, to akcja wojska albo policji by zlikwidować taką baterię też oznaczałaby "uleganie prowokacji"? I dawałaby np. Niemcom prawo do interwencji??? Nikt nie uważa strzałów wykonywanych przez Osetyjczyków za agresję, natomiast strzały Gruzinów to idiotyczna agresja? Kule osetyjskie mniej ważą? Nie dajmy sobie robić wody z mózgów!!! Poniżej link do świetnego zestawienia faktów z początków wojny:
Kto wywołał tę wojnę? - analiza TVN.

Tutaj pierwsza część uwag na gorąco spisanych w poście Wojna rosyjsko-gruzińska.

6 komentarzy:

  1. Witam witam, jakiś czas tu nie zaglądałem, a tutaj takie wielgachne teksty, uff, ale dobrze się czyta:)

    Nie pretenduję do miana znawcy tematu, dlatego nie będę się rozpisywał, za daleko mi do oceny sytuacji politycznej na świecie. Zgadzam się jednak niemal z wszystkim co napisałeś, choć ciągle mam mieszane uczucia co do "rajdu prezydenta" do Gruzji. Masz rację, że nie powinniśmy siedzieć cicho, jednak trochę mnie ten ton Kaczyńskiego przeraził i zrobiło mi się nie swojo. I nie dlatego, że gadał głupoty, bo prawił dobrze (nie myślałem nigdy, że takie coś napiszę), szczerą prawdę sypał, a jednak... Boli mnie to, że znów wszystko wygląda na to, że szykujemy się na chłopca do bicia. O ile nie jestem antyzachodni (a nawet prozachodni bardziej) to mdli mnie na widok reakcji Zachodu, szczególnie Niemców. Tak jak napisałeś, nie kiwną palcem. I właśnie w tym problem - wybieramy się (póki co) na wojenkę na słowa, w której jesteśmy bez szans. I znów nikt nas nie chce poprzeć, nikt chyba na Zachodzie nie uczy się z historii. Rosja robi co chce, naśmiewa się w twarz UE, a UE z pokorą po cichu to znosi. Boję się trochę konsekwencji tego, co teraz się dzieje, bo mieszkam w kraju, za którym nikt znów nie zapłacze

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. @finwe.isilra witaj po latach ;-) Ja też nie pretenduje do znawcy tematu. Po prostu zbieram sobie czasem do kupy na własny użytek informacje z różnych stron i staram się wyciągać wnioski. Czy one są słuszne to inna sprawa. Ale staram się dopuszczać do głosu zdrowy rozsądek w tym propagandowym szumie informacyjnym, który nas otacza z każdej strony...

    Pozdrawiam - Igor

    OdpowiedzUsuń
  3. czołem tu Krzych
    Przeczytałem o Gruzji z zinteresowaniem bo byłem tam w zeszłym roku i zwiedzałem ten jakże mały i jakże porazająco biedny kraj na rowrze. Poza tym wątek polski równiez mnie interesuje. Noata bene jakis czas temu tVp pokazała (czas emisji chyba druga w nocy... ciekawe czemu:) rewalacyjny dokumentalny materiał o polityce Putina jego rozgrywkach wewnętrznych, wlasciwie nieskrywanych imperialnych aspiracjach, pozycji Rosji i postawie spoleczenstwa które wreszcie ma silnego przywódce rzadzacego silna reką po spolegliwych wodzach typu Gorbaczow lub zaijaczonych starcach typu Jelcyn itp - mówino o Litwinience, o poliyce zasobów energetycznych, o wysadzeniu ryrociagu gazowego i o wielu watkach o których polskie media milaczą - materiał był wstrzasajacy a ja coraz bardziej przerazony - wniosek Putin to czlowiek dla nas bardzo niebezpieczny i niestety jest jeszcze relatywnie młody... - reportaz zrobili albo włosi albo francuzi (nie pamietam dokładnie) i nie dam rady go opisac. W kazdym razie wydarzenia typu Gruzja osadam w tym kontekscie i nachodza mnie czarne mysli co do naszej sytacji. Igor ma racje ze nasze polozenie nie rozni sie zasadniczo od tego z 39 roku. Nie dysponujemy dostateczna siłą militarną by oprzec sie ewentualnej inwazji a stawianie oporu werbalnego kojrzy mi sie (mimo słusznosci wypowiedzi) z podskakiwaniem słabeusza co liczy na przyjaciół do dryblasa bo wie ze "powalczy" do czasu pierwszego ciosu... jak sie nad tym zastanawiam to zadaje sobie pytanbie czemu takich dylematów moralno-politycznych nie mają np. czesi czy słowacy - fakt niehonorowo ale wojne te narody przetrwaly i mienie ich kraju nie zostalo obrócone w gruzy. Co jest wazniejsze honor i beznadziejna walka typu Powstanie Warszawskie (i hekatomba krwi i straty biologiczne narodu i materialne niewyobrazalne), czy niechonorowe ale madre unikanie eskalacji zagrozenia ze strony sił i tak wielokrotnie silniejszych (taka bojazliwa, ale madra kalkulacja typu Hachy - zyski i straty.. nie wykluczajaca biernego oporu) ale dzieki temu naród nie został wyniszony itp. Czy czesi tez czuja sie oszukani Jałtą... Odszedłaem od tematu Gruzji ale to dlatego ze jakolwiek równiez uwazam ze Kaczynski ma racje i podnosi wazne sprawy, to boje sie ze to jest glos osamotniony (i nie poraty odpowienim naciskiem - a do niego Polska nie wystarczy) a nie wierze w zbudowanie antyrosyjskiej koalicji. Jesli tak sie nie stanie to co to własciwie daje poza tym ze jestesmy na czarnej liscie ewentualnego agresora... ok - Wracając do Gruzji - kraj ten poza wybrzezem Morza Czarnego to bida z nedzą - wsie do złudzenia przypominaja wsie zachodniej Ukrainy - wszystko stare, kryte eternitem, brudy wywalene do rzeki, te same stare łady i wołgi i rosyjasie ciezarówki sprzed 20-30 lat na dzurawych drogach - słowem jakbym nie wiedzial gdzie jestem to bym uznał ze na Ukrainie. Byłem w Gori - to bardzo małe miasteczko przypominajace Białą Podlaską 20 lat temu z jedną prowizorycznie i powierzchownie odnowianą centralna aleją, gdzie jest Muzeum Stalina i jego pomnik. Stare bloki na tej ulicy sa wszystkie odmalowywane tylko z frontu na jeden kolor - podobnie ich balkony i całosć tworzy jednolity uporzadkowany widok, ale wystarczy zejsc z chodnika 10 metrów pomiedzy bloki i zobczyc je z drugiej strony... syf to za słabe słowo. Jak sobie mysle o pladrowaniu tego miasta to sie zastanawiam co tam mozna bylo ukrasć... W Tibilisi juz jest lepiej - tam sa drogie sklepy, restauracje samochody itp. Nota bene niedaleko Gori był garnizon gruzinski wyposarzoany w sprzet amerykanski z demobilu pamietajacy conajmniej wojnę w Wietnamie a i czasem ...II WŚ (np odkryte ciezrówki GMC - ale nie ma co sie dziwic Norwegia wycofała je tez całkiem niedawno). Reasumując pomimo wysokich gór w Gruzji rozdeptanie przez Rosje tego kraju to moim zdaniem niewielki problem a zyski sa wylacznie polityczne dla Rosji i osiagniete niewielkim wysiłkiem militarnym. To taki głos na boku w gruncie rzeczy potwierdzajacy to o czym piszecie.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Igor: Jakby jednak nie było, masz znacznie większe pojęcie o sprawach związanych z Azją generalnie niż ja;)

    A propos - jak tam żeniaczka?:))) Coraz bliżej, prawda, też mi się już swoboda powoli kończy:))

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. @finwe.isilra nic mi nie mów. Stres mnie zjada, że o czyms ważnym zapomnę. Byle bym nie zapomnial z kim sie żenię ;-))))

    @Krzychu, ja też sie nad tym zastanawiałem i powiem ci, że w prawie wszystkich kulturach cel życia mężczyzny sprowadza się do nadania sensu swojej śmierci. Nie kupuję czeskich tłumaczeń. Czesi stracili całą szlachtę w XIII wieku, gdy urządzono im znacznie skuteczniejszy Katyń. To o czym mówisz to postawa chłopów pańszczyźnianych z Wiernej Rzeki. Ja tez z chlopów jestem prosty człek, ale bardziej sie podpisuje pod tradycją Bartosza Głowackiego. Poza tym Słowa mają siłę. Słowa to nie tylko skakanie kmiotka na podworku. Bez Słów nie byłoby Chaty. Bez Powstania Warszawskiego nie byłoby Sierpnia. A Sierpień'80 to też były przede wszystkim Słowa.

    Tyle. Nie będe podejmował wątków dotyczacych jakosci uzbrojenia czy gruzińskiej biedy, bo to jest zupełnie odrębny temat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po czesci masz racje, nie bierzesz pod uwage interesow tych, ktorzy steruja polityka militarna USA. Prezydent Gruzji ukonczyl studia w USA i jest politykiem silnie prozachodnim. Akcja militarna Gruzji nie mogla odbyc sie bez przyzwolenia amerykanskich sluzb bezpieczenstwa. Niektorzy nawet twierdza, ze pod ich namowa w celu sprawdzenia reakcji Rosji i prognozowana wojny USA-Iran.
    Odnosnie tarczy:
    Skutecznosc dzialania tarczy nie zostala przetestowana.
    Artykul w Guardian: "The US missile defence system is the magic pudding that will never run out. Poland is just the latest fall guy for an American foreign policy dictated by military industrial lobbyists in Washington"
    www.guardian.co.uk/commentisfree/2008/aug/19/usforeignpolicy.russia

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka