aktualizacja w weekendy ;-)

czwartek, 3 kwietnia 2008

Dubaj 2006, cz. 2: Drogi i ulice

<<< poprzedni odcinek

Ulice w Dubaju mają formę kilkupasmowych autostrad. Gdy Renata opowiadała nam o komunikacji w tym mieście, nie byliśmy w stanie przyjąć do wiadomości, że tam nie można poruszać się piechotą. A już informacje, że na głównej ulicy nie da się przejść na drugą stronę i łatwiej jest zatrzymać taksówkę, która przewiezie cię na drugą stronę – traktowaliśmy jak bajki nowobogackiej burżujki. Jasne! Posiedziała w tym Dubaju pół roku i w głowie się poprzewracało! Na drugą stronę ulicy przejść nie można! A co to, kładek nie wymyślili? Przejść podziemnych? Świateł? No niestety. Renata miała rację.

Na jednej ulicy, ciągnącej się wzdłuż morza, znaleźliśmy nawet autobusowy przystanek. Rozkład jazdy wskazywał, że za kilka minut powinien być autobus. Autobusy teoretycznie jeżdżą co pół godziny, najbliższy powinien być najdalej za 10 minut. Po 40 minutach czekania stwierdziliśmy, że to chyba nie ma sensu. Zaczęliśmy iść do następnego przystanku i mniej więcej w połowie drogi minął nas autobus, o numerze zupełnie innym, niż jakikolwiek figurujący na przystankowym spisie. Skąd mam wiedzieć gdzie ten autobus dojeżdża, skoro nie ma go ani na rozkładzie ani na mapie? A te, które są to nie jeżdżą? OK, przyjęliśmy do wiadomości, że jedyną możliwością poruszania się jest taksówka.

Odległości w Dubaju są niestety takie, że pomimo niskich cen taksówek, przy samym dojeździe do centrum i powrocie do Renaty, ich dzienny koszt był wyższy niż wynajęcie samochodu. Ekonomiczny rachunek zmusił nas zatem do tego, o czym nigdy wcześniej byśmy nie pomyśleli: wynajęliśmy samochód. Dzięki temu staliśmy się niezależni komunikacyjnie i zjechaliśmy w ciągu tygodnia ponad połowę Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jednak i tak nigdy pewnie bym się nie zdecydował wynająć samochodu w kraju arabskim, gdybym nie zobaczył jak prowadzi Renata. Nazwałem to arabskim stylem jazdy i gdy tylko przyjąłem reguły tej gry, całkiem bezpiecznie udało nam się przetrwać tydzień za kółkiem. Reguła podstawowa to: nie wahaj się, raczej uciekaj dodając gazu, niż hamując. Reguła druga: musisz mieć oczy dookoła głowy. Reguła trzecia: większy samochód ma pierwszeństwo. Kierowcy przy tym są zaskakująco uprzejmi i zaskakująco mało trąbią, a robią to jedynie w sytuacja, które naprawdę tego wymagają. W którymś momencie się zgubiliśmy i musiałem zawrócić. Stałem na poboczu, jakieś 50 m przed światłami i potrzebowałem zjechać na skrajnie lewy pas (cztery pasy w jedną stronę, na szczęście to nie była autostrada tylko jakaś lokalna ulica dojazdowa do autostrady). Poczekałem dosłownie chwilę z włączonym kierunkowskazem i pozostałe samochody zatrzymały się, przepuszczając mnie, bym spokojnie mógł zawrócić na skrzyżowaniu.

Drogi w większości przypadków są trzypasmowe. Główna Sheykh Zajid Road ma jednak sześć, a czasem na rozjazdach i do 9 pasów w jedną stronę. Jest naprawdę szeroka. Pozostałe drogi maja z reguły status autostrady i żeby zawrócić, trzeba dojechać do najbliższego skrzyżowania, gdzie wykonując kilka pętli po różnych ślimakach, w końcu można wrócić na tą samą drogę, tylko w przeciwnym kierunku. Średnia odległość między jednym a drugim takim skrzyżowaniem waha się między 5 a 20 km. Te główne drogi wyznaczają kwadraty, w których usytuowane są zabudowania o różnym przeznaczeniu. I tak: w jednym kwadracie jest dzielnica rozrywkowa: wesołe miasteczka, miniatury architektonicznych cudów świata, kasyna itp. W innym kwadracie jest olbrzymie osiedle willi jednorodzinnych. Jeszcze inny kwadrat to biurowce firm związanych z branżą IT itd. itp. Każdy obszar ma swoje przeznaczenie, a większość jest w trakcie zabudowywania. Nie można przy tym, być może na razie, przejechać z jednego kwadratu do drugiego omijając autostradę. Odległości są takie, że bez samochodu ani rusz. Niestety informacje i opinie Renaty to nie była żadna fanaberia: takie są po prostu fakty. :-)

Na koniec tylko słowo o autostradach międzymiastowych. Do głównej oazy Al-ajn prowadzi standardowa droga. 150 km przez pustynię. Trzy pasy w każdą stronę. Pas zieleni między jezdniami i między droga a pustynią. Wszystko nieustannie nawadniane, żeby piasek nie zasypał. Na środku stoją latarnie, także jak wracaliśmy z Al-ajn w nocy to droga była oświetlona na całej długości. Takie same autostrady prowadzą do każdego innego głównego miasta. Jedynie między Dubajem a stolicą ZEA, Abu-Dhabi autostrada jest na całej długości o jeden pas szersza.

<<< poprzedni odcinek

4 komentarze:

  1. Jak patrzę się na pierwsze zdjęcie to to wygląda jak ulica Słomińskiego w Warszawie. Z tą różnica,że my mamy przejście podziemne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapomniałeś dodać, ze nie mają kanalizacji i jak pada deszcz, to ulice płyną LOL - welcome to Arab Land - znam to na co dzień, niby takie planowane, jak piszesz, ale tu i ówdzie wychodzi fastryga ;)... i tak ze wsjem LOL

    BTW. dzięki za odwiedziny

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, to prawda. Ale o tym jeszcze napiszę: nowoczesne centrum handlowe, z muzeum w pasażach, a w czasie deszczu podstawiaja wiadra bo z sufitu woda leci ;-)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny kraj, fajne miasto :) choć zmienia się w błyskawicznym tempie. Wystarczy popatrzeć jak wygląda tutaj a jak na współczesnych zdjęciach czyli 10 lat później... ;)

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka