aktualizacja w weekendy ;-)

wtorek, 29 maja 2007

Upał

Dziś się wzięli za montowanie ostatniej dużej rzeczy w naszym mieszkaniu. Ostatnia szafa rozpoczęła poród. Poród bez przygód? To nie w naszym stylu! W pierwszej z dwu szaf do poprawki były tylko drzwi, w których zostały nawiercone dziurki na rączki z nieodpowiedniej strony. Dalej czekamy na poprawione drzwi. Teraz juz na wstępie okazało się że pomimo długich dyskusji na ten temat, projektant zapomniał uwzględnić w projekcie oświetlenia wewnątrz. Ale co tam. Będą dorabiać. Pytanie co tym razem spieprzą robotnicy? Nic? To jest niemożliwe. Na pewno jeszcze się wydarzy cos niezmiernie ciekawego. Jak to było z tym przekleństwem? Obyś żył w ciekawych czasach?

Upały ostatnie, tak wyczekiwane przeze mnie z utęsknieniem sprawiły, że moje kaktusy wreszcie będą miały szansę odrobinę urosnąć. Postawiłem je na zewnątrz balkonu od południowej strony i w tych warunkach maja wreszcie temperaturę i ilość światła niemalże jak w rodzinnych stronach. Druga zaleta takiej pogody jest bardziej ulotna. Otóż wracając ostatnio rowerem z pracy poczułem na krótkim odcinku ulicy zapach rodem prosto z hinduskiej ulicy. Nie ma w okolicy żadnych egzotycznych sklepów ani knajp, wiec zapach musiał powstać z nagrzanej wysuszonej ziemi zroszonej krótką i gwałtowną i burzą. Dość zaskakujące jednak było zetknąć sie przez chwilę z niezbyt dawno, ale jednak juz powoli przebrzmiałym wspomnieniem. Trzecią zaleta upałów, jest możliwość wytłumaczenia sobie i innym własnego otępienia umysłowego, które ostatnio nasiliło mi się do tego stopnia, że przestało to być denerwujące, a zaczęło być błogim stanem upojenia podobnym do działania THC. I to zupełnie bez żadnych używek!

Tyle. Dziś po prostu musiałem sie podzielić z klawiaturą taką prostą codziennością, zostawiając gdzieś z boku wszystkie te głupoty, które i tak do niczego nie prowadzą...

poniedziałek, 21 maja 2007

Zaręczyny

Skapitulowałem. Niepomny doświadczeń poprzedzających mnie pokoleń, niepomny ostrzeżeń statystyk, niepomny napomnień zatwardziałych kawalerów – skapitulowałem. Wybieram wspólne starzenie się, zamiast samotnej wolności. Wybieram papierową stabilizację, zamiast satysfakcji ryzyka wspólnego trwania. Wybieram szczęście drugiej połowy, zamiast wierności nastoletnim ideałom. Dojrzałość zgniotła mnie w swych kleszczach, bilans wyraźnie wskazał kierunek. Oświadczyłem się.

Dokładnie jedenaście lat temu wszystko sie zaczęło. Brazylijski serial najwyższa pora zamienić w dynastię. Łzy wzruszenia, piosenki-niespodzianki, szampan i krąg – trzeba ciągnąć teatr życia najlepiej jak się potrafi, najciekawiej jak można. Olać zarzuty kiczowatości, pieprzyć postmodernizm, sztuka to sztuka, życie to życie i koniec. Reszta jest trwaniem.

wtorek, 15 maja 2007

Egocentryzm

Nie jestem w stanie otrząsnąć się z obsesyjnej potrzeby myślenia na temat własnej osoby. Kilka dnie nieprzerwanego upojenia alkoholowego, megamelanż połączony z megalansem na szczycie Świętej Góry Przemienienia. Kilka dni odkrywania kolejnych granic zabawy, prowokacji, możliwości wpływu na otoczenie. Poza tym niezwykle silna potrzeba odreagowania nawarstwionych pokładów emocji, których wcześniej nie było kiedy rozładować. Codzienne trzeźwiejące kursowanie na dół i codzienne wejście na Górę w stanie coraz większej nietrzeźwości. Granie na czym tylko się da, na gitarze, harmonijkach, nerwach i stołach, pijackie pogadanki do białego rana, urywany sen od piątej rano, przerywany codziennie po dwu godzinach uczuciem głodu w ściśniętym żołądku... Ile tak można? Cztery, max pięć dni, by doprowadzić się do stanu gdy łapiący o piątej rano sen będzie trzymał 24 godziny, by móc zacząć od nowa.

Po co? Głowa inaczej pracuje. Umysł inaczej postrzega. Ma to w sobie coś z szamańskiej ekstazy. Różnica jest taka, że nie kontaktujesz się z duchami przodków i nie odkrywasz głębokich pokładów podświadomości, docierasz jedynie do podstawowej wiedzy na temat możliwości własnego organizmu i dostrzegasz odcienie tego samego świata, których bez tego nigdy byś nie dostrzegł, gdy zamknięty we własnych lękach boisz się o niektórych rzeczach nawet pomyśleć, bo przez głowę może przemknąć myśl o szaleństwie. Wrócić z takiej wyprawy bez ran na ciele i duszy – oto sztuka! Choć w tym przypadku zdecydowanie nie o sztukę chodzi.

Po kilku dniach szlaban i przymusowy sen bo postanowiłem zobaczyć Słowacki Raj, czyli przedsionek nieba. Chodziłem po wąwozach pomiędzy skałami, przechodziłem po kładkach i pod drzewami, lecz prawdziwa podróż trwała gdzie indziej, prawdziwy trip trwał w mojej głowie. Tak naprawdę wytrzeźwiałem chyba pod koniec wyjazdu po rozwaleniu sobie nosa i puknięciu się w czoło przy użyciu kilku zwalonych drzew.

Po powrocie, rozmowy z zaniepokojonymi przyjaciółmi dały znać, że podróż była chyba głębsza niż zwykle, eksploracja bardziej agresywna, bardziej inwazyjna, mój introwertyzm został zgłuszony w stopniu proporcjonalnym do wcześniejszego zdominowania mojej osoby. Gdzie mnie to zaprowadzi? Czy wywoła jakieś trwałe zmiany? Czy utwierdzi w obranej drodze? Czy moje intuicje są słuszne? Czy odmienne interpretacje zewnętrznych obserwatorów są bliższe rzeczywistości? Czy rzeczywistość jest dostępna intersubiektywnie? Czy jesteśmy leibnitzowymi monadami i wara innym od mojej głowy? Czy uwolnię się kiedyś od oceny innych? Czy stuprocentowa wewnątrzsterowność jest słuszna i prowadzi do właściwych rezultatów? Czy można być szczęśliwym będąc egocentrykiem? Czy można myśleć o Człowieku nie będąc egocentrykiem? Dobranoc.

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka