aktualizacja w weekendy ;-)

piątek, 29 czerwca 2007

Dialogi tekstów

Jakiś czas temu po zakończeniu lektury naszły mnie dziwne myśli. Na przykład taki Kapuściński opisuje to co już opisał wiele setek lat temu Herodot, w dodatku obszernie go cytując. Ciekawe czy Herodot musiał czekać te dwa i pół tysiąca lat na taki zaszczyt, czy już wcześniej ktoś zrobił sobie z niego temat swojej całkowicie autonomicznej opowieści. Nie mówię tu o recenzjach, ale gdyby ktoś teraz zaczął pisać autorski komentarz do tego co zrobił Kapuściński to czy można powiedzieć, że Kapuściński miał więcej szczęścia od Herodota? Czy też krążenie kultury jedynie nabrało tempa? I czy uprawniony byłby taki komentarz do poczynań Kapuścińskiego czy też w jego przypadku byłoby to pójście kolejnego autora na łatwiznę? Oczywiście że wiele zależy co by się z tym pierwotnym tekstem zrobiło, na ile twórczy byłby to komentarz. Ale interesuje mnie czysto ideologiczne apriori podejście krytyków do takiego tekstu przetwarzającego nie tekst, który ma grubo ponad dwa tysiące lat, ale który ma lat kilka.

I co z tego? I nic.

środa, 27 czerwca 2007

Koncert .oSo.

To był już piąty koncert "przed prawdziwą publicznością", jak stwierdziła Kasia. Rekordowa liczba pomyłek, dziury w mózgu i trema, której potężny cios poczułem w brzuchu gdzieś po trzecim kawałku. Ale nagłośnienie wreszcie było porządne. Bodaj pierwszy raz. Nareszcie było słychać to co trzeba i jak trzeba. Wszystkie instrumenty na odpowiednich poziomach. Nigdy nie przypuszczałem jak wiele od tego zależy. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Publiczność, porwana do ruchu przez dzielne gruppies i zmuszająca do bujania muzę .oSo., w połowie koncertu podrygiwała rytmicznie niemal w całości. Jednak zupełnie inaczej się gra, gdy publika zamiast pić piwo przed knajpą, podryguje sobie gromadnie przed sceną. W sumie przecież o to właśnie chodzi!

Teraz czekamy na następną okazję do publicznego grania.

Strona .oSo.

piątek, 22 czerwca 2007

Indie

Znajomy podesłał mi adres bloga innego znajomego, który wyjechał w czterotygodniowa delegacje do Indii. Zupełnie inny rejon (Bangalore) niż to co ja widziałem (Delhi i okolice) i zupełnie inny charakter. Czystość, bogactwo, cywilizacja, przepych. Pomimo jego opisów syfu, ze zdjęć wyziera normalne zachodnioeuropejskie cywilizowane miasto. Oczywiście że są różnice, ale w naszej części świata też można spotkać latarnie pośrodku drogi, pasy dla pieszych zagrodzone barierka czy nadmiernie rozbudowane budynki użyteczności publicznej, czy żebraków śpiących na ulicach. Jak myśmy wylądowali w Delhi i w okolicach pierwszej w nocy znaleźliśmy się w centrum Old Delhi szukając hotelu, krajobraz przypominał miasto po wojnie atomowej. Rano ta sama ulica była niesamowicie kolorowa i tętniąca życiem. Ale asfalt na ulicy, chodnik dla pieszych, jakiekolwiek krawężniki – to były rzeczy luksusowe, prawie niespotykane. Nie mówiąc już o „normalnej” architekturze czy normalnych knajpach. Mimo, ze minęły już dwa lata, ja chyba ciągle nie mogę się otrząsnąć z szoku cywilizacyjnego i kulturowego. Ale kiedyś to opiszę...

Blog znajomego
Moje zdjęcia z Indii

środa, 20 czerwca 2007

nuda...

Ależ ten czas... itd. A w międzyczasie koncerty, próby, kłótnie, bolące zęby. W sumie normalka. Pralka-normalka. Przemielone jak kotlet, aż sie pisać nie chce. Przy pewnym stopniu nasilenia wydarzeń, przy pewnej dozie nadwrażliwości na bodźce, wszystko zlewa się w papkę codzienności. Kaktusy wypuściły nowe kolce, dużo słońca było ostatnio. A jak spadła ulewa to skrzynki balkonowe wypełniły sie po brzegi. Wyjazd na Pomorze i pomalowanie kuchni. Stolik na balkon i żyrandole do kuchni. I kogo to interesuje, skoro nawet dla mnie jest życiową papką. Nie, nie to że nieistotną. Jak dobrze zjem (np. Baraninę biryani masala albo sandacza z pieca) to jest to fantastyczna treść życia. Ale żeby ten akt kulinarnej przyjemności wymieniać jako ciekawy przypadek? Że co? Że jak nie lubię ryb a sandacz mi smakował to trzeba się podzielić ze światem tym doniosłym wydarzeniem? Zresztą może kiedyś opiszę tego sandacza. W sumie czemu nie. Przyda się w momencie gdy np. Stracę możliwość czucia smaków. Wtedy pozostaną tylko wspomnienia. Te wspomnienia.

Chyba słońce mi mózg wypaliło...

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka