aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Nauki przedmałżeńskie

Przygotowując się do ślubu trzeba odbębnić wiele rzeczy, miedzy innymi trzeba przejść przez nauki przedmałżeńskie. Można to zrobić odwiedzając swoją lub wybraną parafię 9 razy przez 9 kolejnych tygodni. Można też spróbować zapisać się na tzw. rekolekcje dla Narzeczonych, które zaliczają ci kurs w jeden weekend. My wybraliśmy ten drugi wariant. Gośka dostała namiary od znajomych i przez pół dnia, we dwoje wisieliśmy o wyznaczonej porze na telefonie, by dodzwonić się na zapis. Udało się. Teraz trzeba sie przemęczyć.

Nie mam jednak zamiaru powielać w tym miejscu opisów, jakie młodzi małżonkowie roztaczają przed tymi, którzy takich nauk jeszcze nie doświadczyli. Dość powiedzieć, że w tych opowieściach nieustannie i same wykłady i komentarze o biorących w tych wykładach narzeczonych, przedstawiane są w taki sposób, że jedyne oczekiwanie jakie pojawia się w człowieku przed wyjazdem to: "oby jak najszybciej to minęło" oraz "oby jakoś to przetrwać". Z takim też nastawieniem my pojechaliśmy do Lasek. Tak, macie rację, wyjechaliśmy z poczuciem zaskoczenia. Zostałem o to poproszony, więc nie zdradzę metody prowadzenia zajęć, niemniej mogę podzielić się kilkoma refleksjami.

  1. Nieoczekiwanie chyba dla wszystkich uczestników, rekolekcje te COŚ im dały. Widać to było nie tylko w podsumowujących komentarzach na zakończenie spotkania, ale również w rozmowach na papierosie. Ludzie wyjeżdżali z Lasek z poczuciem ułożenia, uporządkowania w głowach, wyciszenia i autentycznego skupienia się na sobie nawzajem w poszczególnych parach. Przy czym, co zupełnie normalne i zrozumiałe, każdy miał jakieś zastrzeżenia co do treści lub formy zajęć, niemniej widać było, że pomimo deklaracji obojętności, niemal każdy jest w jakiś pozytywny sposób poruszony i zbudowany.

  2. Prawie każda para deklarowała brak jakichkolwiek nowych informacji o sobie nawzajem, ale jednocześnie każda para zauważała, że jakaś sfera jest jeszcze nie przegadana i nie poruszona. A przecież to też bardzo ważna informacja.

  3. Myślę, że dużo więcej by dały takie spotkania parom, które pobierały się, jak kiedyś - niespełna po pół roku znajomości ;-) Po pięciu, ośmiu, czy jak w naszym przypadku po dwunastu latach bycia razem - niewiele pozostaje tematów nieporuszonych, nieprzegadanych. Niemniej materiał jaki wynieśliśmy z tych spotkań jest dobrą podstawą, którą można niejednokrotnie wykorzystać w przyszłości.

  4. Nie, nie można jednak spodziewać się zbyt wiele. Choć była jedna para, która być może dopiero będzie myśleć o oświadczynach, nie są to raczej spotkania mogące diametralnie odmienić jakikolwiek światopogląd czy opinię, albo które mogą odkryć przed uczestnikami jakieś inne pokłady wiedzy o sobie czy o świecie.

  5. Co dla mnie było niezwykle ważne i czego chyba najbardziej się bałem, atmosfera była naprawdę bardzo liberalna. Co prawda faceci spali w oddzielnych pokojach niż kobiety, a przed każdą prawie czynnością była krótka modlitwa, ale w sumie na wyjeździe organizowanym na zlecenie Kościoła trudno sie tego nie spodziewać. Niemniej panowała naprawdę atmosfera tolerancji i brak było jakiejkolwiek ostrzejszej indoktrynacji religijno-ideologicznej, o co w przypadku tego typu spotkań niezwykle łatwo. Prowadzili to ludzie naprawdę o wysokim poziomie wyczucia i taktu. Dla mnie było to naprawdę cenne.

  6. Należy zdecydowanie zabrać ze sobą wałówkę. Niestety siostry fatalnie gotują i wyjątkowo niezdrowo. Kuchnia oparta jest na kiełbasie i parówkach, o warzywach w zasadzie można zapomnieć. Ja naprawdę nie jestem wymagający, ja tylko liczę kalorie (ważne, by było ich jak najwięcej), ja rozumiem że ascetyczna kuchnia ma pozwolić na lepsze skupienie, ale nie jestem przekonany, by skupieniu pomagał ból brzucha, który stał się udziałem połowy uczestników wyjazdu.

  7. Niedostatki jedzenia wynagradza za to piękna okolica. Jest kilka przerw, gdy można pójść na krótki spacer po lesie. Cisza, spokój, zieleń i świeże powietrze pozwalają przystanąć, odsapnąć i naprawdę się skupić na tym co ważne.
Reasumując, jeśli nie chcesz stracić tego czasu, tylko wynieść coś dla siebie - spokojnie mogę polecić wyjazdowe, weekendowe rekolekcje dla narzeczonych prowadzone przez Małżeńskie Drogi. Nie jest to żadna kryptoreklama, jestem nieochrzczonym agnostykiem, piszę subiektywnie, ale z całkowitym przekonaniem. Dałem sie tam zawieźć narzeczonej i nieoczekiwanie dla nas obojga weekend ten okazał sie być całkiem miły i wartościowy.

5 komentarzy:

  1. Tak się śmiesznie składa, że jestem w zbliżonej do Ciebie sytuacji.. Ślub mam we wrześniu, z przyszłą żoną jesteśmy już razem cztery lata. Jednak Ty wykazałeś jak widzę więcej dobrej woli, bo my nie potrafiliśmy się przemóc, by brać udział w naukach (obojętnie w jakiej formie). Dlatego też (na szczęście są księża, którzy takie coś rozumieją) mamy kwitek w niecny sposób załatwiony;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, dobra wola to jedno, a czysta ludzka ciekawość to drugie. Z tego drugiego powodu nie opierałem się zbytnio ;-) Pozdrawiam! (też ślub we wrześniu ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Może jeszcze 01. września, co?:))

    Pozdrawiam serdecznie z powrotem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie no, gdzie? W poniedziałek? 6. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ano gdy nie ma wolnych terminów w co lepszych salach, to i w poniedziałek trzeba:) Mogliśmy się wcześniej zgadać, trzeba było wspólnie odprawiać, to by taaaakie oszczędności były:P

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka