aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 19 maja 2008

Uzbecka wiza

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

Plan podróży obejmował ok. dwa tygodnie w Uzbekistanie, niecały tydzień w Kirgistanie i dwu-trzydniowy tranzyt przez Kazachstan do Almaty. Plan udało się zrealizować 100%.

• Wylot z Warszawy do Taszkientu przez Stambuł - 18 kwietnia 2008 r.
• Przelot z Taszkientu do Nukusu – 20 kwietnia 2008 r.
• Powrót z Almaty do Warszawy, również przez Stambuł – 11 maja 2008 r.

Koszty i inne praktyczne informacje zbiorę na końcu.

Poniżej mapka podróży w maps.google.pl z zaznaczonymi miejscami noclegowymi oraz opisywanymi miejscami. Będę ja uzupełniał razem z opisem:


Ale wrócę do początku. Najtrudniejszym elementem przygotowań było uzyskanie uzbeckiej wizy. Wjechanie do Azji Środkowej nie jest bowiem wcale takie łatwe. Państwa te rządzone są w większości przez byłych pierwszych sekretarzy republik radzieckich. Rządzone są twardą ręką, oczywiście w trosce o obywateli: ze względu na zagrożenie terrorystyczne. Chlubnym wyjątkiem jest Kirgistan, który jest ostoją demokracji w regionie i do którego wiz nie potrzebowaliśmy. Niestety, podobno od lipca ma się to zmienić. Więcej o sytuacji w poszczególnych krajach będę miał jeszcze okazję napisać później.

Do Uzbekistanu można wjechać na wycieczkę zorganizowaną przez lokalne biuro podróży. Oczywiście są w Polsce biura, które robią takie wycieczki, ale (chyba) muszą mieć uzbeckiego partnera. Wieść gminna niesie, że Uzbekistan panicznie boi się dziennikarzy, którzy mogliby pod pretekstem turystyki zebrać i przekazać niepochlebne o tym kraju informacje. Indywidualne załatwienie wizy jest bardzo trudne i skomplikowane, warto więc skorzystać z biura, które stworzy plan wycieczki i zorganizuje wizę. Oczywiście nie jest to połączone z obowiązkiem wykupu takiej wycieczki.

My skorzystaliśmy z usług Warmosu. Jest to mała firemka, mieszcząca się przy Placu 3 Krzyży w Warszawie, w której pracują dwie osoby: Sergiej i Swietłana. Radzę unikać za wszelką cenę kontaktów ze Swietłaną. Mam wrażenie, że jej orientacja w świecie i wszelka inna wiedza kończy się na znajomości własnego imienia. Za to Sergiej jest jak najbardziej rzeczowym i konsekwentnym w realizacji spraw człowiekiem.

Zatrzymam się chwilę na załatwianiu wiz, bo śmiechu było z tym, co niemiara. Wizę standardowo załatwia się w dwa-trzy tygodnie. Biuro w Uzbekistanie wysyła zaproszenie dla nas do odpowiedniej rządowej komórki, ta komórka przysyła do biura w Warszawie tzw. promesę wizową, następnie razem z tą promesą i zaświadczeniem o zatrudnieniu, składany jest wniosek wizowy w konsulacie uzbeckim. Konsulat to mała willa na skraju Ursynowa. Zostaliśmy wezwani na rozmowę, rozmowa z ubranym w sweterek młodym panem Konsulem odbyła się przez małe okienko, jak w kasie PKP. Zostaliśmy szczegółowo przesłuchani: po co tam jedziemy, co będziemy oglądać, na czym polega nasza praca, czym zajmuje się nasza firma, skąd wiemy o Uzbekistanie i różne inne dziwne rzeczy. Nie spodobała się Konsulowi profesja Gośki, więc zażyczył sobie szczegółowej rozpiski na temat zakresu obowiązków badacza rynku. Marcin jest oficerem polskiego wojska, więc Konsul zażyczył sobie zaświadczenia od przełożonych, że Marcin jedzie tam na urlop zupełnie prywatnie. Wydaje się oczywiste, że gdyby jechał tam ze szpiegowską misją, to przyniósłby specjalne zaświadczenie szczegółowo opisujące cel takiej misji.

W końcu udało się załatwić wizę uzbecką, zatem można przystąpić do załatwiania tranzytowej wizy kazachskiej. Z tym nie było już żadnych problemów, złożyłem w ambasadzie Kazachstanu wniosek o wizę tranzytową, po siedmiu dniach odebrałem. Wszystko. Wiza uzbecka w paszporcie była wystarczającym przetarciem szlaku. Kirgistan jeszcze do lipca 2008 roku jest dla Polaków otwarty.

Więcej nerwów z wizą miał Marcin, który wcześniej wyleciał na trzy tygodnie do Nowej Zelandii, wracał na 5 dni do Polski i leciał z nami do Uzbekistanu. Część rzeczy musiał załatwiać przez pośredników, ale wizy do paszportu nie mógł wkleić w międzyczasie, paszport bowiem był razem z nim w Nowej Zelandii<. Problem polegał na tym, że w normalnych warunkach na każdą z wiz czeka się 7 dni roboczych. Odbywała się wojna nerwów. Sergiej używał swoich kontaktów, by przygotować grunt pod akcję błyskawicznego wklejania wiz, a Swietłana tydzień przed powrotem Marcina zdążyła stwierdzić, że przecież wiza kazachska już dawno jest wklejona w jego paszport. Na szczęście umiejętności negocjacyjne Sergieja okazały się skuteczne i obie wizy cudem znalazły się w paszporcie Marcina dzień przed wylotem.

<<< poprzedni odcineknastępny odcinek >>>

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka