aktualizacja w weekendy ;-)

środa, 26 lipca 2006

Niedojrzałość

Gdy chodziłem do szkoły wszyscy wołali na mnie: czajnik. Strasznie mnie to deprymowało, złościło, obrażało i martwiło, bo co to za ksywa: czajnik. Rocky, Jimi, Rulon – to rozumiem, silne męskie ksywy, ale czajnik? Teraz mi to przeszło i nie złości mnie już ksywa czajnik. Teraz złoszczą mnie inne rzeczy. Rzeczy, które jak dojrzeję także przestaną mnie złościć. Człowiek w miarę dojrzewania złości się coraz mniej, aż w końcu całkiem dojrzały usycha pogodzony z wszelkimi złośliwościami, jak jesienne jabłko miękkie i pomarszczone opada na ziemię, by zadość uczynić ostatniej złośliwości świata, dla której zgodę znalazł jedynie hinduski książę Sidharta, a usprawiedliwienie - syn cieśli z Nazaretu. Na razie jestem jednak ciągle niedojrzały i złoszczą mnie wszelkie złośliwości jakie niesie mi dzień powszedni w domu w pracy i na ulicy. Nie chcę jednak zatrzymywać się nad nimi, nie chcę rozdrapywać tych strupów, które jakoś zasuszyłem dmuchając powoli w sączącą się limfę. Chcę za to robić coś z czego nikt nie ma żadnego pożytku, chcę dzielić się pomysłami i słuchać opinii na ich temat. Będzie to kolejny powód do złości: brak odzewu, poczucie wołania na puszczy, gadanie do ściany, bez echa, bez reakcji. Z drugiej strony, trudno oczekiwać odzewu na słowa bez znaczenia. Być może więc kolejnym moim celem jest udowodnienie sobie własnej nicości, miałkości myślenia, nieważności, nieistotności własnych działań i słów przelewanych z pustego w próżne. Być może domaga się tego moja nieustająca niedojrzałość, moje nieustanne pragnienie zrozumienia własnego zdziwienia.

Ta energia poszukiwań połączona jest z narastającym lękiem przed ustaniem zdziwienia, przed pogrążeniem się w apatycznej rezygnacji godzącej się na wszystko obojętności, przed wyschnięciem jak jabłko na przednówku. Życie to ruch, zmiana, poszukiwanie. Nie można żyć nie dokonując wyborów, przyjmując wszystko co zaproponuje otoczenie. Zwykłe trwanie oznacza życie kamienia, obojętność wody, przezroczystość powietrza. To podskórne przekonanie o konieczności zmiany zakorzenione jest tak głęboko, że nie pomagają żadne filozoficzne i religijne sugestie, że w trwaniu i akceptacji też jest coś pozytywnego, coś wartościowego. Stąd nieustanne poszukiwanie różnicy, dziesięciu szczegółów pomiędzy dwoma obrazkami: chłop pod gruszą i chłop pod gruszą.


Pierwszy, nazwijmy go Rezonem, siedzi bo ogarnęła go rezygnacja, poczucie bezsilności na grzechy tego świata. Wie, że nic nie może zrobić, nie może niczego zmienić, że zostanie przemielony przez tryby życia jak jego ojciec, jego dziadek, jego syn i wnuki. Jedyne co mu pozostaje to siedzieć pod gruszą i złorzeczyć światu popijając tanie wino przegryzane pajdą chleba. Może przeklinać swoją dolę i planować wielkie rzeczy, jak danie w papę temu lub owemu, ale zawsze skończy te rozważania w tym samym miejscu i w tej samej formie. Jego rezygnacja nie jest jego wyborem. Jest jedynym wyjściem jakie ma, jest jedyną formą manifestacji woli, która wybiera bezruch zamiast wściekłego trzepotania motyla złapanego w siatkę. Rezon czeka, aż ostateczny koniec wyzwoli go z matni i przeniesie do sfery, gdzie nie będzie się musiał martwić o cokolwiek.

Drugi, nazwijmy go Naresem, siedzi pod drzewem idąc w ślady pewnego księcia, który miał ambicję zgłębienia natury świata. Doszedł do wniosku, że ten facet może i miał rację w swoim przekonaniu o marności świata i wiecznych powrotów kolejnych marnych form życia. Siedzi w celu zabicia w sobie jakiegokolwiek poczucia potrzeby, wszelkiego pragnienia, podtrzymującego jego bycie. Nie pomylmy go z chorym na depresję samobójcą, który według przekonania wspomnianego księcia wróci tutaj w innej formie, zdegradowanej swoim niecnym postępkiem. Nie jest moim celem roztrząsanie psychologicznych zawiłości różnych odmian zaniechania działania, chcę jedynie zarysować dwa bieguny postaw. Dlatego zaznaczę jedynie, że Nares kocha życie, kocha świat i go rozumie w pełnej jego złożoności, współczuje wszystkim tym, którzy go nie pojmują. Obiera jednak swoją drogę do wyjścia z koła cierpień, pragnie pozbawić siebie pragnień, by unicestwiając wolę bycia, unicestwić siłę, która powołuje go do życia.

Pytanie - czy pragnienie zniesienia pragnień nie jest równie wewnętrznie sprzeczne, jak tolerancja dla nietolerancji – pozostaje otwarte i dla postronnego obserwatora jest to ciekawy temat dla rozważań, jednak Nares, podobnie jak Rezon, już się nie zastanawia, ma opracowaną strategię, wyznaczone cele i określoną ścieżkę i trzymać się jej będzie aż do granic czasu. Ja jednak mam jeszcze wolę, jeszcze płonę w ogniu niedojrzałości, jeszcze zadaję pytania i dziwię się światu. Jaka będzie ta ścieżka, którą kiedyś odnajdę? Czy ją kiedyś odnajdę? Czy uschnę zwiędły jak hinduski asceta? Czy umrę młodo, zbyt młodo jak na swoje dziewięćdziesiąt lat? To są pytania na które nie ja będę znał odpowiedź. Ale to wcale nie znaczy, że nie będę ich zadawał.

2 komentarze:

  1. Nie jestem całkiem pewien, czy komentowanie wstępu jest czynnością przyzwoitą - lecz skoro pytania zostały zadane, zakładam że liczyłeś się z możliwością taką iż jakieś odpowiedzi mogą się pojawiać... ;) Odrobinkę bardziej poważnie - wydaje mi się że pytania o to CO i DLACZEGO robią (czy też czego nie czynią) Rezon i Nares są niezwykle istotne, poruszają mnie do głębi - stąd odważam się poniżej podzielić się kilkoma moimi refleksjami na ten temat.

    Zacznę od końca - od Twej myśli podsumowującej proces obserwacji panów R. i N.
    Wydaje mi się otóż, że czynisz chyba błąd, zakładając że Nares siedząc pod swym drzewkiem nosi jeszcze w sobie owo "pragnienie zniesienia pragnień". A jeśli tak jest istotnie (co spróbuję zaraz poniżej wywieść), to wydaje się nieuniknionym, że Twe zgłębianie tematu pójdzie dalej w coraz bardziej zagmatwany gąszcz nieporozumienia.

    W czym więc błąd? Ano w założeniu, że jedyną siłą mogącą wprawić Człowieka w ruch/czyn (bezruch/bezczyn) jest pragnienie (chęć/żądza).
    Patrząc na Naresa zajętego unicestwianiem swego istnienia, widzimy tylko jego zewnętrzną powłokę, nic w istocie nie wiedząc o tym jaka siła go do tego procesu pchnęła i w nim utrzymuje.
    I tu proszę o odrobinę uważności - zbliżam się do meritum: otóż i owszem, Naresa do swej aktywności pchnąć mogła OGNISTA siła namiętności/pożądania/chęci/niechęci wynikła ze strachu, lęku, zniechęcenia... Lecz nie musiała... Bo jeśli Nares (w wyniku takich czy innych okoliczności swego urodzenia i życia) miał w sobie więcej CHŁODNEJ energii (siły) WOLI niż ognistych energii chęci, to wtedy to z nakazu WOLI a nie CHĘCI może wynikać jego dalsze postępowanie.
    WOLI - którą zrodziła interakcja zewnętrznego Świata z wewnętrznym zrozumieniem Umysłu Naresa. A nie CHĘCI zrodzonej z interakcji Zewnętrznego z jego Emocjami.

    Tak więc Nares' który siedzi pod swym drzewkiem, jest dla postronnego obserwatora tożsamy z Naresem... ale my już wiemy że tożsamy nie jest - więc ów "postronny" utożsamiając Naresa z Naresem' popełnia błąd pochopnej oceny na podstawie nazbyt małej ilości informacji i zrozumienia subtelnych procesów. Błąd jakże nam wszystkim powszechny :)

    Dla mnie kluczowym zagadnieniem tej historyjki będzie kwestia INTENCJI uruchomionych przez CHĘCI lub przez WOLĘ - jako że wydaje mi się że to właśnie Intencja nadaje subtelny smak jak i kierunek, całemu procesowi który Istota Myśląca i Czująca uczynić może... ale to już stanowczo temat na inną dobranockę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki @szymsol za ten komentarz. Oczywiście masz rację, że Nares, którego obserwujemy nie jest tym samym Naresem, który siadał pod drzewem, masz racje ze subtelne różnice są rzadko dostrzegane, jednak moją INTENCJĄ było właśnie oddanie różnicy między CHĘCIĄ Rezona i jego rezygnacją z działania z powodu bezsilności i braku możliwości zaspokojenia CHĘCI, a aktem WOLI Naresa, którego skutkiem jest rezygnacja z władzy CHĘCI i uwolnienie spod jej władzy Ducha.

    Oczywiście ta zabawa nie rości sobie pretensji do wyjaśniania czegokolwiek i jest jedynie, jak widać nieudaną, próbą uporządkowania sobie w głowie pewnych "subtelnych" rozróżnień. Twoje spostrzeżenia są jak najbardziej pomocne i bardzo Ci za nie dziękuję ;-)

    OdpowiedzUsuń

 


Igor Czajka - Copyright 2008. Wszystkie Prawa Zastrzezone.

mail do autora - Igor Czajka