aktualizacja w weekendy ;-)

wtorek, 1 sierpnia 2006

Powstanie Warszawskie

Nie pamiętam rok, czy dwa lata temu usłyszałem Lao Che. Jak to się stało, że młodzi przecież ludzie, z pokolenia abnegatów zbyt młodych, by załapać się na uwłaszczenie i zbyt starych by styropian był im obojętny, zbyt młodych by załapać się na peerelowską martyrologię i zbyt starych by peerelu nie pamiętać, z pokolenia, o którym mówiło się, że wszystkie wartości zwisają im i powiewają, że szanse dawno przegrane i energia zmarnotrawiona, że z tego pokolenia znalazła się garstka osób, która zrobiła taką płytę jak Powstanie Warszawskie. Świeżość, energia, emocje, przy zachowaniu artystycznej równowagi, planu i skupienia, połączone z artyzmem wykonania, z odpowiednim doborem środków w odpowiednich miejscach – to wszystko rzuca na kolana pod ciężarem wartości (o których coraz rzadziej się dziś mówi) artystycznych. Jeśli dodać do tego plotki jakoby płyta powstawała w towarzystwie środków tak dobrze znanych Witkacemu – wrażenie skończoności tego para-punkowego dziełka jest w dwójnasób zdumiewające.

Cały wytrysk różnego rodzaju gadżeciarstwa oraz słusznych inicjatyw, który zaczął się obchodami 60-lecia Powstania, nie przysłużył się płycie Lao Che, bo wpisał ją w obcy zamierzeniom nurt wydarzeń, zgodnie z prawami historii porywający wszystko na swojej drodze jak gwałtowna powódź. Chłopcy pracowali przez trzy lata nad dziełkiem, które miało być po prostu dobre, a stało się polityczne. Trudno. Ale nie poprzestawajmy na pierwszych wrażeniach i spróbujmy się wsłuchać w te odgłosy, czasem trudne, czasem wulgarne, zawsze znajome, a jakże inne. Jeśli chodzi o emocje jakie mogły towarzyszyć naszym poprzednikom w trakcie tego naprawdę ważnego wydarzenia – ta płyta przekazała mi znacznie więcej niż jakikolwiek dotychczasowy film, książka czy opowieść. Naprawdę polecam, szczególnie w taki dzień jak dziś, gdy o godzinie W nikt już się nie zatrzymuje na dźwięk warszawskich syren.

Młodzi ludzie ze straconego pokolenia mają więcej szacunku dla historii niż zaganiani ważni i kulturalni mieszkańcy współczesnej stolicy. Dzisiaj tak patetycznie, ale po prostu tak się czuję co roku, gdy patrzę przez okno na te mrówki bezrefleksyjnie pędzące do swoich nieważnych celów pomimo dobitnego i oczywistego w swojej wymowie hołdu syren.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka