aktualizacja w weekendy ;-)

wtorek, 25 marca 2008

Tybetańskie lustro

Spora wrzawa się wywiązała z powodu ostatnich zamieszek w Tybecie. Obserwuję tą wrzawę z uwagą, ale też z daleko posuniętą rezerwą, wynikającą ze świadomości prostego faktu: historię piszą zwycięzcy... Niestety Tybetańczycy mają pecha: na dachu świata tylko Chińczycy mają swoje interesy. Nikt, poza Chińczykami, nie jest ani kapitałowo, ani politycznie zaangażowany w tym regionie. Co więcej, wielu przeszkadza sprawa Tybetu w prowadzeniu interesów. Indie, USA, Rosja i większość innych krajów handluje z Chinami, a nie z Tybetańczykami. Z Dalajlamą fajnie się spotkać, pokazać, zamanifestować swoje poparcie dla wspólnych idei, ale na to, by za deklaracjami poszły twarde czyny, Dalajlama raczej nie ma co liczyć.

Historię piszą zwycięzcy. Dlatego o Katyniu oficjalnie mówi się dopiero teraz. Dlatego masowa eksterminacja Indian w USA była romantycznym zdobywaniem Dzikiego Zachodu. Dlatego Aborygeni jeszcze na początku XX w. zaliczani byli do fauny kontynentu australijskiego. Dlatego Saddam Hussajn był ważnym partnerem USA w czasach Zimnej Wojny i zbrodniarzem, gdy przestał być potrzebny i jednocześnie (o zgrozo!) zaczął realizować własną politykę. Jedynym graczem, z którym Chiny mogłyby się liczyć jest USA. Czy można mieć nadzieję na jakikolwiek ruch ze strony Ameryki? Osobiście nie widzę na to najmniejszej szansy. Dlaczego? Z powodu gigantycznej hipokryzji całego świata zachodniego, który gdzieś na początku czasów nowożytnych przestał poważnie traktować wyznawane wartości. W tej materii odsyłam do Kołakowskiego oraz do Chomsky'ego (do którego pewnie jeszcze wrócę).

Jaki jest obecny azjatycki układ sił? W największym skrócie:
  1. USA trzymają Chiny za jaja kontrolując morski szlak, którym idzie ropa z krajów Arabskich. Wystarczy zablokować cieśninę Malakka by pozbawić Chiny dostaw jednego z najistotniejszych surowców.

  2. Dlatego Chiny dogadały się z Rosją i krajami Azji Centralnej, by zbudować rurociąg przesyłający ropę i gaz z tego regionu.

  3. Ocenia się, że w ciągu 20 lat potencjał militarny Chin dogoni potencjał USA w stopniu uniemożliwiającym Ameryce przeprowadzenie zwycięskiej wojny z Chinami. Dziś na portalu Dziennika pojawił sie artykuł z informacja, że USA już dziś miałyby problemy: "Państwo Środka może pobić Amerykę"

  4. Chiny od jakiegoś czasu (jeśli jeszcze tego nie robią, to coraz poważniej to rozważają) zaczynają zamieniać rezerwy walutowe z dolara na euro.
Wiadomo już dzisiaj, że USA nie pójdzie na konflikt z Chinami. Po pierwsze ma za dużo interesów w tym kraju. Po drugie Ameryka jest wycieńczona Irakiem i Afganistanem i konflikt z powodu Tybetu czy Tajwanu jest coraz mniej realny czysto finansowo. Ale przede wszystkim Chiny nie spełniają trzech podstawowych warunków uderzenia prewencyjnego, sformułowanych przez Chomsky'ego. W swojej książce "Hegemonia albo przetrwanie" pisze on na stronie 25:

"Ofiara wojny prewencyjnej musi odznaczać się kilkoma cechami:
  1. Musi być praktycznie bezbronna.
  2. Musi być na tyle ważna, by w ogóle opłacało się podejmować jakieś działania.
  3. Musi dać się ją przedstawić jako ucieleśnienie skrajnego zła i bezpośrednie zagrożenie dla naszego przetrwania."
Irak spełniał wszystkie warunki, a Chiny zostały wykreślone niedawno z listy krajów łamiących prawa człowieka. Tybetańczycy nie mają na kogo liczyć. Jak powstanie rura z Azji Centralnej światowy układ sil ulegnie jeszcze głębszej zmianie i nic nie będzie już takie jak obecnie. Amerykanie stracą argument cieśniny Malakka, dolar zupełnie straci na znaczeniu, bedzie albo wojna, którą Ameryka zawsze ratowała gospodarkę, albo zmieni się światowy lider. Nie pozostanie nic innego jak uczyć się chińskiego. Tybetańczycy nie są sami. Wystarczy popatrzeć na Afrykę. Wystarczy popatrzeć na historie europejskich podbojów i w Ameryce i w Afryce czy w Australii. Szczerze mówiąc nie dziwię się Chińczykom, którzy pukają sie w czoło na moralizatorskie nawoływania Zachodu w sprawie Tybetu. Być może Chińczycy za 100 lat pójdą w ślady Australii i przeproszą Tybetańczyków, ale na razie, przy obecnym układzie sił i poziomie wiary w deklarowane wartości Tybet stoi niestety na przegranej pozycji.

Ciekawy zdystansowany komentarz do wszystkich emocjonalnych reakcji napisał na swoim blogu Łukasz Sobek. W pełni się z nim zgadzam. Podobnie jak w pełni popieram inicjatywę bloga FreeTybet.pl: może i nie możemy wiele zrobić, ale rozmawiajmy! Dyskutując możemy zmienić nastawienie kilku najbliższych znajomych, otworzyć oczy kilku ludziom, a od tego zaczyna się zmienianie świata. Słowa mają siłę. I w tym miejscu być może kolejna niespodzianka: Chiny także dyskutują. Chiny także myślą o możliwych rozwiązaniach. Myślą w zupełnie innych kategoriach, z zupełnie innej perspektywy, ale jednak. Bardzo ciekawy artykuł ukazał sie w ostatnim dodatku Europa: O czym myślą Chiny?

Na dzisiaj wystarczy. Ciąg dalszy mojej opinii w kolejnym wpisie: Chinofoby i chinofile - a nie można normalnie?

16 komentarzy:

  1. Bardzo przyjemny tekst, zwłaszcza po wszystkich agitujących przez które do tej pory przebrnąłem. Wątek z perspektywą USA jest dobrze udokumentowany i bardzo dobrze rozwinięty (no i przede wszystkim ciekawy). Dziękuję :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję również bardzo dobrego tekstu. Przykro mi to mówić, ale mam dość tej "wrzawy" właśnie, tego pustego gadania, pełnego marzycielstwa i emocji, jakoby to apele na blogach mogły coś zmienić. Oczywiście popieram ruch Tybetańczyków, bo dlaczego by nie, każdemu należy się wolność i swoboda, ale te płaczliwe gesty, jęczenie... Jesteś pierwszą osobą, która napisała coś na ten temat rozsądnie, z rozwagą, i nie rzuciła się w wyrywanie włosów. Zgadzam się z Tobą w pełni, wspaniały tekst:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za komentarze.

    @łukasz myślę że wątek imperializmu USA poruszę jeszcze nie raz. Świat dwubiegunowy sie skończył. I nawet w czasie Zimnej Wojny pewne metody nie były w moim odczuciu uzasadnione celami. USA od Rosji czy Chin różni pozim kontroli społecznej, ale w celach i metodach te mocarstwa różnia sie dużo mniej niż sie powszechnie sądzi.

    @finwe.isilra nie przesadzał bym z tą wspaniałością ;-) Jednak myslę, że brak rzeczowego zastanowienia nad przyczynami, możliwościami, metodami i konsekwencją umożliwia działania nieracjonalne. W szumie informacyjnym łatwo olać rozumne argumenty. I to zarówno w Chinach jak i na Zachodzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. @czajnik: eh, za skromny jesteś. Nie wiesz jak to cieszy kiedy w zalewie "płaczków" można przeczytać coś z sensem;)
    Nie pisałeś jeszcze o jednym aspekcie sprawy - wszystkie te lamenty, podnoszone na Zachodzie i u nas, mają też coś wspólnego z nieczystym sumieniem, to trochę tak, jak zafundowanie miesięcznie jednego dolara na biedne dziecko w Afryce, rozumiesz do czego zmierzam? Zapłacę 1 dolara miesięcznie i zrobiłem coś dobrego, więc sprawa załatwiona - miesiąc z głowy;)
    Podobnie tutaj - popłakać, postękać, i już mi lepiej, bo jestem ostatnim sprawiedliwym... Tak to widzę...

    OdpowiedzUsuń
  5. @finwe.isilra: jestem jak najdalszy od opisywania, analizowania czy oceniania osobistych motywacji tych wszystkich płaczków. Pomijam też całkowicie psychoanalizę bloggerów ;-) Interesują mnie zależności i konsekwencja w postawach ideologiczno-instytucjonalnych. Obojętnie czy dotyczy to Tybetańczyków, Chińczyków, Żydów, masonów czy homofobów... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. rzucone żartobliwie "uczcie się chińskiego" po dłuższym zastanowieniu przeraża. Wszystko wskazuje na to, że to okazać się może... boleśnie prawdziwe.

    Przeczytałem z zaciekawieniem.

    Pozdrawiam,
    Mikołaj

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiedziałam czego mi teraz brakowało w swoich wpisach...

    "Dyskutując możemy zmienić nastawienie kilku najbliższych znajomych, otworzyć oczy kilku ludziom, a od tego zaczyna się zmienianie świata."

    Ha. Dzięki za wyrwanie z ust :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. @mikowhy: oj tak, to może byc bolesne. Mozna jednak spojrzeć na to z drugiej strony: dla ilu osób jezyk angielski jest językiem ojczystym? A dla ilu osób jezyk chiński jest jezykiem ojczystym? Nie jestem pewien czy porównanie wypadnie na korzyść jezyka angielskiego...

    @Lanooz twój cytat to całkowicie jawne nawiazanie do hasła ze strony freetibet.pl: słowa maja siłę ;-)

    Pozdrawiam serdecznie - Igor

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie popadnij w samouwielbienie, ale to jeden z lepszych tekstów na temat sprawy Tybetu jakie dotąd przeczytałem ;].

    OdpowiedzUsuń
  10. Postulat by uczyć się chińskiego tylko europejczykom wydaje się być straszny. Tak sie składa że parę lat temu gościłem u siebie pewnego Australijczyka globtrotera. Na moje pytanie jakie zna języki obce ze wstydem przyznał mi że żadne. Gdy go przycisnąłem wyznał mi że w Australii jeśli ktoś uczy się języków to albo japońskiego albo chińskiego (kantońskiego),a to wymaga znacznie więcej pracy niż nauka niemieckiego,francuskiego czy hiszpańskiego w tym rejonie świata kompletnie nieprzydatnych. Na pocieszenie powiedział mi że po przestudiowaniu (dość pobieżnym) gramatyki polskiej wolałby się uczyć polskiego choć nie wymagałoby to mniej trudu niż nauka chińskiego.

    OdpowiedzUsuń
  11. @cimlik: dzięki! postaram się! ;-))))

    @otwieracz: zdaje sobie z tego sprawę. Z jednej strony Witkacy strzelił sobie w łeb, żeby nie ogladac nawały ze wschodu, a najazd ruskich uznał za tego początek. Z drugiej strony jak postawimy się w sytuacji chińczyków to musi byc dla nich równie przerażająca wizja najazdu włochatych (tak przeciez określaja białych) na ich starą cywilizację. Oni uczą sie angielskiego, a my? My wyrywamy sobie włosy z głowy. Aczkolwiek zdziwiony byłem gdy w wielu miejscach Chin, czy to w knajpie czy w muzeum widziałem Białasów porozumiewajacych się z Chińczykami po chińsku. Kazda rzecz obejrzana z butów Innego przestaje być taka oczywista ;-)))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Oto kilka moich rozważań na temat jakże moralnie słusznego naszego oburzenia i możliwości jego instrumentalnego wykorzystania:

    http://przemyslenia.blogspot.com/2008/03/free-tibet-szanta-moralny.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Fantastyczny wpis. Podzielam Twoje zdanie. Jednocześnie dużo nadziei jest w tym, że ta dyskusja ocali to, co z samego Tybetu uciekło, że ta kultura przetrwa na wygnaniu.
    Naprawdę jest piękna i naprawdę warto.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie zgadzam się z jedną rzeczą. Tzn. nie do końca. Z układem sił. Globalnym układem. Chińczycy w swoich rękach dziś posiadają takie rezerwy budżetowe dolarów, że pomimo, iż ekonomista nie jestem to uważam, że przy dzisiejszym kursie tej waluty jeśli zaczęliby go masowo wyprzedawać nastąpiłby wielki krach w "amerykańskich posiadłościach". A zauważyć należy, że dług publiczny USA już dziś jest ogromny...

    Po więcej odnośnie akcji z Tybetem zapraszam tutaj: http://m1chu.eu/zycie/fair-play-free-tibet

    OdpowiedzUsuń
  15. @krzysztof, @kodama i @m1chu - dzięki za komentarze i linki.

    @m1chu - nie do końca rozumiem z czym się nie zgadzasz?Oczywiście że Chińczycy zdają sobie sprawę, że przewalutowując rezerwy mogą doprowadzić do światowego krachu. I nie są tak głupi by to zrobić. Niemniej nie oznacza to, że ten długi proces już się nie rozpoczął. Kurs EUR/USD myślisz że wynika tylko i wyłącznie z siły europejskiej waluty? Ja mam wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  16. Chodziło mi o teraźniejszy azjatycki układ sił. Wydaję mi się, że i jedni (USA) i drudzy (Chiny) trzymają się w "małym szachu". Dla przykładu: jedni ekonomicznie, drudzy pod względem surowców. Oczywiście nie chcę się tu z nikim licytować, bo podejrzewam, że temat jest na tyle duży i głęboki, że można by o tym wielostronicowe teksty pisać.

    Nie mniej tak jak napisałeś. Jeśli tak dalej pójdzie układ sił na świecie może się zmienić, a wtedy już tak przyjemnie nie będzie.

    Pozwoliłem sobie napomknąć na ten temat też u siebie.

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka