aktualizacja w weekendy ;-)

wtorek, 15 maja 2007

Egocentryzm

Nie jestem w stanie otrząsnąć się z obsesyjnej potrzeby myślenia na temat własnej osoby. Kilka dnie nieprzerwanego upojenia alkoholowego, megamelanż połączony z megalansem na szczycie Świętej Góry Przemienienia. Kilka dni odkrywania kolejnych granic zabawy, prowokacji, możliwości wpływu na otoczenie. Poza tym niezwykle silna potrzeba odreagowania nawarstwionych pokładów emocji, których wcześniej nie było kiedy rozładować. Codzienne trzeźwiejące kursowanie na dół i codzienne wejście na Górę w stanie coraz większej nietrzeźwości. Granie na czym tylko się da, na gitarze, harmonijkach, nerwach i stołach, pijackie pogadanki do białego rana, urywany sen od piątej rano, przerywany codziennie po dwu godzinach uczuciem głodu w ściśniętym żołądku... Ile tak można? Cztery, max pięć dni, by doprowadzić się do stanu gdy łapiący o piątej rano sen będzie trzymał 24 godziny, by móc zacząć od nowa.

Po co? Głowa inaczej pracuje. Umysł inaczej postrzega. Ma to w sobie coś z szamańskiej ekstazy. Różnica jest taka, że nie kontaktujesz się z duchami przodków i nie odkrywasz głębokich pokładów podświadomości, docierasz jedynie do podstawowej wiedzy na temat możliwości własnego organizmu i dostrzegasz odcienie tego samego świata, których bez tego nigdy byś nie dostrzegł, gdy zamknięty we własnych lękach boisz się o niektórych rzeczach nawet pomyśleć, bo przez głowę może przemknąć myśl o szaleństwie. Wrócić z takiej wyprawy bez ran na ciele i duszy – oto sztuka! Choć w tym przypadku zdecydowanie nie o sztukę chodzi.

Po kilku dniach szlaban i przymusowy sen bo postanowiłem zobaczyć Słowacki Raj, czyli przedsionek nieba. Chodziłem po wąwozach pomiędzy skałami, przechodziłem po kładkach i pod drzewami, lecz prawdziwa podróż trwała gdzie indziej, prawdziwy trip trwał w mojej głowie. Tak naprawdę wytrzeźwiałem chyba pod koniec wyjazdu po rozwaleniu sobie nosa i puknięciu się w czoło przy użyciu kilku zwalonych drzew.

Po powrocie, rozmowy z zaniepokojonymi przyjaciółmi dały znać, że podróż była chyba głębsza niż zwykle, eksploracja bardziej agresywna, bardziej inwazyjna, mój introwertyzm został zgłuszony w stopniu proporcjonalnym do wcześniejszego zdominowania mojej osoby. Gdzie mnie to zaprowadzi? Czy wywoła jakieś trwałe zmiany? Czy utwierdzi w obranej drodze? Czy moje intuicje są słuszne? Czy odmienne interpretacje zewnętrznych obserwatorów są bliższe rzeczywistości? Czy rzeczywistość jest dostępna intersubiektywnie? Czy jesteśmy leibnitzowymi monadami i wara innym od mojej głowy? Czy uwolnię się kiedyś od oceny innych? Czy stuprocentowa wewnątrzsterowność jest słuszna i prowadzi do właściwych rezultatów? Czy można być szczęśliwym będąc egocentrykiem? Czy można myśleć o Człowieku nie będąc egocentrykiem? Dobranoc.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka