aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Karakałpacja

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

Karakałpakstan jest największym wilojatem (czymś rodzaju województwa) Uzbekistanu, który dodatkowo posiada status autonomicznej republiki. Według innych źródeł to nie jest żaden wilojat tylko po prostu autonomiczna republika. Zajmuje obszar ponad 1/3 powierzchni Uzbekistanu, na którym mieszka ok. 1300 tys. osób czyli niecałe 5% ludności Uzbekistanu. Niegdyś teren ten był częścią Kazachstanu, później został włączony do Imperium Rosyjskiego, a od 1930 roku jest częścią Uzbekistanu. To tutaj Amu-Daria wpada do Morza Aralskiego, to tutaj był jeden z dwu największych aralskich portów – Moynak. Jeszcze w połowie XX wieku rosły tu ponoć lasy, w których grasowały tygrysy, a na polach uprawiano bawełnę. Według amerykańskiego przewodnika w czasie głodu w 1921 roku, na apel Lenina rybacy z Moynaku wyłowili w krótkim czasie rekordową ilość 21 tys. ton ryb ratując od śmierci głodowej mieszkańców regionu nadwołżańskiego. Znając historię, źródłem tej informacji mogła być jakaś propagandowa ulotka albo komunistyczna czytanka. Nawet jeśli rzeczywiście tak było, to kilkanaście lat później historia nie miała szansy się powtórzyć w związku z głodem na Ukrainie. Dziś pejzaż Karakałpacji stanowi głównie słona pustynia.

Uzbecy stanowią jedynie 33% mieszkańców Karakałpaku, a sami Karakałpacy twierdzą, że zdecydowanie bliżej im do Kazachstanu niż do Uzbekistanu. Ich języki są bardzo zbliżone, natomiast uzbecki postrzegają jako zupełnie inną rodzinę. Gdyby mieli wybierać, to nie ma wątpliwości, że wybraliby Kazachstan. Ale los rzucił ich w objęcia Taszkientu i trudno, starają się żyć jak mogą. Tutaj zawsze rządziło jakieś inne imperium. Od Czyngis Chana, przez Tamerlana, po Imperium Rosyjskie. Nawet Uzbekistan jako taki został niepodległym krajem dopiero w 1991 roku.

W całym Uzbekistanie mieszkańcy twierdzą, że za Sojuza było lepiej niż teraz, była praca, nie było aż takiej korupcji, natomiast teraz zupełnie jawnie kabzę nabija tylko klasa rządząca. W Karakałpacji ta opinia jest jeszcze bardziej nasilona. Taszkient traktuje ten region jak zbędnego bękarta. Wstrzymane są jakiekolwiek inwestycje i dotacje, w państwowych firmach niewypłacane są pensje po kilka miesięcy, a jak w końcu są wypłacane to tylko częściowo. Region wysycha coraz bardziej i coraz bardziej biednieje. Stolica nie zamierza z tym absolutnie nic robić. Jedynie Gazprom inwestuje w eksploatację bogatych złóż gazu. Reszta chyba już postawiła na tym regionie krzyżyk.

Pomimo tego ludzie tutaj są, podobnie jak w większości krajów Azji Środkowej, niezwykle uprzejmi i uczynni. Zarówno wobec siebie nawzajem jak wobec obcych. Z jednej strony nienawidzą Karimowa i jego klikę, ale jednocześnie nie pałają żądzą odwetu lub zemsty. Są nastawieni pokojowo. Kilka miesięcy wcześniej jacyś „terroryści” wysadzili i spalili największy w Nukusie dom handlowy. Ani prasa, ani telewizja nie zająknęła się na ten temat. Cisza. Nic się nie stało. Ale wypalony szkielet stoi do dzisiaj. A Karakałpacy się dziwią, kto to mógł być? Prowokacja Taszkientu? Przecież oni tylko zniszczyli dobytek normalnych ludzi oraz ich miejsca pracy. Według miejscowych to żadni terroryści, tylko zwykli wandale. Bo jakiś dom handlowy w Nukusie stolica i tak ma w głębokim poważaniu.

Zastanawia w takim razie dlaczego Karimow i jego ludzie są nieustająco wybierani w kolejnych wyborach? Odpowiedź jest prosta. Nie muszą w tym celu uciekać się do fałszerstw. Wystarczy dla zachowania pozorów demokracji wystawić kilku kandydatów, z których każdy będzie z „układu”, ale na różnych poziomach zaufania. Kandydat z najniższej półki będzie przedstawiany jako opozycja. A po wyborach głosy są liczone i okręgi, w których człowiek Karimowa dostał najmniej głosów lub gdzie poszło mało ludzi do urn, mają radykalnie obcinane i tak wątłe budżety. Tworzy się więc specyficzne współzawodnictwo, aby mieć jak największy odsetek głosów na właściwego człowieka. Kontrkandydat i tak jest tylko figurantem. Nie opłaca się głosować niewłaściwie albo w ogóle nie głosować. Tak wygląda Uzbecka demokracja na poziomie zwykłych ludzi. Jak sobie dołożymy aresztowania politycznych aktywistów, tortury i wysyłanie wojska na ulicę w razie najmniejszych demonstracji – nie powstaje zbyt różowy obraz. Obraz postkomunizmu w pełnej krasie z zachowaniem najlepszych radzieckich wzorów.

Jest też oczywiście druga, jaśniejsza strona medalu. Na ulicach jest niezwykle bezpiecznie. Nawet po zmroku nie widać śladu agresji. Kiedyś zmorą turystów były powszechne haracze na niezwykle częstych na drogach punktach kontrolnych. Teraz policja najwyraźniej otrzymała prikaz, aby do turystów podchodzić bardzo pobłażliwie, opiekuńczo i pomocnie. Osławione łapówki przy bramkach odeszły w zapomnienie. Gdy policjant widzi, że kierowca wiezie zachodnich turystów, przepuszcza samochód bez żadnej kontroli. Karimow wziął się w końcu za solidny PR, który może przynieść odpowiedni skutek, bo w każdym z turystycznych miast liczba turystycznych wycieczek (wśród których prym wiodą Francuzi) jest powalająca. Kasa zostaje w kraju, a opinie wracają razem z podróżnikami. Nie niepokojony turysta będzie się zastanawiał, podobnie jak w Chinach Roku Olimpiady: dlaczego ci żądni sensacji dziennikarze piszą tylko o torturach, zamiast o pięknych zabytkach Samarkandy?

Republika Uzbekistanu po 1991 roku - z portalu psz.pl
Oficjalna strona Karakałpacji

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka