aktualizacja w weekendy ;-)

poniedziałek, 31 marca 2008

Chiny - kilka bardzo luźnych refleksji

Ciąg dalszy posta pt.: Chinofoby i chinofile - a nie można normalnie?

Przyszedł poniedziałek i zamiast normalnego neutralnego wpisu, muszę dać upust różnym refleksjom, które pojawiły się po obserwacji blogów i komentarzy. Zatem jeszcze dwa słowa o Chinach. Nie traktujcie przy tym poniższych twierdzeń, jak wyprowadzonych z empirii prawd. Są to jedynie moje teorie i przypuszczenia. Moje nieudolne próby spojrzenia na ten sam medal z różnych stron. Forma bloga na szczęście umożliwia mi takie beztroskie snucie najfantastyczniejszych przypuszczeń.

  1. Chiny są ogromnym krajem. 1,3 mld ludzi. Powierzchnia Chin to 9,5 mln km2 (dla porównania: powierzchnia Europy to 10,5 mln km² (5,96 mln km², bez europejskiej części Rosji). Ludność: 712 mln) Wystarczy odrobinę popuścić cugli Chińczykom przez władze, a ich energia wystarczy, by od 1978 roku zapewnić nieprzerwany wzrost gospodarczy. Jaki inny kraj dysponuje takimi zasobami? USA? Rosja? Porównajcie sobie wskaźniki. Nie dochodu na mieszkańca rzecz jasna.

  2. Dla Chińczyków ostatnie 200 lat historii to wypadek przy pracy. Tak mówią sami Chińczycy. Dlaczego? Chiny zawsze były największą potęgą świata. Zawsze zdarzały się okresy kryzysów, po których znowu ta cywilizacja wychodziła na prostą. Ostatni okres trwa od ok. 200 lat. Wobec kilku tysięcy lat historii, to naprawdę krótki czas. Najpierw wojny opiumowe, nieudolność cesarzy, dworskie intrygi nierzadko inspirowane z Europy, następnie wojny i rewolucja kulturalna – brrr… pas nieszczęść, po którym naprawdę trudno się otrząsnąć. Co zrobiły Chiny? Od śmierci Mao, uwalniającej ten kraj od jego radosnych eksperymentów, Partia pozwoliła wreszcie Chińczykom robić to, co umieją najlepiej: zarządzać własnym ogródkiem. Efekt? 30 już lat nieprzerwanego wzrostu. Ile czasu od powstania zajęło Ameryce osiągnięcie statusu światowego mocarstwa? 200? 300? Nie oczekujmy, że Chiny po 200 latach upadku podniosą się w ciągu 20 lat. To jeszcze trochę potrwa. Ale nie miejmy złudzeń. Jak Chińczycy sami sobie nie przeszkodzą, to nikt im nie przeszkodzi stać się ponownie realnym Państwem Środka (Świata).

    Uświadomienie sobie tego faktu nie musi (jak widzi to np. m1chu) oznaczać zgody na podporządkowanie się Chinom. Czy fakt obecnego liderowania przez USA oznacza podporządkowanie np. Iranu? Nie trzeba także ze światowym mocarstwem walczyć tylko dlatego, że jest mocarstwem. Czy Argentyna walczy z Rosją? Czy Mongolia walczy z USA? Czy naprawdę nie możemy normalnie obok siebie współistnieć? Przykład USA pokazuje, że demokracja mocarstwa nie chroni nas przed imperialną polityką. Demokracja USA nie uchroniła od agresji Nikaragui, Iraku, Afganistanu. Obrona demokracji? A dlaczego Kuba ciągle jest komunistyczna? Czyż jest dalej od Iraku? Proszę nie mydlić oczu, bo (cytując ojca chrzestnego) to obraza dla mojej inteligencji.

    Co więcej, gdy w 1793 roku w przyjechała do Chin delegacja Anglików, by namówić Chińczyków do wymiany handlowej – ci odpowiedzieli, że poza brakiem manier i ogłady dyplomatycznej, "włochaci" nie mają nic ciekawego do zaoferowania, czego w Chinach by jeszcze nie było. (Zachód poradził sobie z Chinami za pomocą produkowanego w Indiach opium). Patrząc obiektywnie na dotychczasową historię naszych kontaktów to raczej Chiny mają powody, by obawiać się Europejczyków, a nie odwrotnie.

  3. Chiny to państwo komunistyczne tylko z nazwy. Realnie to cały czas Cesarstwo Chińskie, gdzie Cesarz nazywa się Partia. Mao jeśli jeszcze nie dołączył, to moim zdaniem wkrótce dołączy do panteonu państwowych patronów obok Konfucjusza, Mencjusza, czy Lao Tsy. W przeszłości, w zależności od przekonań Cesarza, najważniejsi byli albo konfucjaniści, albo legaliści itd. Teraz na topie są marksiści. Czy są to marksiści czy pseudomarksiści – to nie ma najmniejszego znaczenia. Istotny jest duch: działanie na rzecz dobra państwa i aktualnego władcy oraz skuteczne uprawianie swojego ogródka. Struktury władzy, sposób myślenia, mentalność itd. są najtrudniejsze do zmiany. Tym bardziej, jak niewiele się zmienia.

    Cesarz jest wysłannikiem Nieba. Panuje tak długo, jak Niebo mu pozwoli. Jeśli cesarz upada to znaczy, że Niebo tak postanowiło. Gdy wybucha bunt przeciwko cesarzowi, to znaczy, że cesarz ma kłopoty. Możliwości są dwie: cesarz bunt stłumi – to znaczy, że ma dalej przychylność Nieba. Buntownik pokona cesarza – to znaczy, że Niebo przekazało mandat władzy nowemu cesarzowi. Nieraz bywało już w historii Chin, że nowy cesarz pochodził z chłopów lub zaczynał jako prosty żołnierz. Zatem nawet XX-wieczna rewolucja "proletariacka" nie jest niczym nowym w Chinach. Nawet Rewolucja Kulturalna zdarzała się już przeszłości – choćby pierwszy cesarz zjednoczonych Chin kazał zrobić niemal dokładnie to samo: zniszczyć wszystkie stare księgi i wprowadzić nowy porządek.

    W tym układzie bunt studentów na placu Tiananmen był sygnałem dla władzy, że Niebo robi się chmurne, marszczy brwi. Partia pokonała studentów, znaczy to zatem, że odzyskała mandat do sprawowania władzy. Oczywiście to wszystko dzieje się na podświadomym niemalże poziomie symbolicznym. Realnie ludzie nie myślą w tych kategoriach, w samej Partii poleciało kilka głów z powodu Tiananmen. Jednak oficjalnie i na zewnątrz trzeba pokazywać jedność, siłę i zdeterminowanie. Dla dobra Państwa, dla dobra władzy.

    Nie potrafię trzech słowach wytłumaczyć tego w sposób nie wzbudzający kontrowersji, ale posłużę się przykładem na to, jak historyczno-mentalnościowe zaszłości wpływają na życie teraźniejsze. Patrzyliście kiedyś na mapę pokazującą rozkład wyborczych głosów? Czy granice poparcia miedzy poszczególnymi partiami nie pokrywają się z granicami zaborów? A ile lat minęło? No właśnie.

  4. Kolejny świetny artykuł w Dzienniku o Dalajlamie. Czytamy między wierszami? Dalajlama dokonał politycznej i ideologicznej wolty po tym, jak CIA cofnęło pomoc dla tybetańskich partyzantów w 1972 roku. Od tej pory zaczyna rozmawiać z Chińczykami ich językiem, deklaruje wiarę ideologię komunistyczną itd. Rozumiemy, że robi to, by chronić swój naród w sytuacji braku wsparcia skądkolwiek. Naprawdę tak trudno zrozumieć Chińczyków, którzy nie są w stanie zaufać nawróconemu pacyfiście, który wcześniej przez wiele lat przyjmował pomoc od CIA? Kto z rozsądnie myślących ludzi wierzy w nawrócenie takich szui jak Leszek Miller czy Jerzy Urban?

    Żebym nie był źle zrozumiany: nie porównuję Dalajlamy do Urbana, broń Boże! Chodzi mi o to, że dla Chińczyków Dalajlama może być mało wiarygodny, jak dla nas Urban, jako obrońca demokracji. Innym przykładem z naszego podwórka może być Bismarck - dla nas kat i ciemiężyciel, dla Niemców reformator i zjednoczyciel. Po drugie jego metamorfoza jest dla Chińczyków oznaką słabości i jasnym komunikatem: Tybet jest bezbronny, zatem można spokojnie go zająć i skutecznie spacyfikować. Zgodnie z przykazaniami "Sztuki Wojny" Sun Zi.

  5. Obecna sytuacja Tybetu przypomina nieco naszą sytuację w XIX wieku. Trzy potęgi dookoła, kilka nieudanych powstań i żadnej nadziei na pomoc. Nagle – prezent od losu – mocarstwa same się wykończyły. Lata budowania wizerunku Polski i dbania o jej PR dały efekt: Nawet prezydent dalekiego USA był po naszej stronie. Teraz ma jeden z głównych placów w Warszawie. Jedyne co mogą zrobić Tybetańczycy i co faktycznie robią (nie mówię o ostatnich dniach tylko latach) to budowanie dobrego wizerunku, aby w odpowiednim momencie to wykorzystać. I to dbanie o PR świetnie im wychodzi. Czy Dalajlama jest uosobieniem wszelkiego dobra (jak chcą jedni), czy wilkiem w mnisiej szacie (jak chcą drudzy) – tego nie wiem. Rozważania na ten temat wydają mi się niestosowne.

  6. Przerażające nieco we wszystkich apelach dotyczących pomocy Tybetowi jest niezwykle europocentryczne żądanie wpływu na Chińczyków. Jakież oni mają wobec nas zobowiązanie do diaska?! Oburzamy się na muzułmańskich fundamentalistów, gdy chcemy, naszym zdaniem zupełnie niewinnie, drukować karykatury Mahometa. Dziwimy się, dlaczego chcą nas nawracać za pomocą samobójczych pasów dynamitu czy porwanych samolotów. Oburzamy się, gdy prezydent Iranu nawołuje do nawracania siłą wszystkich niewiernych. Czym się od tego różnią oczekiwania, że obecny żandarm świata w postaci USA, odpowiednio zareaguje i wywrze, jak będzie trzeba to nawet i siłową, presję na Chiny? Że porównuję drukowanie karykatur do zabijania ludzi w Tybecie? A gdy weźmiemy pod uwagę ostatnią izraelską wojnę w Libanie, to też będziecie uważali, że nie można tych sytuacji porównywać?

    Oczywiście ja, osadzony w europejskim systemie wartości, z wielkim bólem patrzę na sytuację Tybecie. Ale jestem wstanie zrozumieć argumentację Chińczyków. Tym bardziej, że oni w przeciwieństwie do Australijczyków z początku XX wieku nie zaliczają Tybetańczyków do fauny Tybetu. Tym bardziej, że mam w oczach wiele innych przykładów bestialstwa ze strony samych Europejczyków, często w imię szczytnych ideałów. I nie muszę siegać w tym celu do wojen krzyżowych, czy procesu podbijania indiańskich państw przez Corteza i jemu podobnych. Czy uważam w takim razie, że mają prawo robić to, co robią? Absolutnie nie. Uważam po prostu, że środki i metody trzeba dostosować do sytuacji. Wysyłanie koszulek do Chin? Bezsens. Pikietowanie pod ambasadami? Strata czasu. Bojkot zakupu produktów firm wspierających reżim? O! To może być trafne. Niech Chińczycy wyrzynają się nawzajem, ale niech wiedzą, że nie mogą liczyć na bezproblemowe kontakty z Zachodem. Chińczycy chcą, by respektować ich autonomię? Niech respektują autonomię innych. Ale wymagając tego od Chińczyków, musimy, jeśli chcemy być wiarygodni sami respektować autonomię Chińczyków w ich własnym kraju. Jeśli chcą się izolować – czemu nie. Chcą iść w ślady Korei Płn. – niech idą. Mają do tego prawo, jako niepodległe państwo. Jeśli poważnie traktujemy wyznawane przez nas wartości.

    Co możemy zrobić my, prości konsumenci? Zagłosować naszymi nogami i naszymi portfelami. Chce coca-cola być tylko na chińskim rynku? Niech sobie będzie. Chce Adidas sprzedawać swoje chińskie buty tylko w Chinach – niech sprzedaje. Wątpię, by im się to opłaciło. Mamy wpływ na wiele rzeczy, ale tu, u nas, w naszym europejskim domu. Jak na nasze wybory zareagują rządy i koncerny? Na pewno lepiej niż chińskie władze na nasze apele. Gdyby Sekretarze się ugięli – stracili by Twarz – a to pierwszy krok do utraty mandatu Nieba. Jednak na rezygnację z Zachodnich inwestycji także nie mogą sobie pozwolić.

  7. Mylić się jednak może ten, kto sądzi, że tu jedynie o kasę idzie. Chiny to szczwany lis i umie rozpoznać słabe punkty przeciwnika. Zachodnia kasa to jedno, zachodnie technologie to drugie. A system liberalny i demokratyczny Zachodu jest kolosalnie nieszczelny. Polityka otwartości to nie tylko możliwość korzystania przez Chińczyków z dobrodziejstw świata. To nie tylko możliwość ściągania do Chin dużej kasy i nowych technologii. To także umożliwienie Chińczykom swobodnego podróżowania po świecie. Możliwość zatrudniania się przy wszelkich nowych technologiach, co z kolei oznacza dużo łatwiejsze szpiegostwo gospodarcze i transfer najnowszych pomysłów technologicznych do strefy, gdzie chronione są interesy chińskie a nie autorów pomysłu. Transfer nowoczesnych technologii tą drogą także przybiera rozmiary przekraczające normalne wyobrażenie. Niebezpieczeństwo zamknięcia tej ścieżki modernizacji Chin także może być, na razie jeszcze, sporym argumentem.

Rany, znowu się rozpisałem. Zupełnie bez sensu... I jeszcze kilka linków:

Chińscy szpiedzy działają w Polsce?
Tysiąc ziaren piasku
Chiny wstrząsną światem
SŁABOŚĆ MILITARNA AMERYKI
Rozmawiajcie z Chińczykami jak przyjaciele
Ujguryzacja Tybetańczyków

2 komentarze:

  1. Z Chinami jest podobny problem co kiedyś z ZSRR. Nie jest to państwo jednorodne etnicznie. O Tybetańczykach i Mongołach wiedzą wszyscy,ale w Chinach mówi się wieloma językami.... gdyby każda prowincja chciała się odłączyć i stworzyć oddzielne państwo-to Chiny jako potęga przestałyby istnieć.
    Zresztą metody "scalania" ma identyczne jak w ZSRR. Jakim cudem odłączył się Kazachstan, Białoruś, Ukraina, Litwa i państwa nadbałtyckie.... Rosja do tej pory tego żałuje... co zresztą bardzo dobrze widać na Białorusi....
    Wiesz, dopóki dany kraj szanuje kulturę mniejszości, jest ok. Ale wyobrażasz sobie gdyby rząd polski zaczął zabraniać góralom mówić po góralsku? I zaczął ustawowo niszczyć oscypki, albo zabraniać hodowli owiec? No właśnie....

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie, Lavinka, o Ujgurach w zachodnich Chinach nikt nie pisze i nikt nie wie, a oni są powodem, dla którego Chiny wchodzą w koalicję antyterrorystyczną z Uzbekistanem, Rosją i USA w Azji Środkowej. To jest także ciekawy temat, ale nie będę go teraz poruszał.

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka